List do Świętego Mikołaja: Wzruszająca historia chłopca, który przez przypadek traci swoje marzenia …

List

Paweł wracał z pracy, a pod jego nogami przyjemnie skrzypiał śnieg. Nagle ogarnęły go wspomnienia z dzieciństwa zjeżdżanie z górki na tornistrze, wojny na śnieżki, gryzienie sopli… To były szczęśliwe lata.

Nagle usłyszał dziecięcy płacz. Rozejrzał się i na ławce zobaczył chłopca w brązowym płaszczyku i szarej czapeczce. Dziecko zanosiło się łzami, ścierając je rękawem.

Paweł podszedł bliżej.
Co się stało, chłopcze? Zgubiłeś się? Dlaczego płaczesz?
Zgubiłem list… Niosłem go w kieszeni, a teraz go nie ma powiedział, po czym znów się rozpłakał.
Nie płacz, pomożemy. O jaki list chodzi? Mama kazała zanieść na pocztę?
Nie To ja napisałem do Świętego Mikołaja Mama nie wie
Aj, rozumiem Nic się nie dzieje, napiszesz drugi
Ale już nie zdąży dojść…
Wiesz co? Ty lepiej wracaj do domu, robi się ciemno. Ja poszukam twojego listu, dobrze? Obiecuję, jak znajdę, to wyślę go do Mikołaja.
Chłopiec popatrzył nieśmiało.
Naprawdę?
Naprawdę, słowo harcerza! A wiesz, Święty Mikołaj i tak wie, co dzieci do niego piszą. Nawet jak nie znajdę, to i tak coś przyniesie.
Chłopiec otarł zapłakane oczy i pobiegł do domu.

Paweł przez chwilę myślał o tym dziecku i swoim własnym dzieciństwie jak szukał pod choinką prezentów, będąc pewnym, że Mikołaj każde jego życzenie czyta i spełnia. Czas tak szybko mijał… Jego synek, Michałek, miał ledwie cztery lata i jeszcze nie pisał listów, ale wkrótce zacznie.

Paweł rozglądał się po śniegu, ale długo nie widział niczego. Już miał wracać, aż nagle zobaczył kątem oka róg koperty wystający ze śniegu. Uklęknął, delikatnie wyjął wilgotny list i schował go do torby, by nie zniszczyć bardziej.

W domu czekała na niego żona, Jadzia, krzątająca się przy kolacji. Synek Michałek bawił się resorakami. Paweł uwielbiał ich rodzinny urok i zawsze z radością wracał do przytulnego mieszkania.
Jadzia, wyobraź sobie, spotkałem przed chwilą chłopca na oko ośmioletniego. Siedzi, płacze, bo zgubił list do Mikołaja. A ja go znalazłem! Zobacz, co tam napisał…

Wyjął z kieszeni zmięty list w kopercie z dziecięcym pismem: Dla Świętego Mikołaja od Janka Zielińskiego.
Może przeczytamy, o co prosił?
Czytaj, przecież list i tak dalej by nie poszedł.

Paweł ostrożnie otworzył kopertę i wyjął złożoną kartkę w kratkę. Zaczął czytać na głos:
Kochany Święty Mikołaju!
Pisze do Ciebie Janek Zieliński, mieszkam na ulicy Kościuszki 45. Mam dziewięć lat i chodzę do trzeciej klasy. Bardzo lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Ewą i babcią Heleną. Ostatnio przeprowadziliśmy się do starego domku, który pozwolili nam wynająć życzliwi ludzie.
Kiedyś mieszkałem z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę i często bił mamę, mnie też uderzał. Mama wraz z babcią to mama taty cały czas płakały, ja razem z nimi. Źle nam było z tatą. Uciekliśmy w końcu razem z babcią.
Mikołaju, chciałem Cię poprosić, żebyś pomógł mamie znaleźć nową pracę. W tej obecnej myje podłogi, ale nie może się schylać, bo ma chore plecy. I podaruj jej nowe sukienki, bo w starej już chodzi dziurawa. Mama jest wysoka i szczupła, i naprawdę bardzo piękna!
Dla babci proszę o tabletki na bolące kolana, bo ciężko jej chodzić, mimo że nie jest jeszcze za stara. A najbardziej marzy o ciepłym, puszystym szlafroku, bo bardzo marznie. Babcia jest maleńka i chudziutka.
A ja… chciałbym piękną choinkę z lampkami i kolorowymi ozdobami. Kiedyś stawialiśmy choinkę i był świąteczny nastrój… dopóki tata nie wypił i nie przewrócił drzewka…
Bardzo na Ciebie czekam, kochany Mikołaju.
Janek Zieliński

Paweł spojrzał na żonę; Jadzi płynęły łzy po policzkach.
Boże biedny chłopiec. Uciekli od alkoholika, teraz na nic nie starcza… Wzruszające, że nie prosi o prezenty dla siebie, tylko dla mamy i babci. Taki rodzaj dobroci to dziś rzadkość.
Tak, przeszli w życiu swoje… A kobieta nawet teściowej nie zostawiła samej. Dobrzy są Słuchaj, może byśmy spełnili choć trochę tych próśb Janka? Co myślisz?
Ja już dawno o tym marzyłam… Wiesz, jak mój tata pił, przez co przeszłam… Dobrze, że znalazłam siłę, by w porę odejść Twoja propozycja z pracą mnie wzrusza, Paweł!
U nas w firmie właśnie szukają recepcjonistki, a robota lepsza i spokojna. Pensja też w porządku. Zaoferuję Ewie.
Może pożyczymy od Kowalskich stroje Mikołaja i Śnieżynki i odwiedzimy Janka? Niech chłopiec uwierzy w magię Świąt! Kupię te tabletki dla babci, jakie mama brała, szlafrok i sukienkę, podobny rozmiar do mojego. Nie muszą być drogie, ale piękne i porządne, a teraz są przeceny…

Pieniędzy nam nie brak, a taki dobry uczynek zostanie w sercu na długo, prawda, Paweł?
Zgadzam się w stu procentach! Jadzinko, masz wielkie serce…

Przytulili się czule. Byli szczęśliwi, że tak dobrze się rozumieją.

