Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że rozwinie się z tego związek.

Z jakiegoś powodu wiele kobiet uważa, że jeśli mają ponad czterdzieści lat i za sobą jeden czy dwa rozwody, to już mogą postawić kreskę na swoim życiu. Mam dokładnie taką samą sytuację. Byłam dwukrotnie mężatką. Pierwszy raz, gdy byłam bardzo młoda, z tego małżeństwa mam córkę. Drugi raz wyszłam za mąż w wieku trzydziestu lat. Ani pierwsze, ani drugie małżeństwo nie trwało dłużej niż dwa lata. Zawsze coś było nie tak z tymi mężczyznami.

Oczywiście, po drugim rozwodzie miałam jeszcze kilka związków, ale nigdy nie prowadziły one do małżeństwa. Dziś mam czterdzieści pięć lat i mimo różnych doświadczeń nadal wierzę, że mogę być szczęśliwa i że gdzieś tam na świecie czeka na mnie moja bratnia dusza. Żeby nie rozciągać historii miesiąc temu poznałam mężczyznę na ulicy. Tomasz ma czterdzieści dziewięć lat. Spacerowałam po parku, jestem kobietą zadbaną, więc postanowiłam zatrzymać się w kawiarni na kawę.

Tomasz podszedł, żeby mnie poznać. Nie był moim ideałem, ale prezentował się schludnie i wydawał się sympatyczny. Przedstawił się i zaproponował, że postawi mi kolejną kawę. Od razu zapytałam, czy ma żonę albo narzeczoną; odpowiedział wymijająco. Od razu było widać, że jest w jakiejś relacji. Mimo to zaprosiłam go do siebie na herbatę i ciasto, które upiekłam dzień wcześniej. Może uznacie to za szaleństwo zaprosić obcego mężczyznę do swojego mieszkania! Ale widziało nas wtedy kilku znajomych, więc nie miałam się czego obawiać. Tomasz wcale nie wydawał się groźny.

Przyszliśmy do mnie, weszliśmy do przedpokoju, a Tomasz rozejrzał się i zaraz się zaśmiał:

Masz takie duże mieszkanie, ale wygląda, że remont ostatni raz był tu piętnaście lat temu.

Udawałam, że nie rozumiem, o co mu chodzi. Ostatni remont robiłam dziesięć lat temu. Ale mieszkanie naprawdę wygląda dobrze. Po co inwestować w ściany i sufit, skoro można inwestować w siebie? Czy takie podejście jest złe?

Podałam Tomkowi herbatę i ciasto, zjedliśmy i wypiliśmy razem, a on ponownie zaczął narzekać na moje mieszkanie. Wtedy powiedziałam mu otwarcie: A co to za różnica, jakie mam mieszkanie? Może to ty mnie zaproś do siebie? Od razu zamilkł. Rozmowa już się nie potoczyła. Wyszedł i obiecał, że zadzwoni za tydzień.

Przez cały tydzień nie dał znaku życia, nie napisał nawet SMSa. Dopiero w sobotę, późno wieczorem, napisał, że chce mnie teraz odwiedzić. Odpisałam więc, że jeśli przyjdzie, będzie musiał mi pomóc w remoncie mamy razem kleić tapety. Nagle sobie przypomniał, że ma pilną sprawę, o której zupełnie zapomniał, i zadzwoni w przyszłym tygodniu. Myślę, że to żonaty facet, który szuka dodatkowej przygody z bogatą panią. Ja się do tego nie nadaję i nie mam na to ochoty. To nie jest ważne. W istocie liczy się to, że wspólna kawa to nie powód, by liczyć na coś więcej. Ja wierzę, że jeszcze odnajdę miłość. I mam jedną radę dla kobiet jeśli mężczyzna w ogóle się nie stara, to po co ci taki mężczyzna? Najważniejsze to szanować siebie i nie tracić nadziei na szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Co się dzieje z mężczyznami w dzisiejszych czasach! Zaprosiłam jednego do siebie do domu, myślałam, że rozwinie się z tego związek.