Teściowa postanawia wyrzucić wszystkie rzeczy dla dzieci

Po ślubie z moim mężem byłam oszołomiona szczęściem, bo poza tym, że miałam męża dostałam gratis jeszcze teściową, z którą mieliśmy taki, powiedzmy sobie szczerze, poprawny kontakt. Zbliżyć się do siebie bardziej? Marne szanse, jak fala na Mazurach. To wszystko trwało do momentu, kiedy odkryłam, że jestem w ciąży…

Dopóki nosiłam w brzuchu małego Kacpra (dziś widzę, że temperament odziedziczył właśnie po babci), wszystko szło nawet nieźle. Teściowa udzielała mi porad, które z poważną miną przyjmowałam do wiadomości, opowiadała mi anegdotki i uczyła, jak wychować porządne polskie dziecko.

Ale kiedy już urodziłam, obudził się we mnie instynkt macierzyński na pełnych obrotach i przestałam brać te rady na poważnie. Powiem szczerze, zaczęłam traktować jej mądrości z lekką niechęcią. Choć oczywiście starałam się tego nie pokazywać zbyt wyraźnie.

I tu następuje punkt kulminacyjny. Okazało się, że teściowa pozbyła się wszystkich rzeczy dziecięcych, które siostra świeża mama przekazała mi z myślą o moim potomku! Ciężko opisać moje zdenerwowanie. Tam były nowe, świetnie wyglądające ubranka, kocyki, buciki i zabawki ledwo używane, w stanie lepszym niż niejeden zakopiański oscypek zimą.

A tutaj klops! Wszystko trafiło do śmietnika, bo, jak twierdzi teściowa, NIE WOLNO ubierać dziecka w rzeczy po kimś innym. Bo tak! Bo to jakieś polskie przesądy o złej energii, zarazkach ogólnie, nie i koniec.

Na początku nawet nie zauważyłam, że rzeczy zniknęły, ale kiedy przypomniałam sobie o ślicznych niebieskich bucikach i zaczęłam ich szukać, nie znalazłam NIC. Spytałam teściową, co się stało, a ona z rozbrajającą szczerością przyznała, że wszystko wyrzuciła.

Nie należę do osób, które robią afery o przysłowiową drożdżówkę, ale w tym przypadku to już była przesada. I do dziś siedzi mi to w głowie jak niespokojny kibic na meczu reprezentacji…

No bo czemu chociaż nie mogła mnie zapytać?

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa postanawia wyrzucić wszystkie rzeczy dla dzieci