Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi tak mawiała zawsze moja babcia, przestrzegając mnie, bym nie dawała się zwieść pięknym słówkom. Od dziecka wiedziałam, czego chcę w życiu. Już jako dwudziestopięcioletnia dziewczyna, ciężką pracą i wytrwałością, uzbierałam na własne mieszkanie w Warszawie.
Nikt mi nie pomagał ani rodzice, ani kuzynostwo, nikt z rodziny wszystko osiągnęłam własnymi siłami. Kiedy poznałam Piotrka, zakochałam się po uszy. Trochę bezmyślnie wyznałam mu, że jestem właścicielką mieszkania.
Jednak już na początku naszej relacji jasno zaznaczyłam, że nie zamierzam mieszkać u niego jeśli mamy być razem, wynajmiemy coś wspólnie, a moje mieszkanie oddam w wynajem, by móc odłożyć więcej pieniędzy, choćby na samochód.
Piotrek przytaknął, był zachwycony pomysłem, obiecał, że szybko znajdzie coś taniego i odpowiedniego. Minęło pół roku, a on pojawił się pod moimi drzwiami z reklamówką i walizką. Oznajmił, że został zwolniony z pracy, nie ma grosza przy duszy i nie stać go nawet na czynsz.
Poprosił, żebym go przygarnęła na jakiś czas, zanim się poukłada. Zapytałam, czy nie może wrócić na jakiś czas do rodziców do Lublina przecież mieszka tam jego rodzina. Skrzywił się i stwierdził, że tam nie chce, bo z mamą się nie dogaduje.
Nie wpuściłam go jednak. Intuicja podpowiadała mi, że chce tylko mieć wygodne życie na mój koszt, bez żadnego wysiłku. Rozstałam się z nim niedługo później. Życie nauczyło mnie, że trzeba mieć swoje zasady i trzymać się ich nawet wtedy, gdy serce podpowiada inaczej. Zaufanie do siebie jest bezcenne, a niezależność największym atutem.



