No i masz, babo placek! zamiast “dzień dobry” rzucił Eryk, kiedy w progu zobaczył niewysoką, suchą jak badyl staruszkę w dżinsach, z cienkimi, zawadiacko zaciśniętymi ustami. Spod lekko zmrużonych powiek błyskały jej figlarne, przenikliwe oczy.
Babcia Iry, Stefania Mikołajczyk rozpoznał. Ale jak to, bez zapowiedzi, nawet esemesa nie napisała…
Cześć, wnusiaczku! wycedziła ze swoim chytrusim uśmieszkiem. Wpuścisz stare kości do środka?
Pewnie, proszę bardzo! Eryk aż podskoczył ze spieszności. Proszę, zapraszam.
Pani Stefania wturlała do mieszkania walizkę na kółkach… Herbaty, tylko mocnej! zarządziła, gdy Eryk próbował ją poczęstować. Irenka pewnie w pracy, Olka w przedszkolu, a ty, co, leniuchujesz?
Przymusowy urlop… mruknął markotnie. Dali mi dwa tygodnie wolnego z powodów służbowych. Marzenia o labie wyparowywały. Zerknął na babcię z nadzieją: A długo u nas zostaniesz?
Dobrze zgadujesz przytaknęła, gasząc resztki jego optymizmu Na długo.
Eryk westchnął. Pani Stefanię widział najwyżej kilka razy przelotem na ślubie z Irką, przyjechała wtedy z Poznania. Ale o jej wyczynach od teścia nasłuchał się niemało gdy ten zaczynał o teściowej, zawsze ściszał głos i rozglądał się nerwowo. Ewidentnie czuł respekt pomieszany z lękiem kolan.
Pozmywaj po sobie, zaraz wychodzimy! Oprowadzisz mnie po mieście, trzeba cię choć trochę zapoznać z własną okolicą!
Eryk nie śmiał pisnąć słowem. Ton babci przypominał mu sierżanta z wojska tam też sprzeciwy nie przechodziły.
Pokażesz mi bulwary! nakazała pani Stefania. Jak najlepiej dojechać?
No taxi? wzruszył ramionami.
Nagle babcia zwinęła palce w zgrabny trąbkę i zagwizdała tak, że sąsiadom pranie z trzepaka spadło. Taksówka zatrzymała się na pięć groszy.
Ależ babciu, przecież można podnieść rękę Co ludzie pomyślą? sarkał Eryk, pomagając jej siąść na miejscu pasażera.
Nic nie pomyślą, synu! odparła z błyskiem w oku seniorka. Już prędzej uznają, że to ty taki nieokrzesaniec!
Taksówkarz zaniósł się śmiechem razem z babcią. Przybili sobie piątkę jak najlepsi druhowie od kielicha.
Eryk, ty z ciebie chłop jak z nuty odpowiedzialny i grzeczny zagaiła podczas spaceru bulwarami. Ale powiem ci, twoja babcia to może i dama, a ja zawsze miałam hopla na punkcie przygód. Mój świętej pamięci mąż cichy mol książkowy z Kielc dopiero przy mnie zaczął żyć! W góry go ciągałam i nawet skoku na spadochronie spróbował Choć na paralotni nie poleciał, bo mówił, że to już dla czubków i wariatów. Czekał więc na dole z Irką, a ja mu nad głową fikołki robiłam.
Eryk słuchał coraz zdumiony. Iry nigdy nie mówiła, że jej babcia to chodzący czad i rakieta w jednym. No, sporo to w jej ostrej charakterystyce wyjaśniało.
A ty, Eryk, leciałeś kiedyś ze spadochronem?
No w wojsku, czternaście razy! odpowiedział z lekką dumą.
Szacun! kiwnęła głową pani Stefania i zanuciła:
Pókiśmy młodzi, póki szalona
Dusza jak ptak
Eryk od razu podchwycił:
Życie nam daje, czasem łaskota,
Czasem w piach
Ta piosenka momentalnie ich połączyła cała nieśmiałość Eryka ulotniła się razem z drugim refrenem.
Trzeba coś zjeść, bo słabo się bez prądu żyje zarządziła babcia. Idziemy do tej budki. Czujesz ten zapach? Tam robią taki szaszłyk, że palce lizać!
