Każdy, kto pracuje, zrozumie moje rozgoryczenie, kiedy dzwonek do drzwi rozlega się o poranku w jedynym moim wolnym dniu.
Jeszcze nieprzytomna, z pierwszym przebłyskiem świadomości pomyślałam o awarii wodociągów. Zanim w pełni się obudziłam, wybiegłam do łazienki i kuchni sprawdzić, czy przypadkiem znów nie zalałam sąsiadów z parteru, tak jak pół roku temu. Na szczęście wszędzie było sucho.
Dzwonek jednak uporczywie dawał znać o sobie, więc posłusznie ruszyłam do drzwi. Otwieram i pierwsze, co widzę, to kilka walizek. Za nimi stoją dwie osoby.
Ojej, na ulicy bym cię nie poznała! zawołała starsza kobieta, jej ton brzmiał jak nietaktowny komplement.
W głowie gorączkowo próbuję znaleźć powiązanie.
Wpatruję się w mężczyznę obok niej, który z szerokim uśmiechem podaje mi rękę. Za nimi wystaje jeszcze ktoś trzeci, młody chłopak, na szczęście pozbawiony chęci do żartowania. Kobieta mówi energicznie: No co nas tu tak trzymasz w progu, wszystko marzniemy! Przepraszam, jak to nas trzymam?
Co, nie poznałaś wujka? W końcu to ja się tobą opiekowałam! wskazuje na chłopaka To twój kuzyn, przyjechał studiować do Warszawy i nie ma gdzie mieszkać. Postanowiliśmy, że na razie zamieszka u ciebie. Potem mu kupimy łóżko. Mamy też dla ciebie prezenty! Twój tata nie dzwonił?
Nie, nie dzwonił Może zapomniał, poradzimy sobie bez niego! Co to znaczy poradzimy? On ma tu mieszkać?
Oczywiście, a ty się nim zaopiekujesz, to ciężko w obcym mieście. Ja nikim nie mam ochoty się opiekować, tym bardziej, że mój narzeczony często zostaje u mnie. Nie ma tu miejsca. No, trzeba coś wymyślić… Ja nie chcę coś wymyślać. Przecież są akademiki, sama przez to przechodziłam. Ale to wykluczone!
Krewni zaczęli się denerwować i próbowali wepchnąć walizki do przedpokoju, ale im zagrodziłam drogę. Zdałam sobie sprawę, że jeśli torby przekroczą próg, będzie mi bardzo ciężko ich się pozbyć. Poprosiłam więc, żeby poczekali pięć minut, po czym zaprowadziłam ich z kuzynem do akademika Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie był przyjęty.
Spotkało się to z zarzutami, że jestem bezduszna i samolubna uśmiechy zniknęły, a potem zniknęły też walizki i rodzina.
W końcu zadzwoniłam do rodziców i spytałam: O co tu chodzi?
Mama była rozczarowana i również mi zarzuciła, że nie dbam o rodzinę.
Człowiek czasem musi umieć postawić granice nawet wobec własnej rodziny. Odwaga do powiedzenia nie bywa trudna, ale pozwala żyć własnym życiem i dbać o własny spokój.



