Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że z tego wyniknie związek.

Z jakiegoś dziwnego powodu wiele Polek myśli, że jeśli mają po czterdziestce i zaliczyły jeden czy dwa rozwody, to już czas odłożyć szczęście na półkę i zamówić sobie kapcie na resztę życia. Sami wiecie stereotyp jak z taniego serialu. Ja też jestem jedną z tych kobiet, które po przejściach, jak mawiają sąsiadki z drugiego piętra. Dwa małżeństwa, krótko trwałe. Pierwsze młodzieńcze, z niego mam córkę Jagodę, która już zresztą kołacze się po własnych kątach. Drugie gdy stuknęła mi trzydziestka. Ani pierwsze, ani drugie nie przetrwało nawet dwóch lat. No cóż, coś było nie halo z tymi facetami.

Oczywiście, po drugim rozwodzie próbowałam czasem nawet z entuzjazmem nawiązać jakąś znajomość. Ale żadne herbatkowanie czy kino nie skończyło się propozycją z pierścionkiem. Teraz mam 45 lat, a i tak uważam, że jest jeszcze szansa na wielką miłość. Przecież gdzieś tam czeka na mnie mój idealny Andrzej. I teraz skrócę Wam długą historię, bo wiem, że nudzę miesiąc temu, podczas spaceru po Parku Skaryszewskim, poznałam chłopa. Marek, wiek 49, ubrany ładnie, zapach perfum taki, że aż sąsiadka zazdrościła (mówiła potem, że czuła przez balkon).

Usiadłam w kawiarni, bo nie po to człowiek pakuje się w ładną sukienkę, żeby tylko biegać po alejach. Marek podszedł, zagadał, zamówił mi jeszcze jedną kawę (z mlekiem bez laktozy dżentelmen). Nie był to mój typ z okładki magazynu, ale pachniał dobrze i wyglądał przyzwoicie, więc mówię: Niech będzie. Oczywiście, od razu go zapytałam, czy jest żonaty. Odpowiedź yyy, wiesz… to skomplikowane. No i wszystko jasne: śliskie sprawy. Ale trudno, zaprosiłam go do siebie, miałam w domu świeżo upieczony sernik i nie chciałam go jeść sama.

I co? Przychodzimy do mojego mieszkania, Marek rozgląda się i od razu rzuca z uśmiechem:

Ale masz duże mieszkanie! Dawno tu chyba remontu nie widziało.

Uśmiechnęłam się sztucznie. Ostatni remont? Może i dziesięć lat temu, ale ściany są białe, sufity stabilne, więc po co tracić złotówki na glazurę, jak lepiej za te pieniądze zrobić sobie nową fryzurę albo kupić torebkę? Przecież to inwestycja w siebie!

Przyniosłam mu herbatę i sernik (własnoręczny, z bakaliami nie żebym się chwaliła), zjedliśmy, wypiliśmy, a on znów zaczyna swoje wywody o moim mieszkaniu. W końcu palnęłam: No dobrze, a ty czemu nie zapraszasz mnie do siebie, skoro takim jesteś estetą? I co? Cisza. Chyba nie był przygotowany na takie pytanie.

Wrócił do siebie, obiecał, że się odezwie po tygodniu. No to czekałam Tydzień minął, głucha cisza, żadnej wiadomości, a tu w sobotę, grubo po północy, pisze, że zaraz wpada. Napisałam mu z uśmiechem: Dobrze, ale będziesz musiał pomóc mi z remontem. Tapety już czekają. Dopiero wtedy przypomniało mu się, że ma jakąś naglącą sprawę i może zadzwoni za tydzień.

No cóż, pewnie to żonaty facet, który liczył na romans z zamożną kobietą. Tyle że ja do tej roli się nie kwalifikuję! Naprawdę, nie ma tego złego. Najważniejsze to się nie poddawać. Kobietki rada od koleżanki: jeśli facet nie zamierza dla ciebie nic zrobić, po co ci on? Szkoda kalorii na kawę! Ja jeszcze będę szczęśliwa jestem tego pewna, a i wy nie traćcie wiary!

Rate article
Fajna Tajna
Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że z tego wyniknie związek.