Skrzypnięcia suchej gałązki pod swoją stopą nawet nie usłyszałem cały świat nagle wywrócił się do góry nogami, a potem zaczął wirować moimi oczami jak kolorowy kalejdoskop. Chwilę później rozpadł się na miliony świetlistych gwiazdek, które natychmiast zebrały się w jedną bolesną kulę w mojej lewej ręce, tuż nad łokciem.
Ała… złapałem się za kontuzjowaną rękę i natychmiast zawyłem z bólu.
Jaś! Ula natychmiast rzuciła się w moim kierunku, upadając na kolana przede mną. Bardzo boli?
Nie, jasne, cudownie jest! warknąłem przez zaciśnięte zęby, skrzywiony z bólu.
Ula delikatnie wyciągnęła dłoń i dotknęła mojego ramienia.
Odsuń się! syknąłem nagle ostro, błyskając oczami. Boli! Nie dotykaj mnie!
Było mi podwójnie przykro. Po pierwsze, najwyraźniej złamałem rękę i przez najbliższy miesiąc będę musiał znosić głupkowate docinki kolegów z powodu gipsu. Po drugie, wszedłem na to drzewo sam, chcąc zaimponować Uli sprytem, odwagą i siłą. Z pierwszą przyczyną byłem w stanie się pogodzić, ale druga mnie wściekała. Nie dość, że się zbłaźniłem, to jeszcze próbowała mnie pocieszyć! O nie
Podnosząc się z ziemi i trzymając bezwładną rękę, energicznym krokiem ruszyłem w stronę szpitala.
Jasiu, nie martw się! Wszystko będzie dobrze! biegła tuż obok, robiąc wszystko, by dodać mi otuchy. Zobaczysz, wszystko się ułoży!
Daj mi spokój zatrzymałem się i spojrzałem na nią z pogardą, spluwając na chodnik. Co się niby ułoży? Rękę sobie złamałem, rozumiesz? Głupia jesteś? Idź do domu, mam cię dość!
Z tymi słowami ruszyłem dalej, zostawiając Ulę z szeroko otwartymi szarozielonymi oczami, powtarzającą pod nosem:
Wszystko będzie dobrze, Jasiu wszystko będzie dobrze
***
Panie Janie Adamowicz, jeżeli nie zobaczymy przelewu w ciągu dwudziestu czterech godzin, bardzo się rozczarujemy. Ach, zapomniałem dodać: jutro zapowiadają gołoledź, więc proszę uważać za kierownicą. Wie pan, samochody lubią wylecieć z drogi, a wypadki no cóż, to taka nieprzyjemność, przed którą nikt nie jest ubezpieczony. Pozdrawiam.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Odłożyłem komórkę na bok, mocno wciskając palce w skronie, po czym odchyliłem się na fotelu.
Skąd ja mam wziąć te pieniądze? Ten przelew miał być dopiero za miesiąc…
Westchnąwszy ciężko, ponownie sięgnąłem po telefon, wykręciłem numer i przyłożyłem go do ucha.
Pani Olgo, czy możemy dzisiaj zrobić przelew naszym partnerom z holdingu za sprzęt?
Panie Janie
Możemy, czy nie?
Tak, ale wtedy harmonogram innych płatności
Olejmy to. Później pomyślimy, jak się z tego wyplątać. Proszę dzisiaj wykonać przelew na konto holdingu.
Dobrze, ale potem będą problemy z
Nie słuchając do końca, rozłączyłem się i uderzyłem pięścią w podłokietnik fotela.
Cholerni krwiopijcy
Coś delikatnego i ciepłego dotknęło mojego ramienia. Drgnąłem i aż podskoczyłem na krześle.
Ula, prosiłem cię, żebyś nie przychodziła, kiedy pracuję. Prosiłem?
Moja żona, Aleksandra, musnęła ustami moje ucho i przeciągnęła dłonią po włosach.
Jasiu, tylko się nie denerwuj, dobra? Wszystko się ułoży.
Mam już dość twojego wszystko się ułoży! Masz tego dosyć? Jutro mogą mnie zabić, to dopiero wszystko będzie dobrze!
Wstałem gwałtownie, złapałem Ulę za ręce i odepchnąłem ją od siebie.
Co tam robiłaś? Gotowałaś barszcz? No to idź i gotuj! Nie denerwuj mnie, gorzej bez ciebie!
Aleksandra westchnęła i ruszyła do wyjścia. W drzwiach przystanęła, spojrzała na mnie jeszcze raz i wyszeptała znajome słowa.
***
Wiesz Leżę teraz i wspominam całe nasze życie.
Staruszek otworzył powoli oczy i spojrzał zamglonym wzrokiem na swoją postarzałą żonę. Jej niegdyś piękną twarz poprzecinały sieci zmarszczek, ramiona opadły, sylwetka straciła dawną elegancję. Ostrożnie poprawiła igłę kroplówki przy jego ręce, trzymając go cały czas za dłoń, i uśmiechnęła się delikatnie.
Ile razy byłem w tarapatach, ile razy balansowałem na granicy życia i śmierci, ile razy działy się rzeczy najgorsze Zawsze przychodziłaś ty i powtarzałaś jedną i tę samą frazę. Nawet nie wiesz, jak mnie to potrafiło wyprowadzić z równowagi. Czasami chciałem cię udusić za tę twoją naiwność i powtarzalność staruszek próbował się uśmiechnąć, ale przeszedł go kaszel. Po chwili, gdy minął, mówił dalej: Łamałem ręce i nogi, grożono mi śmiercią, traciłem wszystko, wpadałem w doły, z których niewielu wychodziło a ty całe życie powtarzałaś jedno: Wszystko będzie dobrze. I wyobraź sobie, nigdy nie skłamałaś. Skąd wiedziałaś?
Wcale nie wiedziałam, Jasiu westchnęła staruszka. To mówiłam do siebie, by siebie uspokoić. Całe życie cię kochałam jak szalona. Byłeś i jesteś całym moim światem. Gdy cierpiałeś, moje serce wykręcało się na drugą stronę. Ile ja łez wylałam, ile nocy nie przespałam Ale powtarzałam sobie tylko: Niechby i kamień z nieba spadł, ale póki on żyje, wszystko będzie dobrze.
Staruszek na moment przymknął oczy i mocniej ścisnął jej dłoń. Mówił już z trudem:
Tak to było A ja złościłem się na ciebie. Przepraszam cię, Ulko. Nie wiedziałem Tak człowiek żyje, a nie myśli o drugiej osobie. Głupi byłem, prawda?
Ona cichutko otarła łzę i nachyliła się nad jego twarzą.
Jasiu, nie przejmuj się
Na moment zawahała się, spojrzała mu głęboko w oczy, położyła głowę na jego nieruchomej piersi, głaszcząc jego stygnącą dłoń.
Wszystko BYŁO dobrze, Jasiu, wszystko BYŁO dobrze…



