BABKA JAK ANIOŁ STRÓŻ
Rodziców Hela nie pamiętała. Ojciec porzucił mamę jeszcze zanim się urodziła, potem nigdy już o nim nie słyszała. Mama zmarła, gdy Hela miała zaledwie rok. Niespodziewanie wykryto u niej nowotwór i szybko odeszła niczym zgaszona świeca.
Helę wychowywała Babcia Zosia, matka mamy. Jej mąż odszedł jeszcze w młodości, więc całe życie Babcia Zosia poświęciła córce oraz wnuczce. Między Helą a babcią od samego początku istniała głęboka duchowa więź. Babcia Zosia doskonale wiedziała, czego Hela potrzebuje, i zawsze się rozumiały bez słów.
Babcię Zosię wszyscy uwielbiali od sąsiadów po nauczycieli w szkole. Na zebrania szkolne często brała ze sobą koszyk świeżych drożdżówek bo przecież nie wypada siedzieć głodnym, wszyscy zmęczeni po pracy. Nigdy nikogo nie obgadywała, nie plotkowała, to raczej do niej ludzie przychodzili po radę. Hela czuła się szczęśliwa, mając taką babcię.
Sama Hela nie miała szczęścia w życiu osobistym. Najpierw szkoła, potem studia, później praca wszędzie na czas, ciągle coś do zrobienia. Chłopcy się pojawiali, ale to nie było to, nie byli tym jedynym. Babcia Zosia się martwiła.
No powiedz, Heluniu, czemu wciąż sama jesteś? Przecież taka z Ciebie piękna i mądra dziewczyna! droczyła się babcia. Hela żartowała i zbywała temat, ale wiedziała, że czas już założyć rodzinę, w końcu zbliżała się do trzydziestki.
Pewnego dnia Babcia Zosia odeszła. Po prostu zasnęła spokojnie i nie obudziła się więcej serce przestało bić we śnie. Hela nie mogła się z tym pogodzić, przez wiele dni nie dowierzała. Żyła jak automat chodziła do pracy, robiła zakupy, ale nic nie czuła. W domu czekała na nią już tylko kotka Misia. Hela czuła się przeogromnie samotna.
Pamiętam, jak pewnego wieczoru wracała pociągiem podmiejskim, zatopiona w lekturze. Naprzeciw usiadł elegancki, zadbany mężczyzna przed czterdziestką. Zauważyła, że się jej przyglądał ku jej zdziwieniu było to nawet miłe. Rozmowa zeszła na książki, o których mogła gadać godzinami. No jak z filmu pomyślała Hela. Kiedy trzeba było wysiadać, żałowała, że musi wracać do pustego domu. Michał, bo tak miał na imię ten mężczyzna, zaproponował, by poszli razem do pobliskiej kawiarni z ochotą się zgodziła.
Od tej chwili wybuchł pomiędzy nimi prawdziwy romans codzienne telefony, wiadomości, choć spotykać się mogli rzadziej, bo Michał dużo pracował. Niewiele jej o sobie opowiadał, świadomie unikał tematów z przeszłości, rodziny czy pracy. Jednak Heli to nie przeszkadzało po raz pierwszy była z kimś naprawdę szczęśliwa.
Któregoś dnia Michał zaprosił ją do restauracji w weekend i nie ukrywał, że będzie to wyjątkowa okazja. Hela wiedziała, że zamierza jej się oświadczyć. Była w siódmym niebie w końcu miała mieć rodzinę, o jakiej zawsze marzyła. Westchnęła szkoda tylko, że babcia tego nie doczekała.
Wieczorem, leżąc na kanapie, myślała, w co się ubrać na takie spotkanie. Z przyzwyczajenia buszowała po aplikacji internetowego sklepu odzieżowego, aż w końcu zasnęła ze smartfonem w dłoni.
Przyśniło jej się, że do pokoju weszła babcia Zosia, ubrana jak zawsze w ulubioną kwiecistą sukienkę. Usiadła obok, pogładziła Helę po głowie. Dziewczyna zaskoczona, ale szczęśliwa spytała: Babo, przecież już Cię nie ma! Jak tu jesteś?
Heluniu, ja nigdzie nie odeszłam, jestem zawsze blisko Ciebie, widzę i słyszę wszystko, choć Ty mnie nie dostrzegasz. Uważaj córciu z tym człowiekiem nie powinnaś się spotykać, posłuchaj swojej babci powiedziała i zniknęła.
Hela obudziła się zdezorientowana przecież przed chwilą widziała babcię, a teraz już jej nie ma Uświadomiła sobie, że to był tylko sen, więc próbowała wrócić do wybierania sukienki, jednak niepokój nie opuszczał jej serca. Dlaczego babcia ją ostrzegała? Przecież nie znała Michała Nic nie wybrała, podenerwowana zasnęła ponownie.
