Ja i moja córka utrzymujemy się z alimentów, które płaci jej biologiczny ojciec. To przez mojego byłego męża nie mogę znaleźć pracy robi wszystko, żeby nigdzie mnie nie zatrudnili. A nawet jeśli już dostanę jakąś posadę, po krótkim czasie mnie zwalniają bez wyjaśnienia, choć doskonale wiem, o co chodzi.
Wszystkie moje kłopoty zaczęły się, kiedy zdecydowałem się na rozwód. Nie potrafiłem już dłużej znosić tego człowieka w swoim życiu. Chciałem odejść spokojnie, bez awantur i skandali, ale nie udało się. Mój były mąż zacięcie opierał się rozwodowi.
Po rozwodzie razem z córką pojechaliśmy do moich rodziców w Krakowie. Podczas gdy mama zajmowała się wnuczką, ja próbowałem znaleźć jakąś pracę. Niestety, nie miałem żadnego doświadczenia poza kasą w sklepie. Niczego innego się nie nauczyłem. Mój były mąż był kierownikiem dużej sieci marketów i dzięki swoim znajomościom dopilnował, żebym nie miał szansy na zatrudnienie.
W żadnym sklepie w mieście nie dostałem pracy, a nawet jeśli ją znalazłem, szybko byłem zwalniany.
Były mąż szeroko się uśmiechał i twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego. Każde moje zwolnienie tłumaczył moim brakiem wykształcenia i niekompetencją. Płaci alimenty na absolutnie minimalnym poziomie, choć na pewno zarabia znacznie więcej niż przeciętny Polak. Razem z mamą ledwo wystarcza nam na opłacenie rachunków, jedzenie i podstawowe rzeczy dla mojej córki z naszej niewielkiej emerytury i tych nędznych alimentów.
Za każdym razem, gdy przychodzi do córki, poniża mnie przy niej. Opowiada jej, że jej głupia mama zostawiła tatę i przez to teraz musi żyć w biedzie, bez zabawek i normalnego jedzenia, a tatusiowi jest jej szkoda.
Później wręcza córce sporą gotówkę czasem nawet kilkaset złotych po czym wychodzi. Początkowo nie przykładałem do tego wagi, ale moja córka jest jeszcze dzieckiem i nie pojmuje, czemu tata ma pieniądze, a mama nie. Ostatnio zaczęła prosić, żeby mogła zamieszkać z ojcem: Tatuś jest taki miły i wszystko mi kupuje, a ty jesteś chytry i zły, dlatego wolę mieszkać z tatusiem!
Nie wiem już, ile jeszcze wytrzymam, nerwy mam kompletnie zszargane. Mama wspiera mnie, jak tylko potrafi, i powtarza, że jakoś sobie poradzimy, ale nie jestem tego taki pewien, bo były mąż zniszczył mi życie i doskonale zna każdą moją słabość. Nie mam pojęcia, jak dalej żyć.



