Było to dawno temu, kiedy wszystko wydawało się inne, a życie toczyło się wolniej pośród wąskich ulic Krakowa. Pamiętam, jak postanowiła nie okazywać żadnych uczuć, szczególnie przed swoim mężem, który zawsze oczekiwał od niej chłodnej postawy, bez względu na sytuację. Marzyła o spokoju, lecz nie wiedziała, czego tak naprawdę może się spodziewać. Wiele małżeństw kończyło się rozwodem, gdy uczucia gasły, a wyidealizowane życie z kolorowych okładek gazet okazywało się nieosiągalne. Kiedy rozstanie stało się nieuniknione, znalazła pracę na nocną zmianę, pragnąc zachować niezależność.
Napotkała jednak trudność, która spędzała jej sen z powiek miała pod opieką kilkuletniego synka wymagającego stałej troski. Choć posłała go do przedszkola, zamykano je o godzinie 19, a ona nie miała nikogo, komu mogłaby go powierzyć. Zmuszona ograniczonymi możliwościami, poprosiła byłego męża, by opiekował się ich synkiem po godzinie 19, gdy pracowała. Odpowiedział jej z zimnym dystansem, jakby ta sprawa wcale go nie dotyczyła, pytając, dlaczego to on miałby przejąć opiekę, skoro to jej rola. Choć na chwilę zakręciło jej się w głowie od tego braku zrozumienia, szybko odzyskała rezon i jasno stwierdziła, że jako rodzice mają równe prawa i obowiązki. Podkreśliła, że alimenty to jego obowiązek, lecz nie pozwoli mu zepchnąć na siebie całej odpowiedzialności. Najważniejsze było, by synek zawsze był przy niej.
Przez długi czas z trudem próbowała godzić pracę z samotnym wychowywaniem dziecka. Droga ta była wyjątkowo wyboista często upadała, miewała ataki paniki i cierpiała na dolegliwości związane ze stresem. Z czasem zdała sobie sprawę, że dłużej tak żyć nie może, więc zwróciła się po pomoc lekarską. Diagnoza lekarza była bolesna usłyszała, że były mąż usprawiedliwia swoją nieobecność, skupiając się na nowej rodzinie z obecną żoną. Synka traktował jak przeszkodę, oferując zaledwie skąpe wsparcie finansowe i żadnego zaangażowania.
Wkrótce znalazła się w niekończącym się konflikcie, z którego jej samolubny były mąż wyszedł zwycięsko niestety, kosztem ich syna, nad którym zawisła codzienna niepewność. To małżeństwo zawsze było dla niej zagadką, nie mogła zrozumieć jego zachowania, gdy chodziło o syna. Mimo wszystkich trudności odmówiła pozwolenia, by jego egoizm zdefiniował jej dalsze życie. Nauczyła się znosić przeciwności losu, była zdeterminowana, by synowi dać tyle miłości i opieki, ile tylko mogła. Dzięki temu, budowała swoją przyszłość, opierając się na własnej sile i oddaniu.



