Była rocznica ślubu mojej przyjaciółki. Gdy ona i jej mąż wracali do domu w Warszawie, zauważyli przed swoim blokiem stojący wózek z niemowlęciem w środku. Dziecko, dziewczynka, wydawała się nowonarodzona. Było to dla wszystkich ogromne zaskoczenie, bo moja przyjaciółka, Anna Kowalska, od dawna marzyła o tym, żeby zostać mamą. Wyglądało na to, jakby los celowo podarował im to maleństwo. Ponieważ na dworze był listopadowy chłód, zabraliśmy dziecko szybko do samochodu i zadzwoniliśmy na policję. Policjanci odnaleźli przy wózku kartkę z imieniem dziewczynki: Zuzanna, wraz z datą jej urodzenia.
W tym krótkim czasie zdążyliśmy się zakochać w Zuzannie i poznać ją bliżej. Gdy funkcjonariusze zabrali ją do domu dziecka, Anna i jej mąż, Tomasz, postanowili zaadoptować Zuzię. Papierologia trwała miesiąc, ale w końcu wszystko było załatwione. Jednak w dzień, gdy mieli odebrać dziewczynkę do domu, pod domem pojawiły się obce osoby w samochodach, podając się za rodzinę dziecka. Po rozmowie okazało się, że młoda Ukrainka zaszła w ciążę z Polakiem, lecz bała się powiedzieć własnej rodzinie o tym, zwłaszcza po tym, jak chłopak ją opuścił. Kiedy zachorowała, ojciec ją odnalazł, a rodzina postanowiła zabrać wnuczkę do siebie. Badania DNA potwierdziły pokrewieństwo i Zuzanna trafiła z powrotem do swojej biologicznej rodziny.
Choć początkowo byliśmy załamani, w końcu wydarzył się cud. Po wielu latach starań Anna zaszła w upragnioną ciążę, choć musiała spędzić niemal całą ciążę w szpitalu. Po kilku miesiącach na świat przyszła ich córeczka, Małgosia. Radość była ogromna nie mogliśmy być szczęśliwsi. Mimo wszystko w naszych sercach do dziś zachowujemy miejsce dla Zuzanny, bo przez ten krótki czas stała się dla nas kimś wyjątkowym.
Czasem los prowadzi nas zaskakującymi ścieżkami. Miłość i nadzieja dają siłę, nawet gdy wszystko wydaje się stracone. Najważniejsze, by nie przestawać wierzyć w dobro, bo każdy z nas może doświadczyć własnego cudu.



