Tak, mieszkanie jest małe, ale kupimy Twojemu kuzynowi łóżko.

Każdy pracujący Polak zrozumie mój dziki entuzjazm, gdy dzwoni domofon dokładnie w jedyny wolny dzień.

Jeszcze nie do końca się obudziłam, a już jakoś bez sensu myślami byłam w łazience sprawdzając, czy znów kogoś nie zalałam ale wszystko suche. Umarłam ze wstydu pół roku temu, gdy woda ściekała po ścianach do sąsiadów z parteru, więc mam już małą traumę.

Domofon jazgocze uparcie jak kukułka we śnie. Idę, ledwo widząc na oczy, do drzwi. Otwieram na klatce walizki jak beczki beczkowe i za nimi kilka postaci.

Ojej, panią to bym na ulicy w życiu nie poznała! mówi starsza kobieta, która robi dziwny gest jakby równocześnie mnie błogosławiła i podnosiła mi ciśnienie.

Próbuję z pianinem w głowie przypomnieć sobie, kto to…

Dla pewności przyglądam się osobie obok niej młody chłopak, szeroko się uśmiecha i wyciąga dłoń. Zaraz za nimi wystaje głowa jeszcze kogoś, ale ten szczęśliwie nie dołącza się do surrealistycznej interpretacji rodzinnych koneksji. Kobieta mówi dalej:
No, co stoimy na progu, wchodzimy! Przepraszam, o co chodzi z tym wchodzimy?

Eeee, nie poznałaś wujka? Ja cię niańczyłam kiedyś! A on (machnięcie ręką na młodego) to twój kuzyn, przyjechał do Krakowa na studia, nie ma gdzie mieszkać, więc podjęliśmy decyzję, że u ciebie zamieszka. Łóżko kupimy, nie martw się, wszystko będzie po polsku. Przywieźliśmy prezenty! Nie dzwonił do ciebie tata?

Nie… nie dzwonił…
Pewnie zapomniał, a co tam! Jakoś się dogadamy!

Ale jak to on ma tutaj mieszkać?

No jasne, co tam! Miasto obce, rodzina pomoże, Polacy nie gęsi! Ja nikogo niańczyć nie będę, poza tym narzeczony mój bywa tu co chwila, nie ma miejsca, nie dam rady.
E tam, poukładamy się jakoś… Ja nie chcę jakoś! Akademiki są przecież! Każdy z nas przez to przechodził.
No, co ty! To niegodne!

Atmosfera się gęści jak barszcz ukraiński. Ręce pełne walizek, próbują przecisnąć się do środka, a ja z uporem stoję w futrynie jak Cerber u bram. Wiem, że jeśli walizki przekroczą mój magiczny próg, potem już stamtąd nie wyjadą. Proszę, żeby poczekali pięć minut, po czym prowadzę całą trójcę do akademika, w którym mój kuzyn faktycznie ma już miejsce.

Zamiast wdzięczności słyszę tylko obraźliwe szepty o egoiźmie, nieżyczliwości i pełne wyrzutów spojrzenia. Uśmiechy znikają jak we śnie, po chwili nie ma już rodziny, nie ma walizek.

Dzwonię do rodziców, pytam: co to było?

Mama po wysłuchaniu opowieści zaczęła się na mnie złościć i wypominać, że rodzinność to nie twoja bajka, dziecko.

Rate article
Fajna Tajna
Tak, mieszkanie jest małe, ale kupimy Twojemu kuzynowi łóżko.