Słuchaj, chciałam ci coś opowiedzieć… Bo wiesz co, ja wcale nie planowałam wychodzić za mąż. Gdyby nie upór mojego przyszłego męża, pewnie dalej latałabym po świecie jak wolny ptak. Tomek mówię ci, obsesyjny motylek! Ciągle krążył wokół mnie, nie spuszczał z oka, dogadzał na każdym kroku, dosłownie zdmuchiwał pyłek z ramienia… No, w końcu uległam. Wzięliśmy ślub.
Tomek od razu stał się taki domowy, bliski, jakbyśmy całe życie byli razem. Przy nim było spokojnie, wygodnie, tak jak w ulubionych kapciach. Rok później urodził się nasz syn, Sławomir. Tomek dostał pracę w innym mieście i do domu wracał tylko na weekendy. Ale za każdym razem przywoził nam ze Sławkiem jakieś pyszne smakołyki.
Zawsze sprawdzałam jego ubrania przed praniem, wyjmowałam rzeczy z kieszeni bo kiedyś uprałam mu prawo jazdy. Od tej pory wszystko dokładnie sprawdzam. Raz wypada z kieszeni kartka, złożona na cztery. Rozwijam… a tam długi spis przyborów szkolnych (był akurat sierpień), a na końcu dziecięcym pismem: Tato, przyjedź szybko. I wiesz co? Pomyślałam no tak, mój mąż znalazł sobie drugą rodzinę! Dwulicowy!
Nie awanturowałam się jednak, spakowałam się, złapałam Sławka za rączkę (nie miał jeszcze trzech lat) i poszłam do mamy. Na długo. Mama dała nam osobny pokoik: Mieszkajcie tu, aż się pogodzicie.
I wtedy, pod wpływem złości, wpadłam na pomysł zemsty na niewdzięcznym Tomku. Przypomniał mi się kolega z klasy, Romek. On od zawsze za mną latał, czy w szkole, czy potem nie dawał odetchnąć. Dzwonię do niego.
– Hej, Romek! Żonaty już? pytam z przekąsem.
– Cześć, Nadia! Co za różnica, żonaty czy rozwiedziony Może się spotkamy? od razu się ucieszył.
No i tak się zaczęła ta moja zupełnie nieplanowana przygoda z Romkiem, trwała jakieś pół roku. Tomek co miesiąc przynosił na Sławka alimenty dawał je mamie i wychodził bez słowa.
Wiedziałam, że Tomek mieszka teraz z Kasią Ewsejewą. Mało tego, Kasia miała córeczkę z pierwszego małżeństwa, i namówiła ją, żeby wołała do Tomka tato. Przeprowadzili się od razu do jego mieszkania, jak tylko się wyprowadziłam. Kasia go uwielbiała dziergała mu wełniane skarpety, robiła sycące obiady… Dowiedziałam się o tym dopiero później. Do końca życia będę wypominać Tomkowi Kasię Ewsejewą, ale wtedy myślałam już, że nasz związek to ruina Rozwód był na horyzoncie.
…Ale, spotkaliśmy się jeszcze na kawie, żeby porozmawiać o rozwodzie, i zalała nas fala wspomnień. Tomek wyznał mi, że kocha mnie ponad wszystko, przepraszał, że nie wie, jak pozbyć się nachalnej Kasi. Zrobiło mi się go strasznie żal. Wróciliśmy do siebie. Tomek oczywiście nie wiedział o Romku. Kasia z córką zaraz opuściły nasze miasto na dobre.
…Minęło siedem lat szczęśliwego życia. A potem Tomek miał wypadek samochodowy. Operacje, rehabilitacja, przez dwa lata chodził o lasce. Bardzo się przez to zmienił, zaczął dużo pić. Kompletnie się pogubił i zamknął w sobie. Nic już do niego nie docierało ani prośby, ani wsparcie. Męczył siebie i nas obu z Sławkiem. Pomocy nie chciał przyjąć.
Za to ja w pracy znalazłam powiernika do łez Paweł. Siedzieliśmy razem w palarni, spacerowaliśmy po pracy, słuchał mnie, pocieszał… Paweł był żonaty i właśnie mieli mieć drugie dziecko. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że wylądowaliśmy razem w łóżku. Absurd! On niższy ode mnie, drobny, w ogóle nie w moim guście!
No ale… Paweł zaczął mnie ciągać po wystawach, koncertach i baletach. Kiedy jego żona urodziła córkę, przestały się te zabawy, Paweł odszedł z pracy i znalazł inne zajęcie. Chyba wtedy postanowił byle dalej od Nadii. Nie miałam do niego żadnych pretensji, puściłam wszystko w niepamięć. To był tylko przerywnik na moją duszną samotność. Nie chciałam rozbijać czyjegoś związku.
A Tomek dalej pił. Przez pięć lat nie było poprawy. Potem przypadkiem spotkałam Pawła, zaproponował mi nawet małżeństwo śmieszyło mnie to.
Tomek na moment wziął się w garść, wyjechał do pracy do Czech. W tym czasie byłam wzorową żoną i kochającą matką, wszystko dla rodziny. Po pół roku Tomek wrócił, zrobiliśmy remont w mieszkaniu, kupiliśmy nowy sprzęt AGD. Tomek wreszcie naprawił swoją zagraniczną furę. Żyć nie umierać! Tyle że mąż znowu zaczął pić. Wracał do domu tylko z pomocą kolegów, czasem nawet raczej czołgał się niż szedł. Zdarzało mi się biegać po dzielnicy, szukając go śpiącego na ławce, z pustymi kieszeniami, taszczyłam go z powrotem dla sąsiadów nie było w tym już nic dziwnego.