Przy budzie szef szaszłykarni wyglądem przypominał krzyżówkę polskiego rockersa z rekinem finansowym z Radomia w oczach drapieżnik, ale kręcił szaszłyk z pasją. Na jego widok miało się ochotę zawołać No to jazda, Janusz! i zatańczyć disco-polo pod szczyt namiotu.
Babcia przysiadła się do starego plastikowego stolika i radośnie zawołała:
Szefie, panie majstrze, zapodaj pan przysmak!
Szef aż się wyprostował i zaintonowali razem szaszłykarską kantatę.
W pięć minut na stole pojawiły się talerze z szaszłykiem, kromki chleba, sałata i czerwone buraczki. Do tego dwie herbaty, żadnego wina z Kachetii, tylko czarna jak smoła podlaska. Na zapach mięska spod okolicznych tuj wyłonił się bury kociak i, przyczajony, zaczął nadstawiać ucho.
I ty tu pasujesz! uśmiechnęła się babcia Stefania. Chodź tu, malutki. I do szefa budki: Panie kochany, daj pan trochę mięska dla kota!
Kociak rzucił się na miskę. Babcia spojrzała wymownie na Eryka:
Macie dziecko, i to dziewczynkę! A zwierzaka w domu niet. Jak wy chcecie nauczyć ją czułości i troski? Ten kotek będzie dla was idealny!
Po powrocie do domu babcia wykąpała znaleźne kociątko, a Eryka wysłała do zoologa po asortyment: kuwetę, miski, drapak i różową poduchę.
Gdy wrócił dźwigając zakupy, w mieszkaniu rozlegały się piski Irenki i Oli, które obłapiały roześmianą babcię. Kociak, już ochrzczony imieniem Lesiak, z miną rozczarowanego poety patrzył, co się wyprawia.
Olunia, dla ciebie letni komplet z krótkimi portaskami, a to dla ciebie, Irenko wręczała podarunki babcia. Nic tak nie podnosi kobiety w oczach męża, jak koronkowe majtki.
Przez tydzień Ola nie pojawiała się w przedszkolu, bo znikała z babcią na lokalnych wyprawach, wracając dopiero na rosół. W domu czekał już Eryk i kociak Lesiak, a wieczorem na spacery ruszała cała gromadka z Irenką na czele i kotem w transporterze.
Pewnego wieczora babcia przysiadła się do Eryka ze śmiertelną powagą:
Muszę z tobą pogadać. Jutro wracam do siebie. A to wręczyła mu zalakowaną kartkę po moim wyjeździe dasz Irence. Testament. Mieszkanie i całe wyposażenie dla niej, a tobie biblioteka, którą mój mąż zbierał przez całe życie. Prawdziwe skarby, są nawet książki z autografami znanych pisarzy
Ależ, pani Stefania, no co też pani zaczął rozemocjonowany Eryk, lecz babcia gestem go uciszyła.
Nic Irence nie gadałam. Tobie powiem z moim sercem cienko. Wszystko może się skończyć nagle. Już trochę czas się szykować.
Jak to, sama pani wraca!? Nie pozwolę!
Ze mną zawsze ktoś jest, a jeszcze córka twoja teściowa mieszka zaraz obok. Ty pilnuj Irenki i wychowuj Olinkę na porządnego człowieka. W porządku z ciebie facet, naprawdę. A ja dla ciebie, widzisz, jestem taka teściowa do kwadratu! poklepała go po ramieniu i zaśmiała się radośnie.
Zostałabyś jeszcze! Chociaż chwilkę jęknął Eryk niczym dzieciak.
Babcia podziękowała i z uśmiechem odmówiła. Pożegnało ją całe stadko, nawet Lesiak zdawał się posmutniały na rękach Oli.
Nim zamówiła taksówkę, znów zagwizdała tak, że tramwaje zajechały awaryjnie.
No to jazda, zięciu! Odstawiasz mnie na dworzec! rozkazała, całując dziewczyny i wskakując na przedni fotel.
Taksówkarz zrobił oczy jak pięć złotych, a Eryk rzucił:
Co się tak gapisz? Porządnej kobiety nigdy nie widziałeś?
Babcia Stefa, potrząsając siwymi loczkami, zaśmiała się dźwięcznie i przybiła Erykowi widowiskową piątkę na pożegnanie.
Teściowa do kwadratu – No nie wierzę własnym oczom! – zamiast zwykłego „dzień dobry” wykrztusił Ed…