Ten dzień zbliżał się nieubłaganie. Wciąż nie wybrała stroju, wszystko się jej rozsypywało, a w głowie ciągle brzmiały słowa babci. Hela nigdy nie wierzyła w prorocze sny nigdy dotąd jej się nie śniły. Ale przecież z babcią łączyła ją silna więź a jeśli ona na tamtym świecie naprawdę wszystko widzi i wie?
W sobotę pojawiła się w restauracji w swojej starej sukience, z kiepskim nastrojem. Michał od razu to zauważył.
Co się stało, kochanie? zapytał z troską.
Nic, wszystko w porządku skłamała.
Michał udawał, że wierzy, żartował, próbował rozweselić swoją Helusię. W końcu, jak w filmie, uklęknął przy jej stoliku i wręczył jej pudełeczko z pierścionkiem.
Nagle Hela poczuła zawrót głowy i okropny szum w uszach. Przez restauracyjne okno zobaczyła postać babci Zosi, która tylko patrzyła na nią ze smutkiem. To był jasny znak Przepraszam, Michale, nie mogę powiedziała i wybiegła z lokalu.
On dogonił ją na zewnątrz, twarz ściemniała mu z gniewu i zaczął nią szarpać, wrzeszcząc:
Nie chcesz mnie? To sobie żyj sama z tym swoim kotem, przecież i tak nikomu nie jesteś potrzebna!
Odwrócił się na pięcie i zniknął.
Hela nie mogła uwierzyć to właśnie jej kochany Michał, wykształcony, kulturalny, czuły Oto, jak kończy się sen o rodzinie i dzieciach
Na drugi dzień poszła do swojego dawnego znajomego z podstawówki Andrzeja, który był komendantem w komisariacie. Zawsze pomagał dawnym koleżankom i kolegom, więc Hela poprosiła, by sprawdził Michała w policyjnych kartotekach, podając mu zdjęcie i dane.
Po dniu otrzymała telefon:
Hela, przykro mi, ale mam złe wiadomości. Twój Michał to oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się z nimi, wyciąga od nich akty notarialne do mieszkań, namawia, by brały kredyty na rozwój jego firmy, później wyrzuca z ich własnych mieszkań i bierze rozwód. Był już niejednokrotnie za to karany. Dobrze się stało, że uciekłaś od niego w porę.
Hela nie mogła wyjść z szoku Skąd babcia mogła to wiedzieć? To naprawdę cud Dziękuję Ci, babciu, że czuwasz nade mną i ochroniłaś przed nieszczęściem.
Wyszła do sklepu, kupiła trochę warzyw, świeży chleb, saszetkę karmy dla Misi, i z podniesioną głową ruszyła do domu. Wiedziała, że nie jest całkiem sama babcia przecież zawsze jest gdzieś obok.
Mówią, że dusze naszych bliskich opiekują się nami z góry, zostają naszymi aniołami stróżami. Czasem mam nadzieję, że to prawda i warto w to wierzyć, bo daje to siłę na najtrudniejsze chwileW domu Hela zaparzyła sobie herbatę do ulubionego kubka z białymi stokrotkami, który zawsze przypominał jej o babci. Usiadła w fotelu przy oknie, przez które niedługo później wpadały ostatnie promienie słońca. Misia wskoczyła na kolana, mrucząc cicho, jakby chciała powiedzieć: Nie smuć się, wszystko będzie dobrze.
Patrzyła na podwórko, gdzie lilie zasadzone przez babcię rozkwitały jak co roku jakby natura chciała jej przypomnieć, że życie toczy się dalej, że mimo strat wciąż można czuć ciepło i miłość.
Nagle gdzieś głęboko w sercu poczuła spokój, jakiego dawno nie zaznała. Przypomniała sobie słowa babci z dzieciństwa: Pamiętaj, Heluniu, czasami to, co wydaje się końcem, jest początkiem czegoś lepszego. Obiecała sobie zaufać tej myśli i sobie.
Wstała, otworzyła okno i poczuła lekki wiaterek. Na parapet sfrunął mały wróbelek ulubiony ptak babci. Przysiadł cicho, jakby chciał się przywitać, a potem odleciał na tle różowiejącego nieba. Hela uśmiechnęła się przez łzy.
Wiedziała już, czego chce: nie szukać na siłę szczęścia w innych, ale odnaleźć je w sobie docenić prostą codzienność, cieszyć się małymi rzeczami i być otwartą na to, co przyniesie los. Bo może szczęście przyjdzie wtedy, kiedy najmniej się go spodziewa, a babcia jej dobry duch zawsze będzie czuwała gdzieś niedaleko, niewidzialna, ale obecna.
Zamknęła oczy, przytuliła Misie mocniej i szepnęła w ciszy: Dziękuję, babciu za to, że byłaś i za to, że jesteś. Nauczę się być szczęśliwa, obiecuję.
I pierwszy raz od dawna była tego naprawdę pewna.