…I tak, pewnej wiosny, stoję sobie smutna na przystanku. Ptaki ćwierkają, słońce świeci pełnią, liże twarz, a mnie to wszystko nie cieszy. Nagle słyszę cichy szept: Może mogę pomóc w pani zmartwieniach? Odwracam się… I co widzę! Przystojniak, pięknie pachnący! A ja już po czterdziestce! Myślę sobie: nie jestem już taka młoda, ale czuję motyle w brzuchu. Miałam ochotę zacząć wszystko od nowa! Ale zanim się odważyłam, podjechał autobus, więc uciekłam, żeby nie kusić losu. On pomachał mi z uśmiechem. Cały dzień myślałam tylko o nim.
Zaczęłam się z nim spotykać. Edek (tak miał na imię ten mężczyzna), był niesamowity. Każdego ranka czekał na mnie na tym samym przystanku, posyłał uśmiechy. Kiedyś wręczył mi ogromny bukiet czerwonych tulipanów. Mówię mu: I co ja z tym zrobię rano w pracy? Dziewczyny od razu zauważą. Edek uśmiechnął się, dał bukiet starszej pani, która wszystko obserwowała a ona prawie odmłodniała! Dziękuję ci, chłopcze! Życzę ci namiętnej kochanki! zrazu się aż zaczerwieniłam, dobrze, że nie życzyła młodszej, bo bym się spaliła ze wstydu!
Edek zaproponował: Nadia, może razem będziemy winni? Nie pożałujesz. Powiem szczerze, była to propozycja, którą trudno było odrzucić. Tym bardziej, że z Tomkiem wtedy nie było żadnych relacji on prawie nie wychodził z łóżka, pijany jak belka.
Edek okazał się sportowcem, nie pije, nie pali, wdowiec, dobry rozmówca miał wtedy 57 lat. Urok niezwykły! Zatonęłam w tym romansie z całą duszą! Przez trzy lata żyłam pomiędzy domem a Edkiem. Nie mogłam się z tego wyrwać, choć nie czułam do niego miłości. To była tylko gorączka. Kiedy wracałam do domu po wyczerpujących spotkaniach, chciałam wtulić się w mojego Tomka. Nawet jeśli śmierdzącego od wódki, ale mojego, swojego. Bo, wiesz, swój suchy chleb lepszy niż cudze ciastka! Pragnęłam odcierpieć, odreagować, wrócić do rodziny. Umysł tak mówił, ale ciało rwało się do Edka, to była prawdziwa pułapka!
Mój Sławek wiedział o Edku. Raz zobaczył nas w restauracji z dziewczyną musiałam go wtedy przedstawić. Uścisk dłoni, uprzejmości. Wieczorem patrzył mi w oczy, czekał na wyjaśnienia. Zbyłam go żartem że taki tam służbowy kolega, rozmowa o projekcie. Sławomir nie miał mi za złe, prosił tylko, żebym nie rozwodziła się z tatą. Liczył, że może Tomek jeszcze się ogarnie.
Czułam się jak zbłąkana owca. Przyjaciółka, rozwódka z doświadczeniem, uparcie nakłaniała: Rzuć tych kochanków, uspokój się! Słuchałam jej rad, w końcu miała już trzeciego męża. Ale, dopiero gdy Edek podniósł na mnie rękę, otrzeźwiałam. To był koniec. Nie na darmo ostrzegała: Cicho jest, póki stoisz na brzegu…
Poczułam nagle ulgę! Trzy lata męki! Wolna! Edek jeszcze długo próbował mnie odzyskać, czekał na mnie wszędzie, błagał o wybaczenie nawet na kolanach, ale ja już się nie złamałam. Przyjaciółka wręczyła mi kubek z napisem Jesteś właściwa!
No i Tomek też dowiedział się o moim romansie. Edek sam mu wszystko opowiedział przez telefon był pewny, że odejdę dla niego. Tomek zwierzył mi się: Jak słuchałem zachwytów twojego adoratora, miałem ochotę zemrzeć. Ale wiem, sam zawiniłem zamieniłem żonę na wódkę. I co mogłem ci powiedzieć?
…Od tamtej pory minęło dziesięć lat. Z Tomkiem mamy już dwie wnuczki. Siedzimy sobie kiedyś przy stole, pijemy kawę, patrzę przez okno. Tomek łapie mnie delikatnie za rękę: Nadia, nie rozglądaj się to ja jestem twoim szczęściem. Wierzysz? Odpowiadam: Oczywiście wierzę, mój jedynyUśmiecham się do niego i czuję, jak ciepło rozlewa się po sercu. Przez chwilę milczymy, osłuchując się z ciszą, którą kiedyś bałam się stracić. Sławek z wnuczkami gra w szachy w drugim pokoju, śmiech dzieci przebija się przez ściany ten dźwięk przypomina mi, że wszystko się układa, mimo burz i zawirowań.
Odpowiadam Tomkowi: Wierzę. Chyba po tylu latach nauczyłam się, gdzie leży szczęście czasem tuż obok, w twardej dłoni, która trzyma moją. Czasem w zupie, którą ugotowałeś, czasem w tych wnuczkach, czasem w ciszy wieczora.
Patrzymy w siebie jak kiedyś, po raz pierwszy. Wiem, że nie ma w życiu nic przewidywalnego ale są kąty, do których wraca się zawsze. Tomek ściska moją rękę, a ja czuję, że już nie muszę rozglądać się na boki. Jestem u siebie, wreszcie spokojna.
Za oknem bezchmurne niebo, a ja, pijąc kawę, myślę: świat jest szalony, ludzie sobie robią nawzajem bałagan, ale szczęście trzyma się tam, gdzie odwagę ma wybaczyć i zostać. Tak właśnie kończę, gdzie chciałam być od początku po stronie własnego życia.



