Synowa nie pozwala mi widywać wnuka, jeśli nie przyniosę pieniędzy, a mój syn nic na to nie mówi

Słuchaj, muszę Ci się wygadać, bo normalnie nie mieszczę się już w sobie. Mój syn to w ogóle nie jest rozwiedziony, mieszka sobie z tą swoją narzeczoną, ale biedak nie ma nic do gadania. Za każdym razem, jak zjawiam się u nich w domu, moja synowa każe mi się zobowiązać, ile pieniędzy następnym razem przyniosę, bo inaczej nawet nie pozwoli mi zobaczyć wnuka.

Są po ślubie dopiero od dwóch lat. Od razu mi ta dziewczyna nie leżała oczy jak u zazdrośnicy, ręce zawsze wyciągnięte po cudze. Ledwo pieczątka w dowodzie zdążyła wyschnąć, a ona już zaczęła mieszać i mówić, że powinnam sprzedać mieszkanie i połowę pieniędzy przeznaczyć dla nich na jakieś M2, bo co to za facet bez własnego kąta.

Oczywiście, wyszła przez to awantura. Przecież mam też córkę! I niby dlaczego mam się pozbywać mieszkania tylko dlatego, że synowa tak chce? Dzieci wychowałam najlepiej jak mogłam, dałam im start, resztę niech sobie ogarniają sami, nikt i mnie nie dawał niczego na tacy ja z mężem harowaliśmy na wszystko.

Moja córka jeszcze się nie ustatkowała, pracuje, wzięła kredyt hipoteczny, przez jakiś czas mieszkała ze mną i wynajmowała swoje mieszkanie, żeby spłacić raty, teraz już mieszka osobno. A syn? Tragedia. Niczego sam nie chce, patrzy tylko na swoją żonę. Nawet nie chce mieszkać z matką no, szczerze, nie tęskniłam za tym, ale mogłabym się zgodzić, żeby odłożyli na wkład własny. Ale sprzedawać czy oddawać mieszkania? Nigdy w życiu! Po śmierci dzieci dzielą się na pół i tyle.

Powiedziałam to synowej prosto w oczy, nie owijając w bawełnę. I jeszcze ona mi tekstem wyjeżdża: Mamo, czy to nie za dużo, że samemu zajmujesz całe trzy pokoje? Odpowiednia postawa, co? Sama nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. Poprosiłam syna, żeby postawił ją do pionu, ale tylko coś tam pomamrotał pod nosem.

Zastanawiam się czasem, w kogo on wdał się taki miękki. Przecież ani ja, ani tata, ani siostra nie należymy do osób, które dają sobie wejść na głowę. Naprawdę nie wiem, jak się ożenił ona po prostu chyba bardzo chciała złapać męża.

Od tamtej rozmowy o mieszkaniu raczej z synową nie utrzymuję kontaktu. Syn czasami zadzwoni, ale nigdy nie przyjedzie, bo żona mu zabrania. Nawet jak się dowiedziałam, że zostanę babcią, też tylko z telefonu się dowiedziałam zero entuzjazmu z ich strony. Mimo wszystko kupiłam prezent, tort i przyszłam się pogodzić, ale moja synowa znowu zaczęła wywody o mieszkaniu, że to przecież w cudzym domu jej dziecko się urodzi jak jakiś bezdomny.

Odpuściłam, nie chciałam kłócić się z ciężarną, zwyczajnie wyszłam. Nie będę karmić takiej głupoty. Całą ciążę się nie widziałyśmy, bo ja sama ledwo zipałam ze zdrowiem, lekarze od rana do wieczora. O narodzinach wnuka dowiedziałam się tydzień po fakcie, bo łaskawie syn zadzwonił. Zaprosili mnie, żebym tylko nie zapomniała o kopercie i od razu pytanie, ile włożysz?. Choć dla synowej dziesięć tysięcy złotych to mało taka mina była, że najchętniej wylałaby mi to na głowę. Przyniosłam, bo nie codziennie zostaje się babcią.

Mały był śliczny, taki podobny do swojego taty, ale długo nie siedziałam. Potem już mnie więcej nie zaprosili. Ja się nie narzucałam, bo wiadomo dzieci potrzebują czasu, żeby się przyzwyczaić. Ale po trzech miesiącach już wiedziałam, że nikt się do mnie nie odezwie, więc sama zadzwoniłam do syna.

Jak miałam iść z wizytą, kupiłam prezent dla wnuczka, ciasto na herbatę i ruszyłam. Przy drzwiach oczywiście synowa wzięła paczkę i już foch. Mówi:
Wie pani co? My już ostatnio sobie wszystko jasno powiedzieli. Nie chcemy prezentów, tylko gotówkę dla dziecka.
Czyli zawsze jak przychodzę, mam przynosić kopertę?
A jak pani myśli? Przez was wynajmujemy mieszkanie, a mąż sam tyra. Nie zrobiła pani nic dla wnuka, więc niech chociaż da pieniądze na jego utrzymanie.

No i tutaj to już ręce mi opadły, a syn tylko siedzi jak cielę, trzyma dziecko, nic nie mówi. Wyszłam od razu nie będę płacić za to, by widywać swoje własne wnuki.

Nie odzywamy się do siebie już prawie rok. Oni milczą, ja też nie dzwonię. Ale ostatnio syn się odezwał, że urodziny wnuka, mogę przyjść, ale niech się nie zapomnę z prezentem. Do telefonu od razu dopadła synowa i wyliczyła mi, ile wypada dać dokładnie moja miesięczna emerytura.

Nie poszłam, nie było mnie na to stać. Już się pogodziłam, że nie mam wnuka ani syna. Gdyby miał prawdziwego charakteru, nie pozwoliłby żonie na taki szantaż. Niech już gotują się we własnym sosie. Ja na pewno nie będę płacić, żeby widzieć moją rodzinę.

Muszę się jeszcze zastanowić, co z mieszkaniem zrobić, żeby nawet po mojej śmierci ta zaborcza lafirynda i mój mazgaj syn nie dostali z niego ani metr kwadratowy więcej, niż im przysługuje.

Rate article
Fajna Tajna
Synowa nie pozwala mi widywać wnuka, jeśli nie przyniosę pieniędzy, a mój syn nic na to nie mówi