Przyjaciółka o imieniu Weronika trafiła do szpitala z powodu dobrze już wszystkim znanej choroby. Jej przypadek był bardzo poważny oba płuca były w ciężkim stanie. Gdy leżała w szpitalu, dostała wypowiedzenie z pracy. Kiedy w końcu wróciła do mieszkania w Krakowie, nikt nie oczekiwał od niej, żeby natychmiast zaczęła szukać nowego zatrudnienia. Poza tym sytuacja gospodarcza była trudna każdy trzymał się swojej posady, jakby od tego zależało życie. Znalezienie pracy w porządnej firmie graniczyło z cudem, a praca przy kasie w supermarkecie była nierealna przy jej stanie zdrowia. Zupełnie bez pośpiechu, Weronika zaczęła więc rozglądać się za czymś zbliżonym do swojego zawodu, mając jednocześnie przywilej pracy z domu.
Zanim jednak pojawiła się okazja, postanowiła zrobić porządki generalne, póki miała na to siły. Zaczęła od sprzątania bałaganu na swoim biurku i pomiędzy papierami znalazła notes. Zdziwiła się przecież taki zeszyt nigdy nie leżał u niej wcześniej. Kto wie, co w nim zapisano, a może schował tam stare telefony i adresy dawnych miłości? Otworzyła go i ze środka wysypał się plik paragonów. Ale najdziwniejsze było to, że na każdej stronie widniał charakterystyczny, trochę nerwowy charakter pisma jej męża skrupulatnie wypisywał każdy wydatek: krem do twarzy, witamina D, zastrzyki (2 dawki).
Weronice aż zadrżały dłonie. Zorientowała się, że wszystkie zakupy robione przez jej męża na jej rzecz były przez niego dokładnie notowane i sumowane. Co jakiś czas te wydatki były podliczane, i w ten sposób okazało się, że w tamtej chwili była mu winna prawie 450 000 złotych. Każda wydana na nią złotówka nawet codzienne zakupy spożywcze czy leki znalazła swoje miejsce w tym tajemniczym zeszycie.
Byłam pod wrażeniem opanowania Weroniki. Nie zadzwoniła od razu do mnie, nie wylała łez przez telefon, nie wrzuciła mu do obiadu środków przeczyszczających, tylko spokojnie czekała, aż mąż wróci z pracy. Gdy zjawił się w domu, podała mu kolację, wysłuchała spokojnie, jak minął mu dzień, a dopiero potem zapytała. Uczyniła to bardzo taktownie bez cienia złości, bez niecenzuralnych słów.
Na to mąż odpowiada: I co w tym złego? Przecież zanim mieliśmy wspólny budżet, to tak właśnie funkcjonowaliśmy, prawda? Teraz inwestuję sam. Więc jak już pójdziesz do pracy, będziesz mnie przez jakiś czas “spłacać”, aż wyrówna się suma. A ja zaoszczędzone pieniądze przeznaczę na nowego laptopa, bo ten stary już nie daje rady, nawet gier nie odpala
Na chwilę zapadła cisza, w której napięcie aż ciążyło w powietrzu. Weronika przez dłuższą chwilę patrzyła w talerz, a potem jakby nic się nie stało zaczęła spokojnie zbierać naczynia.



