I co, teraz będzie z nami mieszkał? zapytał ojciec swoją żonę, patrząc na syna…
Wanda Zawadzka wróciła do domu i mocno się zdziwiła, widząc syna. Michał już od dwóch lat mieszkał ze swoją żoną osobno i widywali się z matką nie częściej niż raz, góra dwa razy w miesiącu, zwykle w weekendy. A tu wtorek, środek tygodnia.
Coś się stało? zapytała, pomijając przywitanie.
A nie cieszysz się, że mnie widzisz? spróbował zażartować Michał, ale natrafił na surowe spojrzenie matki i odpowiedział już poważnie: Od Iwony się wyprowadziłem.
Co to znaczy wyprowadziłem się? zapytała wymownie.
Była stanowczą kobietą, żartów nie lubiła, może przez lata pracy była wychowawcą w poprawczaku.
Pokłóciliśmy się… wymamrotał Michał, wyraźnie niecierpliwiąc się na ten temat.
I co z tego? spojrzała mu prosto w oczy. Zawsze będziesz do mnie wpadać po kłótni z żoną?
Rozwodzimy się! wypalił w końcu.
Wanda cały czas patrzyła mu w oczy, czekając na wyjaśnienie. Westchnął i powiedział:
Chciała, żebym jeszcze w domu pomagał, a ja przecież z roboty wracam wykończony.
A ręce ci odpadną, żeby żonie pomóc? matka nie była po stronie syna.
Ona mi też to powiedziała. Ja jej powiedziałem, że kobieta powinna dbać o dom, to jej rola.
Skąd ty te głupoty wytrzasnąłeś? zapytała, tracąc już cierpliwość.
Była zmęczona po pracy, chciała się wykąpać, odpocząć, spokojnie zjeść kolację z mężem, a tu syn z jakimiś średniowiecznymi mądrościami. Całe życie z mężem dzielili się obowiązkami po równo, razem pracowali, razem sprzątali, razem wychowywali dzieci nigdy nie było podziału, żaden z nich nie wywyższał się rolą. A tu nagle WIELKI MĘŻCZYZNA rodem z telewizji!
Gadaj mi tu! krzyknęła na niego, a ton miała taki, że gdyby nie był dorosłym facetem, to by się popłakał. Skąd ci przyszło do głowy to dzielenie obowiązków? Co, zmęczony polowaniem na mamuta? Przecież oboje pracujecie, oboje przynosicie pieniądze do domu, czyli i w domu musicie razem robić. Albo chcesz, żeby żona rzuciła pracę i siedziała w kuchni? Nie? To o co ci chodzi? Powiedz mi, widziałeś, żebyśmy się z ojcem kiedykolwiek kłócili o sprzątanie czy gotowanie? Bo my mamy na tyle rozumu, by ciągnąć tę samą furę razem.
Właśnie wtedy z pracy wrócił ojciec, Wiesław, i zobaczywszy syna w przedpokoju, zapytał ze zdziwieniem:
Co się stało?
Nawet pytania mają takie same… pomyślał Michał, ale odpowiedział na głos:
Rozwodzimy się z Iwoną.
No to jesteś głupi rzucił krótko ojciec i poszedł do kuchni z torbą zakupów.
Wiesiek, nasz syn to naiwniak powiedziała Wanda, opowiadając mężowi o całym zajściu.
To co, zamierza u nas mieszkać? zapytał Wiesław żonę, po czym zwrócił się do syna:
Wiesz, skąd pochodzi słowo małżonek? Od zaprzęgu! Małżonkowie ciągną ten sam wózek razem. Jeśli jedno zacznie się obijać, drugie musi ciągnąć podwójnie. Tak się kończy, że w końcu albo wózek się rozleci, albo jedno się wykończy.
Michał nie wiedział co powiedzieć, choć niechęć do żony go nie opuszczała. Myślał, że rodzice go poprą, a oni stanęli zupełnie po drugiej stronie. Potem rozmawiali o nim, zupełnie się nim nie przejmując. Wiesław wykładał zakupy na stół, Wanda rozstawiała je po szafkach. Wyraźnie dawali mu do zrozumienia, że nie będą się nim zajmować jak dzieckiem.
Patrzył na ich wspólne życie i nie mógł zrozumieć, jak mogą się tak dobrze dogadywać, choć na co dzień są tacy stanowczy.
No to na co czekasz? Wracaj do żony i się pogódź! powiedział ostro ojciec. I wyrzuć z głowy te pierdoły, kto co powinien! Macie się szanować i pomagać sobie to wasz obowiązek. A my z matką mamy własne sprawy.
Michał wyszedł trochę skonsternowany, nie takiego powitania się spodziewał. Ale złość na Iwonę minęła, dotarło do niego, że sam wywołał awanturę. Jedno sobie uświadomił chce mieć tak szczęśliwą rodzinę, jaką mieli jego rodzice.