Następnego dnia Jadzia kupiła elegancką sukienkę w ciemnozielonym kolorze, puszysty szlafrok w kolorze jasnego różu, tabletki przeciwbólowe dla babci, czekoladki, mandarynki i świąteczne ozdoby. Paweł dorzucił do prezentów niedrogi smartfon dla Janka.
Pożyczyli od znajomych stroje, zapakowali wszystko do dużego wora i pojechali pod wskazany w liście adres. Michałka zostawili u babci.

Zatrzymali się przy starym, trochę rozwalonym domku z przekrzywionym płotem. Palące się światło świadczyło, że domownicy są w środku.
Paweł wziął choinkę, Jadzia worek z prezentami. Cicho weszli na podwórko i zastukali do drzwi.
Kto tam? zapytała wysoka, jasnowłosa pani, na oko około trzydziestu pięciu lat bez wątpienia Ewa, mama chłopca.
My nie zamawialiśmy żadnych wizyt kolędników… Pewnie pomyliliście adres… zaskoczona powiedziała kobieta.
Czy tu mieszka Janek Zieliński?
Tak, to mój syn…
Mamo, kto tam? zawołał chłopiec i wybiegł na korytarz.
To Święty Mikołaj!
Witaj, Janku! Dostałem Twój list i jesteśmy tutaj z moją pomocnicą Śnieżynką! Zapraszamy Cię i całą rodzinę na świąteczne spotkanie!
Mamo! Przyszedł! Ten list naprawdę dotarł! Ten pan znalazł go i wysłał! Ale super! Wchodźcie! wołał uradowany Janek.

Ewa, uśmiechając się, zaprosiła ich do środka. Z pokoju wyszła babcia niska, zgrabna kobieta, która na widok choinki aż zaświeciła oczami.
To dla nas? Jaka piękna, pachnie Świętami…
Jasne, Janek! Każde dziecko powinno mieć choinkę z prawdziwego zdarzenia. Ozdóbki i światełka też są udekorujecie sami. Przynieśliśmy też prezenty, ale najpierw tradycja: musisz nam coś zaśpiewać lub wyrecytować!
Paweł umyślnie zmienił głos na gruby, jak Mikołaj.

Janek denerwował się i nie mógł sobie nic przypomnieć. Patrzył z zachwytem na Mikołaja w czerwonym płaszczu i futrzanej czapie.
Janek, wiem, że jesteś dobrym chłopcem, a wróble przyniosły mi na ogonie, że kochasz mamę i babcię, pomagasz im i dobrze się uczysz.
Sprawdź, co jest w worku to dla waszej rodziny!

Janek spojrzał na mamę, która pokiwała głową. Ostrożnie rozwiązał worek i wyjął paczkę ozdobioną czerwoną kokardą. W środku był różowy szlafrok.
Babciu! To dla ciebie! Pisałem w liście, pamiętasz?
Dla mnie?! Aż się wzruszyłam… Nigdy nie miałam takiego pięknego szlafroka! babcia z radością go przymierzyła, pasował idealnie.
Potem Janek wręczył mamie sukienkę, babci leki. Obydwie patrzyły ze zdziwieniem na prezenty, nie mogąc uwierzyć.
Następnie chłopiec wyciągnął wielką torbę słodkości i mandarynek. Na wierzchu znalazł pudełko z nowym telefonem.
To dla mnie? Własny telefon? Rewelacja! Mikołaju, bardzo, bardzo dziękuję! Wierzyłem w ciebie! zawołał Janek, ściskając prezent.

Dużo zdrowia i szczęścia dla waszej rodziny! powiedział Paweł żegnając się z rodziną. My już musimy iść…

Ewa i Helena wyszły jeszcze za nimi do korytarza.
Kim właściwie jesteście? Skąd wiecie o Janku?
Znalazłem jego list i razem z żoną postanowiliśmy zrobić wam prezent od serca. Macie wspaniałego syna.
Proszę, tu jest wizytówka i kartka Janka chętnie zatrudnię panią na recepcji w mojej firmie. Jeśli byłaby Pani zainteresowana…

Dziękujemy wam… nie spodziewaliśmy się takiego cudu. Janek czekał na ten dzień i stał się dla nas wyjątkowy dzięki wam.

Paweł i Jadzia wracali do domu w milczeniu, ale szczęśliwi. Podarowanie komuś radości daje czasem więcej szczęścia niż samemu otrzymywanie prezentów. Żadne pieniądze choćby złotówki nie są tyle warte, co uśmiech dziecka i łzy wzruszenia w oczach rodziny. Tego nie da się kupić to prawdziwy sens Świąt i życia.

Rate article
Fajna Tajna
List do Świętego Mikołaja: Wzruszająca historia chłopca, który przez przypadek traci swoje marzenia …