Gdy miałam 10 lat, a mój młodszy brat trzy, tata postanowił wymienić nas na nowszy model życia. Zakochał się w kobiecie, która według niego była piękniejsza od naszej mamy. Pożegnał się z nami, zostawiając nam mieszkanie kupione jeszcze na kredyt przed rozstaniem dzięki, tato, za dług!
Za czasów małżeńskiej sielanki chodziłam do dobrej szkoły, brałam udział w konkursach, sekcjach zainteresowań i nawet grałam w kosza. Po rozwodzie cała układanka się posypała. Mama musiała mieć dwie roboty naraz: sprzątała biura, a potem leciała z językiem na brodzie, żeby opiekować się chorą panią Haliną.
Szkołę zmieniłam na tę najbliższą domu żadnych autobusów, żadnych prestiżowych murów. O koszykówce mogłam zapomnieć, bo cały wolny czas siedziałam z bratem, kiedy mama ogarniała świat. Zniknęło wszystko, co znałam. Po latach skończyłam liceum, wylądowałam na studiach, potem praca…
To była szybka lekcja dorosłości za przysłowiowe parę złotych dzieciństwo uciekło mi jak pierogi z talerza w tłusty czwartek.



