Przez dziesięć lat opiekowałam się dziadkiem mojego męża. Mieszkaliśmy z dziećmi w wynajmowanym mieszkaniu, na Ursynowie, z widokiem na parking i przystanek autobusowy. Siostra męża, Wiesława, urzędowała wtedy w lokalu dziadka. Nikt szczególnie nie interesował się staruszkiem ani teściowa, ani wnuki. Również i moja sytuacja nie wyglądała różowo nie skończyłam studiów, bo się okazało, że jestem w ciąży, a potem już nie miałam głowy do robienia kariery.
Każdy dzień był jak poprzedni: lawirowanie pomiędzy pieluchami dzieci i pampersami dziadka.
Mój mąż nie znosił tego domowego napięcia i coraz częściej odreagowywał na wypadach z kolegami. Z kobietami mu się nie wiodło, bo kto chciałby faceta z gromadką dzieci i bez mieszkania? Więc wracał zawsze do mnie. Ja mu wybaczałam, choć uczucie wyparowało dawno. Wszystko po to, żeby dawał nam trochę złotówek na dzieci i na leki dla dziadka. Wiesława wpadała do niego sporadycznie najczęściej po to, by wydębić od niego emeryturę albo ponarzekać na swoje marne życie. Choć wcale im się tak źle nie powodziło. Nie płacili czynszu, więc nawet co rok mogli wyskoczyć na urlop na Majorkę.
Pięć lat temu dziadek przepisał mi mieszkanie: Stałaś mi się bliższa niż cała ta rodzina! Wnuczek to oferma, zaraz odda mieszkanie matce albo siostrze. Niech u Ciebie i Twoich dzieci, moich prawnuków, zostanie to lokum, chociaż jako podziękowanie za wszystko. Żebyś potem nie miała do mnie żalu, że przez starca życie Ci przeszło koło nosa.
Naturalnie, nikt w rodzinie o tym nie wiedział. Dopiero gdy zdrowie dziadka zaczęło się sypać, i córka, i wnuczka nagle przypomniały sobie o tym, jak ważny jest dla nich staruszek. Zaczęły pojawiać się z troską godną Oscara. Dziadek, nie był naiwny i wiedział, komu zależy, a komu nie.
Gdy zmarł, spadek chcieli od razu podzielić między sobą. Teściowa i Wiesława namówiły mojego męża, żeby oddał im mieszkanie. Skoro i tak Wiesława tam mieszka, logiczne, nie? Mąż zgodził się bez mrugnięcia okiem tyle że nikt nie wiedział o testamencie.
Na drugi dzień mąż zaczął się pakować i oznajmił mi, że od dawna ma już inną kobietę, a ze mną siedział wyłącznie ze względu na dziadka. Wyprowadził się i nagle poczułam, jakby ze mnie spadł tonowy plecak. Gdy rodzina dowiedziała się o testamencie, rozpętała prawdziwą wojnę. Telefony z groźbami i wyzwiskami dzień i noc.
Posłuchaj, nie dostaniesz tego mieszkania! Wiemy, jak opiekujesz się staruszkami. Na pewno go zmanipulowałaś, ale sąd Cię nie przepuści! Jesteś zwykłą oszustką, a my to udowodnimy! Zostaw w końcu mojego syna w spokoju, bo wreszcie sobie znalazł ładniejszą i młodszą!
Wiesz, co sobie uświadomiłam? Że mogę sobie pozwolić, żeby kazać wam wszystkim wynosić się z mojego życia na długi urlop. Więc: spadajcie stąd!
Ich gadanie nie ruszyło mnie zupełnie. Wreszcie mam swoje cztery ściany, pracuję, dzieci mają stabilizację, a co najważniejsze przestałam być częścią tej rodziny.
A Ty, co byś zrobiła na moim miejscu?



