Aleks, Ty chyba oszalałeś! Co znaczy “odchodzę”? Mam już kochankę młodszą o 16 lat i będę z nią szcz…

Leszek, ja ciebie chyba nie rozumiem. Oszalałeś? Co to znaczy odchodzę?

-To, co słyszysz. Od dłuższego czasu mam kochankę! Jest ode mnie młodsza o szesnaście lat! I uznałem, że z nią będzie mi lepiej!

-Za córkę mogłaby ci być!

-Nic podobnego! Ona ma już dwadzieścia lat.

Leszek podszedł bliżej.

-I w ogóle, u Walerii ojciec jest bardzo zamożny. Wreszcie będę mógł żyć, jak odkąd pamiętam marzyłem! Rozumiesz? Poza tym ona urodzi mi dziecko, czego ty nie potrafisz!

Każde jego słowo rozdzierało Joannę na kawałki. Przecież przeczuwała, że prędzej czy później to nastąpi nie mieli dzieci.

Ale nie przypuszczała, że wszystko odbędzie się w tak upokarzający sposób.

Przeżyli z Leszkiem niemal piętnaście lat. Bywało różnie, jak u wszystkich. Joanna jednak zawsze wierzyła, że w rodzinie najważniejszy jest szacunek bez tego nic nie ma sensu.

-Joasiu, mogłabyś chociaż trochę popłakać, dla przyzwoitości, bo sam poczułem się niezręcznie.

Podniosła głowę z dumą.

-A po co miałabym płakać? Naprawdę się cieszę! Może przynajmniej komuś z nas uda się spełnić marzenia.

Leszek skrzywił się.

-Czemu znów wspominasz o tych twoich pędzlach? To nawet nie jest praca!

-No tak, to hobby. Ale gdybym musiała mniej pracować, a ty zarabiałbyś trochę lepiej, też mogłabym robić to, co lubię.

-Aj, przestań już. Czym masz się jeszcze przejmować? Dzieci mieć i tak nie możesz. Pracuj sobie dalej.

Obróciła się w stronę Leszka, który siłował się z walizką.

-Leszek, a twoja nowa… wybranka. Przecież ona nie będzie pracować, z czego będziecie żyć? Ty też nie jesteś pracusiem.

-A to już nie twój interes! Ale dziś jestem dla ciebie łaskawy, więc powiem. Na własnych pieniądzach długo żyć nie będziemy musieli.

A jak Waleria zajdzie w ciążę, jej ojciec nas zasypie złotówkami! I póki co wytrzymamy, nie martw się!

Leszek w końcu dopiął walizkę i wyszedł z mieszkania, zatrzaskując drzwi z hukiem. Joanna skrzywiła się, nie cierpiała hałasu. Znowu podeszła do okna.

Pod blok przyjechał właśnie lśniący czerwony samochód. Z niego wybiegła młoda kobieta i rzuciła się Leszkowi na szyję.

Oczywiście, wszystkie sąsiadki od razu wystawiły głowy przez okna. No pięknie, nie mógł odejść w ciszy, tylko musiał mnie publicznie ośmieszyć.

Nagle poczuła ulgę. Ich życie od dawna było jednym wielkim teatrem.

Leszek prawie wcale już nie nocował w domu. Wszystko rozumiała, ale nie potrafiła sama przeciąć tego węzła, który nazywali rodziną.

Wyciągnęła telefon.

-Ryta, hej. Masz jakieś plany na wieczór?

Przyjaciółka była zaskoczona.

-Nie rozumiem, przebudziłaś się w końcu z tej twojej depresji?

-A daj spokój. Żadnej depresji nie miałam. Ot, smutek. Może wyskoczymy gdzieś wieczorem? Na drinka, pogadamy, szczególnie, że jest okazja.

Przez chwilę w słuchawce było cicho, po czym Ryta ostrożnie zapytała:

-Joasiu, wszystko w porządku? Jakie brałaś dziś lekarstwa? Może coś na głowę, może gorączka? Właśnie, nie masz gorączki?

-Ryta, przestań już!

-Jeśli mówisz serio, to jasne też mam już dość patrzenia na twoją wynędzniałą minę! Tyle tylko

-Co? Nie możesz?

-Nie o to chodzi. Jak twój Leszek cię wypuści? Kto mu kanapki na kanapę przyniesie i smarków wytrze?

-Ryta, o siódmej w Diamentowej!

Rozłączyła się. Kiedyś zamorduje swoją przyjaciółkę. I to całkiem możliwe niebawem.

Joanna uśmiechnęła się do siebie. Od początku znajomości miała na nią ochotę, a mimo to ich przyjaźń trwała. Porwała torebkę i wybiegła z domu. Już południe, a tyle rzeczy jeszcze do zrobienia.

Ryta zerkała na zegarek z niecierpliwością. Joanna nigdy się nie spóźniała, a tym razem już pięć minut.

Nagle weszła i Ryta aż otworzyła usta. Zresztą, nie tylko ona.

Joanna zawsze nosiła długie włosy, związane w kok. Teraz miała krótkiego boba w jasnym blondzie.

Zwykle nie używała prawie żadnego makijażu, tylko trochę tuszu i krem po kąpieli. Dziś wyglądała idealnie, zjawiskowy makijaż.

Zawsze w spodniach, dziś przyszła w luźnej sukience, która podkreślała sylwetkę bardziej niż jakiekolwiek rurki.

