Istnieje taki typ osoby, z którą po prostu trudno wytrzymać w towarzystwie. Niewielu jest takich, którzy potrafią tolerować tzw. toksyczne osoby. Opowiem historię opartą na doświadczeniach mojej przyjaciółki i przedstawię ją z jej perspektywy.
Mam całkiem dobrą relację z bliską krewną. Rozmawiamy szczerze, odwiedzamy się nawzajem. Tym razem poszłam do Ewy na herbatę. Wstąpiłam do cukierni, kupiłam sernik i ruszyłam do niej.
Nie trafiłam jednak na najlepszy moment, bo Ewa miała już gościa. Okazało się, że przyszła do niej sąsiadka pani Gertruda. Kobieta starsza, która nadużywa alkoholu i całą swoją emeryturę wydaje na wódkę. Nie lubi pić sama, dlatego często chodzi po klatce schodowej i szuka towarzyszy do kieliszka. Generalnie jest bardzo nachalna.
Starłam się unikać pani Gertrudy, bo nie potrafię znieść jej obecności. Mówi bez umiaru, nie kontroluje się. Dlatego traktuję ją z dużym dystansem. Chciałam już wychodzić, ale Ewa namówiła mnie, bym została. Nie sprzeciwiałam się, zwłaszcza że i tak nie planowałam dłuższej wizyty. W czasie, gdy czajnik zagrzewał wodę, pani Gertruda zaczęła swoje opowieści.
Nie każdy potrafi wytrzymać z taką osobą. Zawsze doprowadza mnie do łez, a potem do śmiechu. Ewa ma dziwne upodobania, bo na jej miejscu nie wpuściłabym do mieszkania tak męczącej sąsiadki.
Postanowiłam szybko się pożegnać. Byłam już zmęczona słuchaniem jej bezsensownych wywodów. Później Ewa opowiedziała mi, co zdarzyło się, gdy opuściłam jej mieszkanie. Przyszła do niej jeszcze jedna przyjaciółka, Zofia. Na początku było spokojnie, ale potem pani Gertruda zaczęła swoje zagrywki.
Doprowadziła do tego, że Ewa i Zofia zaczęły się kłócić.
Nie uwierzysz, Gertruda tak nas nakręciła, że prawie się pobiłyśmy. Pierwszy raz w życiu czegoś takiego doświadczyłam…
Wtedy zrozumiałam, na czym polega toksyczność. Gertruda idealnie pasuje do tego opisu. W jej obecności konflikt wybucha z niczego, wszyscy sąsiedzi o tym wiedzą i nikt nie chce mieć z nią do czynienia. Tylko Ewa przez jakiś czas godziła się na jej wizyty.
Ale i ona w końcu zaczęła rozumieć. Ewa wyjaśniła mi potem:
Wiesz, Zofia to moja najbliższa przyjaciółka. Tyle lat się znamy! Przeszłyśmy razem przez wiele. Nagle okazało się, że Gertruda potrafiła nas poróżnić zupełnie bez sensu… Zapytałam Zofię, jak się czuła podczas tej awantury, a ona powiedziała, że jakby była zahipnotyzowana. Takie rzeczy się zdarzają, prawda?
Ewa pojęła w końcu prawdę: nie każdemu warto poświęcać uwagę i swój czas. Lepiej unikać takich ludzi. A ja sama poczułam się szczęśliwa, że mieszkam tam, gdzie mieszkam. U mnie na klatce są sami normalni sąsiedzi.
Po jakimś czasie Ewa napisała mi, że pani Gertruda się wyprowadziła. Jej mieszkanie jest wystawione na sprzedaż, a ona sama przeniosła się do córki, ze względu na rodzinne problemy. W bloku w końcu zapanowała cisza i spokój. Wystarczy jedna osoba, by potrafiła uprzykrzyć życie wielu ludziom jednocześnie.
Otoczenie naprawdę ma ogromne znaczenie. Życzę wszystkim dobrych sąsiadów i spokojnej rodziny. Życie i nasze nerwy są zbyt cenne, by tracić je na ludzi, którzy nie wnoszą nic dobrego.



