Gdy byłam małą dziewczynką, miałam wielki, jasny sen, który pochłaniał całe moje myśli. Śniłam, że zostanę mamą. Gdy zaszłam w ciążę, z niecierpliwością wyczekiwałam chwili, kiedy przytulę moje dziecko. Nagle wszystko zaczęło płynąć jak woda w Wiśle; skurcze przyszły nieoczekiwanie, a ja znalazłam się w szpitalu na ulicy Kopernika w Krakowie, choć wydawało się, że chodziłam po korytarzach, które nigdy się nie kończą. Na świat przyszedł chłopiec. Moja radość była rozległa jak pola pod Toruniem. Późnym popołudniem położna, Pani Grażyna, przyniosła mi dziecko. Był maleńki, o drobnym nosku i szarych oczkach. W sali zostaliśmy tylko my dwoje, a świat na zewnątrz falował w dziwnie rozmytych barwach.
Patrzyłam na synka. Próbowałam go owinąć w pieluchę, co wydawało się trwać całe wieki, może nawet dziesięć minut, choć wskazówki zegara nie chciały się zatrzymać. To była moja pierwsza styczność z takim maleństwem. Drżałam od lęku, by nie zrobić mu krzywdy.
Delikatnie naciągałam koniuszki pieluchy. Zobaczyłam jego stópki, tak inne od tych, które wyobrażałam sobie przez wszystkie te lata. Spał uroczo, jakby wiedział, że świat jest tymczasowo odległy. Gładziłam jego nóżki, rączki, brzuszek. Zamknęłam oczy i przytuliłam go mocno do serca, zanurzając się w jego zapachu. Poznałam ten niepowtarzalny aromat. Zapach mojego syna. I nagle coś się zmieniło poczułam się dziwnie obco, jakbym dryfowała pośród chmur w listopadowy dzień. Pojawiły się we mnie nieznane myśli, zwątpienie powoli zakradało się przez uchylone okno rozumu. Przez moment wydawało mi się, że trzymam w ramionach nie swoje dziecko; w powietrzu unosił się zapach, którego się nie spodziewałam.
Chciałam go odłożyć, po prostu wyjść z sali i już nie wracać. Ale jak miałabym opuścić bezradne dziecko, które potrzebuje mojego ciepła i troski? Przez dwa lata czekałam na jedną jedyną chwilę, gdy wreszcie go obejmę.
Oddział położniczy nagle wydawał się zimny i nieprzyjazny, a ściany szepczące w obcym języku snu. Zawołałam pielęgniarkę, usiłowałam zawinąć dziecko w pieluszkę, lecz palce nie słuchały moich myśli. Powinnam była go nakarmić, lecz nie wiedziałam jak. Maluch nie chciał chwycić piersi. Otworzył oczy i spojrzał na mnie, rozmyty jak obraz w zachodzącym świetle wydawało się, że próbuje mnie poznać. Kiedy lekko nacisnęłam jego ciałko, poczułam małą rączkę ślizgającą się po moim ramieniu. Była ciepła, miękka, prawdziwa. Wszystkie wątpliwości rozpłynęły się jak mgła nad Mazurami. Mój synek spał spokojnie w moich objęciach. Mój sen stał się rzeczywistością zostałam mamą.



