Moja mama przekazała mi pierścionek po swojej mamie, babci Józefie. Ten pierścionek nie był pięknym, stylowym antykiem, lecz raczej nieforemną, zbyt dużą obrączką, której wzór trudno było nawet określić. Nigdy nie założyłabym go z własnej woli. Doszłam do wniosku, że skoro jest mój, mogę zrobić z nim, co tylko zechcę. Poszłam więc do jubilera na Nowym Świecie i, dopłacając kilkaset złotych, wymieniłam pierścionek na nowoczesny taki, który naprawdę odpowiadał mojemu gustowi.
Z zadartym podbródkiem zadzwoniłam do mamy do Krakowa, podekscytowana nowym nabytkiem, ale ona podniosła raban. Wiesz, co zrobiłaś?! Jak mogłaś sprzedać ten pierścionek bez mojej zgody? Przecież to nie tylko biżuteria to kawałek naszej rodziny, wspomnienie! Pamiątka, rozumiesz?!
Usiłowałam tłumaczyć spokojnie, że skoro prezent jest mój, to powinnam mieć prawo decydować. Nic z tego. Mama nie słuchała jej złość dosłownie tętniła w słuchawce. Rozłączyłyśmy się w napięciu, a po godzinie, gdy znów próbowała się dodzwonić, nie odebrałam już telefonu. Mama przysłała mi SMS-a, w którym wyjaśniła, że pierścionek nie był prezentem jedynie powierzyła mi go do przechowania, bym niczego z nim nie robiła. Po co mi takie prezenty, skoro nie mogę nimi dysponować? Sytuacja była skomplikowana i przykra, a zachowanie mamy wydawało mi się dziwne. Bo przecież albo się coś komuś daje, albo trzyma przy sobie. Babcia Józefa ciągle żyje, nasze relacje z mamą i babcią są napięte, więc jaki sens ma ta cała pamiątka?
Wczoraj wieczorem czytałam podobną historię na Facebooku dosłownie wbiła mnie w fotel. Są tacy, co twierdzą, że nawet najzwyklejszy pierścionek to fragment rodzinnej opowieści. Nawet jeśli nie zachwyca kunsztem, jest ogniwem między pokoleniami. Może nikt go już nie założy, ale z czasem stanie się cenną, unikalną rzeczą i kolejne pokolenia będą się zastanawiać, co nosili ich przodkowie, śledzić mody dawnych czasów. A przecież trendy wracają wszystko zatacza koło. Pierścionek po babci, nawet jeśli leży w szkatułce, po latach może przywołać wspomnienia o mamie i babci, kiedy ich już zabraknie.
A tymczasem dziewczyna czyli ja wymieniła go na współczesną błyskotkę. Nie wspominając o tym, jakie jest teraz złoto i jak można by pierścionek przerobić u porządnego jubilera. Wtedy zachowuje się jego historię, ale nadaje nową formę, pozwala nosić, przekazywać dalej. Wciąż ma swoją dawną duszę.
Można przecież kupić sobie nową biżuterię i dać staremu pierścionkowi spokój.
Jestem zupełnie po stronie mamy i naprawdę rozumiem jej rozgoryczenie. Pewnie nawet nie przyszło jej do głowy, że mogę nie czuć związku z tym pierścionkiem. Prezenty, zwłaszcza rodzinne, zachowuje się, nie sprzedaje jak stare meble z OLX-a a tu pierścionek po babci Józefie!
Z drugiej strony staram się zrozumieć siebie. Nigdy nie byłam typem, który gromadzi rzeczy i wspomnienia wolę używać przedmiotów niż je przechowywać. Przecież na targu staroci w Warszawie mnóstwo jest rodzinnych pamiątek, które komuś już nie były potrzebne. Może dobrze żyć tu i teraz, nie przywiązywać się do żadnej historii? Jeśli nie czuję takiej potrzeby, to czy naprawdę należy mnie winić? Okazuje się, że mama nigdy nie przekazała mi czegoś tak prostego szacunku dla rodzinnej tradycji.
I może właśnie dlatego tak ciężko nam się porozumieć.



