Warszawa, 14 marca
Dziś znów myślałam o tym, jak bardzo zmieniło się moje życie przez ostatnie lata. Sama uważam się za kobietę nowoczesną, a przynajmniej mocno do tego dążę. Zawsze lubiłam dbać o siebie porządne ubrania, schludność to wszystko zawdzięczam dobrej pracy, w której szefowie mnie szanują i cenią. Mam dwóch dorosłych synów: starszy, Michał, ma już trzydzieści osiem lat, a młodszy, Marek, dopiero wkroczył w czterdziestkę. Obaj są żonaci, więc mam również dwie synowe.
Od dawna powtarzam, że moje synowe kompletnie się od siebie różnią, dokładnie tak jak moi synowie. To chyba całkiem zrozumiałe. Starsza synowa, Barbara, to typowa dziewczyna ze wsi. Ja, szczerze mówiąc, nie lubię tych podziałów miastowa kontra wiejska, ale Barbara idealnie wpasowuje się w stereotyp dziewczyny z małej miejscowości.
Oczywiście nigdy nie ingerowałam w życie rodzinne moich synów, więc praktycznie nie mam pojęcia, jak układają się ich relacje z żonami. Wiem tylko, że Barbara wyszła za Michała, bo była w ciąży z ich najstarszym dzieckiem, które przyszło na świat pięć miesięcy po ślubie. Nigdy nie zauważyłam, by traktowała męża jako miłość życia raczej jako niezbędność.
Barbara zawsze była bardzo trudna. Dzwoniła do mnie tylko wtedy, gdy pojawiały się jakieś kłopoty, bo uwielbiała narzekać i szukać wsparcia. Nie miała przyjaciół, bo rozmowa z nią to jak uderzanie głową w mur.
Z kolei młodsza synowa, Weronika, to zupełnie inna bajka. Po ślubie zaprzyjaźniła się ze mną; lubiłyśmy rozmawiać, długo siedzieć przy kawie. Po pewnym czasie znalazłam jej pracę w moim biurze. Wszyscy bardzo ją sobie chwalą jest sumienna i serdeczna. Weronika ma tylko kilku bliskich znajomych, z którymi umawia się od czasu do czasu.
Zdarzyła się dziś dziwna sytuacja. Rano, gdy siedziałam w pracy, Barbara weszła do biura razem ze swoją siostrą. Wiedziałam, że ostatnio w rodzinie Michała nie dzieje się najlepiej, ale w ich sprawy nie wtrącałam się nigdy.
Barbara była stanowcza:
Mamo, nie dam już rady. Mam dość! Zdecydowałam, że zostawię Michała i wynajmę mieszkanie w centrum, niech sobie żyje sam, ten wieprz!
Dzień dobry, Barbaro. Wiesz doskonale, że nie wtrącam się w Wasze sprawy. Powiedz mi tylko, gdzie chcesz wynająć mieszkanie i jak dzieci będą dojeżdżać do szkoły?
Wynajmę coś w centrum Warszawy.
Barbaro, jak zamierzasz płacić czynsz, skoro mieszkania tam są takie drogie?
O właśnie, chciałam z tobą porozmawiać! Jako babcia masz obowiązek mi pomóc. Należysz mi się!
Nie mam takich pieniędzy pod ręką. Jeśli naprawdę potrzebujesz, poczekaj do wieczora, wypłacę ci z konta tyle, ile się da. Nie myślałam, że aż tyle będzie Ci potrzebne…
Barbaro, chodź już siostra pociągnęła ją za rękaw przecież wiadomo, że matka zawsze trzyma z synem.
Już miały wychodzić, kiedy zobaczyły w korytarzu Weronikę, lekko wystraszoną, zerkającą zza drzwi.
Na co się gapisz? Zobaczysz, ciebie też to czeka! Na pewno dostaniesz identyczną odpowiedź. Jak będziesz w potrzebie, to też nie uzyskasz pomocy.
Weronika aż się wzdrygnęła na widok obu rozwścieczonych kobiet. Spojrzała na mnie pytająco, więc powiedziałam spokojnie: Nie martw się. Przeleję jej pieniądze wieczorem, skoro aż tak jej zależy. Rozumiem nie może z dziećmi mieszkać w akademiku. To tylko pieniądze, Weroniko. Nigdy nie ufaj temu, co ludzie mówią za plecami…
Cały czas zastanawiam się, czy rzeczywiście jestem taką nowoczesną Polką, jak myślę? A może po prostu potrafię zachować dystans, słuchać, ale nie angażować się za bardzo? Te różnice między synowymi są dla mnie coraz bardziej widoczne. Chyba każda polska matka zna to uczucie rozdarcia…



