Zostałam mamą, gdy mój synek miał zaledwie 2 tygodnie.

Dziwnie i niejasno wszystko się zaczęło, jak we śnie przesyconym mgłą, dwa lata temu. Pakowałam walizkę swoją i walizkę dziecka. Cichutko zamocowałam fotelik samochodowy na tylnej kanapie, półprzytomna, jakbym była częścią jakiegoś równoległego planu. Wzięłam z półki malutki termofor i ruszyłam autem przez szary, rozmyty już poranek na ulicę Nowogrodzką do sądu po urzędową zgodę na opiekę.

Kilka godzin później jechałam w kierunku pokoiku mojego syna. To był dzień naszego ponownego spotkania dzień zwany przez rodziców adopcyjnych w Polsce Dniem Bociana, bo to bocian przynosi dzieci, a wtedy w domach zapala się nowe światło. Przez cały poprzedni tydzień pokonywałam trasę 60 kilometrów w jedną stronę, aby choć na chwilę go zobaczyć i wrócić, błąkając się między jawą a snem. Tydzień bez początku, bez końca.

Był wtedy taki maleńki, cichutki, jak z kart sennika. Kładłam mojego Jureczka na brzuszku i śniłam, że jest częścią mnie jakby zawsze był mój, zakorzeniony tak głęboko, że nawet w labiryncie marzeń trudno było to odróżnić. Myślę, że on też tak czuł. W tych ulotnych chwilach panowała między nami cisza, czuły spokój, którego nie rozumiałam do końca.

Dla wielu adoptujących dzieci w Polsce to naprawdę Dzień Bociana gdy długo oczekiwana osoba pojawia się w domu, a cała rodzina doświadcza szczęścia. Rodzice w końcu odnajdują sens życia; dziecko dostaje prawdziwą szansę, pełną nadziei na zwykłość.

Moje serce otwierało się powoli przez wiele miesięcy nie mogłam pogodzić się z nową córką, próbowałam ją pokochać i zaakceptować, a z synem wszystko stało się natychmiast. Tak szybko powstało w moim sercu miejsce tylko dla niego. To było jednocześnie jasne i tchnące niepokojem, jakby doprowadziła nas do siebie niewidzialna nić. Dom mój rozciągał się i kurczył, jakby istniał tylko na czas snu.

Nie umiem zrozumieć wyborów jego matki jak mogła odejść, jak mogła nie spojrzeć mu nawet w oczy? Gdyby spojrzała choć raz, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Przecież nie można go nie pokochać, nawet w snach miałam wrażenie, że właśnie dla mnie był przeznaczony, los już wcześniej wpisał nasze imiona w siebie.

Mówię na niego dziecko-cud. Nosi w sobie magię, jakby był bohaterem starej ludowej baśni. Niech życie Jurka płynie szczęśliwie, gdziekolwiek poniosą go senne bociany. To największy zaszczyt być twoją mamą.

Rate article
Fajna Tajna
Zostałam mamą, gdy mój synek miał zaledwie 2 tygodnie.