Przez dziesięć lat gotowała dla rodziny syna i żadnej wdzięczności nie dostała
Pani Jadwiga była nauczycielką i przeszła na emeryturę w wieku 55 lat. Po odejściu z pracy zamieszkała u syna w Warszawie w jego mieszkaniu, razem z synową i wnukiem. Niedawno spotkałyśmy się w kawiarni i Jadwiga z radosnym błyskiem w oku wyznała, że oficjalnie po raz drugi przeszła na emeryturę tym razem z funkcji rodzinnej pomocy domowej.
Dobrze pamiętam, jak po zakończeniu kariery nauczycielskiej przeprowadziła się do syna na Żoliborzu, a swoje dwupokojowe mieszkanko na Pradze po prostu zamknęła na cztery spusty, nawet nie próbując wynająć. Zapytałam kiedyś, czemu nie zarabia na wynajmie, to tylko powiedziała: A jeśli tam wprowadzi się jakiś oszołom?”. W sumie trudno się dziwić człowiek na starość nie zaczyna ryzykować.
W każdym razie w rodzinie syna panowała zgoda. Synowa, Dorota, okazała się być raczej rozsądną, nawet miłą osobą, więc nie dochodziło do poważniejszych starć. Podział obowiązków był zadziwiająco jasny: Jadwiga przejęła drewniany wałek, gąbkę kuchenną i pieluchy, a młodzi zajęli się karierami i chodzeniem do teatru w piątkowe wieczory.
Wszystko zaczęło się, gdy Janek, wnuk, skończył roczek. Synowa wróciła do biura, a babcia stała się nianią, kucharką i sprzątaczką w jednym. Najwięcej roboty, rzecz jasna, było przy małym bo przecież to nie przelewki: odpowiedzialność za czyjeś dziecko można porównać tylko z polską biurokracją.
Od świtu do zmierzchu Jadwiga gotowała, sprzątała, biegała za kluczem do mieszkania, ciągle słysząc po powrocie młodych o słoiku z ogórkami i prośbie, żeby nie zapominała o podlewaniu monsterki. Dopiero wieczorem, gdy syn z synową pojawiali się w drzwiach po pracy, mogła odpocząć i jak sama mówiła wtedy zapadała w sen, zanim w ogóle włączyła telewizor. Nie było mowy o wypadach do kina czy ploteczkach z koleżankami święta spędzała z wnukiem, bo młodzi wyruszali do znajomych na domówkę”.
Kiedy Janek poszedł do podstawówki, doszedł kolejny obowiązek: odprowadzanie i odbieranie ze szkoły (tramwaj numer 22, jakże polsko!). I tak do piątej klasy. Przy okazji oczywiście gotowanie, robienie kanapek do plecaka, mycie podłóg i doglądanie czy Jaś zrobił zadanie domowe.
Jadwiga opowiadała mi, że często wieczorem nawet na Klan” nie umiała spojrzeć zmęczenie wygrywało z fabułą. I tak leciały lata samotność? Rozrywki? Ani śladu. Nawet w wigilię młodzi bywali u znajomych, a ona z pierogami zabawiała wnuka.
I dopiero przed dziesiątą urodziną Janka los podsunął jej okazję do wolności. Pewnego dnia Jadwiga usłyszała, jak Dorota wspomina synowi: Mama chyba przesadza z proszkiem do prania, bo pościel pachnie chemią. Powiedz jej, żeby nie przesadzała, ale tak delikatnie. A przecież przez dziesięć lat nikt nie narzekał!
Jadwiga przełknęła i machnęła ręką, próbując nie przejmować się. Ale pech chciał, że zaraz potem synowa wyskoczyła z propozycją, żeby oddała swój pokój Jankowi, a sama przeniosła się na kanapę w przechodnim salonie. Wtedy zapaliła się jej czerwona lampka: No i dość! Trzeba się ewakuować, zanim każą mi spać w piwnicy.
Szybko spakowała walizki, wróciła na Pragę, odmalowała ściany i odetchnęła, ciesząc się własnymi czterema kątami (choć na utrzymanie nie wydawała majątku w końcu emerytura 2800 złotych to nie kokosy, ale na bigos starczy).
Najśmieszniejsze, że syn z synową się obrazili. Myśleli chyba, że babcia będzie pracować u nich aż do śmierci. Przyzwyczaili się! Przestali nawet dzwonić na święta. A Jadwiga? Jest optymistką, uważa, że wszystko kiedyś wróci do normy.
A teraz w końcu może pożyć dla siebie. Spać do późna, czytać książki, nie liczyć czasu. Kto by pomyślał, że w wieku 65 lat można przeżyć drugą młodość? Przypomniała mi się piosenka: Druga młodość przychodzi do tego, kto pierwszą oszczędzał. Jadwiga wreszcie czuje się wolna, naprawdę wolna. I niech tak zostanie!
Jasne, to brzmi ładnie: poświęcenie, oddanie. Ale kto w ogóle to docenia? Dzieci czy wnuki szybko przyzwyczajają się do komfortu: obiad gotowy, skarpetki uprasowane, dziecko odrobione z zadania. I potem nie zauważają, że babcia też jest człowiekiem, a nie robotem do zadań specjalnych. Do wszystkiego się można przyzwyczaić taki już nasz polski los!