-Joasiu, nie poznaję cię

Joanna z satysfakcją rzuciła torebkę na krzesło i usiadła.

-Podoba się?

-I to jak! Odjęłaś sobie jakieś dziesięć lat! Tylko nie mów, że wyrzuciłaś swojego Leszka!

-Nie powiem! Sam się wyniósł.

Przez chwilę patrzyły na siebie, a potem wybuchły śmiechem.

Po pół godzinie kelner przyniósł im drinki od mężczyzny z sąsiedniego stolika. Był trochę starszy, może o pięć lat.

Ryta rzuciła znaczące spojrzenie:

-No, no, już masz adoratora!

Joanna uśmiechnęła się i zaprosiła go gestem.

-Dzisiaj to ty naprawdę mi się podobasz! szepnęła Ryta.

Posiedziały razem do późna. Mężczyzna miał na imię Igor, był zabawny, serdeczny i bardzo sympatyczny.

Podrzucił Rytę taksówką, a Joannie zaproponował odprowadzenie.

-Jestem gotów iść z tobą aż na koniec świata! Co prawda mam auto, ale w moim stanie nie wsiądę za kółko.

-Nie trzeba na koniec, mieszkam dwa skrzyżowania stąd.

Do Joanny dotarli już nad ranem. Spacerowali i rozmawiali.

-Joasiu, nawet nie zapytałem, co świętowaliście Może masz dziś urodziny? To bym ci coś sprezentował!

-Nie Chociaż, można powiedzieć. Wczoraj mąż mnie zostawił.

Uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem. Igor popatrzył zaskoczony.

-Ech, Joanna Jesteś niesamowita.

Po trzech tygodniach siedziały z Rytą w kawiarni.

-Joasiu, jak z Igorem?

Uśmiechnęła się.

-Ryta, chyba jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Nic przed nim nie ukrywam, i radzi sobie świetnie z moimi rozterkami.

-A coś cię gryzie?

-Cóż, Leszek nie daje spokoju. Nie wiem czemu, ale przysłał mi zaproszenie na ślub.

-Serio? Po co?

-Może chce zobaczyć mnie zapłakaną, rozbitą. Albo się pochwalić przed nową żoną.

-No cóż Joanna, idź z Igorem. Wpadniecie, pogratulujecie i wyjdziecie. Najważniejsze pokazać mu, gdzie jego miejsce!

Leszek patrzył na Walerię.

-Pięknie wyglądasz

-Wiem. Myślisz, że tata przyjdzie?

-A jakże mógłby nie przyjść, jesteś jego córką

-Córką Przez rok nawet złotówki nie dał, cały czas zmusza mnie, abym zaczęła pracować. Też mi ojciec.

Leszek objął ją.

-Nie martw się, dziewczyno, nie odpuści, wydajesz się za mąż!

Ślub zrobili na kredyt. Leszek i Waleria byli przekonani, że ojciec jej wybaczy i otworzy kurek z pieniędzmi.

-Leszek?

-No?

-Twoja była przyjdzie?

-Wyobraź sobie, tak! Dzwoniła wczoraj.

-Niemożliwe!

-A jednak! Myślę, że będzie chciała mnie prosić, żebym wrócił.

-W sumie, ja lubię takie sceny

Gdy Joanna wyjaśniła Igorowi, o co chodzi, był zaskoczony.

-O której ten ślub?

-O drugiej. Czemu pytasz? Zajęty jesteś?

-A jak nazywa się twój były?

-Leszek. Dlaczego?

-Ech, Joasiu, bywa i tak. Jasne, pojadę z tobą.

Wszystko jej opowiedział dopiero w drodze. Joanna była tak zaskoczona, że nie próbowała już nic zmieniać.

Szli z Igorem pod rękę w stronę stołu państwa młodych. Dumnie się uśmiechała.

Leszek, jak Waleria, wydawali się jacyś nieszczęśliwi. Podeszli bliżej.

Walerya szepnęła:

-Tato?

Leszek ledwo wykrztusił:

-Joanna?

Nie poznał jej od razu. Nie przypuszczałby, że żona może tak wyglądać.

Igor wręczył Waleryi bukiet, kopertę i powiedział:

-To dobrze, że wyszłaś za mąż i stajesz się samodzielna. Bo my z Joanną planujemy ruszyć w świat.

Zwrócił się do Leszka:

-Pan rozumie, że przyszłej teściowej również należy się odpoczynek? Oddaję pana pod jej opiekę i przepraszam, musimy już iść.

Wyszli z restauracji. Joannie chciało się śmiać, ale nie wiedziała, jak Igor to odbierze. Nagle on obrócił się do niej.

-Wiesz, że teraz musisz za mnie wyjść?

Joanna zamyśliła się, po czym powiedziała poważnie:

-Skoro muszę, to muszę

Objęci ruszyli do auta. Igor już zamawiał bilety gdzieś, gdzie ciepło, i gdzie jest morze.

Wiem dziś jedno: czasem dopiero wtedy zaczynamy prawdziwie żyć, gdy zamkniemy drzwi za czymś, co udawało życie.

Rate article
Fajna Tajna
Aleks, Ty chyba oszalałeś! Co znaczy “odchodzę”? Mam już kochankę młodszą o 16 lat i będę z nią szcz…