Nie spodziewaliśmy się
Nasz tata, Tomasz, wyjechał kiedyś do pracy gdzieś daleko i przepadł, gdy chodziłem do piątej klasy, a siostra do pierwszej. Właściwie, wtedy zniknął na dobre. Wcześniej znikał na kilka miesięcy, to tu, to tam. Z mamą nie byli małżeństwem, tata był zawsze wolnym duchem. Jeździł po Polsce Kraków, Warszawa, Poznań wracał, kiedy i jak mu pasowało, ale zawsze pojawiał się z pieniędzmi i prezentami. Mama to znosiła, bo kochała go do granic możliwości.
Tomeczku, wróć szybko, proszę cię błagała często.
No już, nie płacz tyle, poczekaj na prezenty rzucał beztrosko, całował ją niedbale i znikał.
Pod jego nieobecność opiekował się nami brat taty, wujek Janek. Wydaje mi się, że mama mu się podobała, choć nigdy o tym nie mówił, nie okazywał tego gestami. Po prostu zawsze można było na niego liczyć.
No i jak tam, Jadwiga? Jak dzieciaki? zagadywał, gdy wpadał do nas.
Hurra! Wujek Janek przyszedł! zawsze wybiegałem mu naprzeciw, żeby się przytulić.
Siema, Paweł Janek krótko przytulał mnie do siebie.
Dla mnie on mógłby być moim ojcem. W weekendy brał mnie i siostrę Zosię na spacer, a mama wtedy odpoczywała. Czasem wychodziła z nami, ale częściej wolała zostać w domu, snuć rozważania na temat swojego niełatwego losu.
Kiedy trochę podrosłem, Janek przyniósł do domu drabinkę gimnastyczną i zamontował ją w korytarzu. Ojciec wtedy zniknął na prawie pół roku. Pomagałem Jankowi mocować przyrządy. Zosia patrzyła z boku, podziwiając, jak sprawnie przykręca drążek, linę i kółka gimnastyczne.
Wujku Janku, czemu się nie żenisz? Taki jesteś złotoręki, każda by cię za takie ręce chciała rzuciła Zosia, zaskakująco dojrzała jak na swój wiek.
Matczyna mądrość oparta na podsłuchanych rozmowach dorosłych: takie były nasze rodzinne realia.
Nikogo jeszcze nie spotkałem Jak poznam dobrą kobietę, ożenię się odpowiedział spokojnie.
A dzieci własnych to nie chcesz mieć?
Zosia rozłożyła ręce, jakby pytała o coś zupełnie naturalnego.
Janek odłożył śrubokręt, spojrzał poważnie:
Na razie wy mi wystarczacie. Chcesz się mnie pozbyć? zmrużył oko.
Zosia nie była głupia.
Ja? wytrzeszczyła oczy. Ależ skąd, zawsze się cieszę, jak przychodzisz!
Wieczorem spytałem Zosię:
Po co go tak zaczepiasz? Jeszcze się obrazi, przestanie do nas wpadać.
Tata przywozi prezenty westchnęła, marząc. Może niedługo znów wróci.
Oj, głuptas. Dałaś się kupić za prezenty. Wiesz, ile kosztuje taka ściana gimnastyczna, którą nam Janek przyniósł?
A co mi po niej? Ja chcę sukienki i lalki, nie jestem małpą, żebym skakała po drążkach.
Tym razem na tatę czekaliśmy na próżno. Nie wrócił. Pewnego dnia Janek zamknął się z mamą w kuchni, długo z nią rozmawiał, a ona płakała.
Jadwiga, nie płacz. Nie zostawię was. Przecież znasz go… zawsze szuka, gdzie mu wygodniej szeptał jej.
Mama zaczęła zawodzić na głos, płacząc jakby całą sobą.
Janek dalej do nas przychodził: pomagał, naprawiał, chodził z nami na spacery. Aż pewnego razu zebrał się na odwagę i wyznał mamie swoje uczucia. Podsłuchałem ich rozmowę bez wyrzutów sumienia.
Janku, ja nie jestem ci potrzebna. Jesteś porządnym facetem. Zasługujesz na prawdziwe szczęście.
To ja sam zdecyduję, czego mi trzeba odpowiedział twardo.
A jeśli Tomasz wróci?
Nic nie odpowiedział.
I tak będę go czekać. Kocham go, Janku! Nic na to nie poradzę. Jeśli uważasz, że taki ktoś ci potrzebny osoba bez serca
Odszedłem cicho od drzwi, wściekły na matkę. Jak można być tak naiwną?! Wybrała sobie obiekt do kochania i czekania phi.
Zaczęliśmy żyć dalej. Zosia: podobna do ojca gdzie lepiej, tam jej serce. Czy mogłem ją za to winić? Też już chyba zrozumiała, że nie ma co liczyć na tatę i jego prezenty. Janek naprawdę dbał o naszą rodzinę. Mama urodziła mu syna, Krzysia. Janek chodził szczęśliwy, jakby trafił szóstkę w totka. Wzięli ślub, wszystko się poukładało.
Skończyłem szkołę bez ani jednej dwói i miałem dostać się na studia, na dzienne, bez opłat. Mama była dumna, jak paw.
W rodzinie doktora będziemy mieli, co Janek? żartowała.
My też nie od macochy, przecież śmiał się Janek.
Dajcie spokój! No jaki tam ze mnie naukowiec czerwieniłem się. Lepiej nalejcie mi trochę szampana, spróbuję.
Akurat, jakbyś nigdy nie pił prychnęła Zosia. Popatrzyłem na nią groźnie.
Krzysio bezmyślnie gramolił się po stole, próbując coś przewrócić. Janek złapał go w mig i posadził sobie na kolanach.
Grzecznie synku! Już jesteś duży strofował go z uśmiechem.
Krzysiek natychmiast złapał łyżkę ze stołu, przyłożył do nosa i zrobił głupią minę. Wszyscy się śmiali.
Dzwonek do drzwi? Zosia nasłuchiwała.
Mama otworzyła i cofnęła się w głąb pokoju. W progu stał tata. Zapanowała cisza. Rozejrzał się i powiedział:
No co tak stoicie, bawcie się dalej.
Nikt nic nie mówił. Krzysiek zsunął się z kolan Janka i podszedł do nieznajomego. Tata nie zwrócił na niego uwagi, a mama chwyciła Krzysia, jakby chciała się nim zasłonić. Janek wstał, lekko się zachwiał.
Dokąd? spytała mama obcym głosem.
Muszę… wyjść na powietrze.
Wyszedł, delikatnie odpychając Janka ramieniem. Wstałem, by za nim pójść. Zosia ruszyła za mną.
Zośka, zobacz, co ci przywiozłem za modne ciuchy odezwał się tata.
Ku mojemu zdziwieniu, nawet na niego nie spojrzała. Dopadła mnie w korytarzu i wyszeptała do ucha:
Ja pobiegnę za Jankiem, a ty nasłuchaj, co będzie dalej.
Ale
Pawle! Ty lepiej podsłuchujesz, serio!
No właściwie, miała rację. Powinienem się urodzić szpiegiem.
Zosia wybiegła za Jankiem, a ja przycupnąłem z niepokojem w korytarzu, myśląc, że mama wreszcie się doczekała. Wielkiej miłości. Ale co teraz będzie z nami?
Już wyszłaś za Janka, co? ironizował tata.
Mama nie odparła.
Jadwiga, było minęło. Każdemu się zdarza zabłądzić. Teraz wróciłem!
Usłyszałem szamotaninę, dźwięk uderzenia i płacz wystraszonego Krzysia.
Idź sobie, Tomek wynoś się.
Jadwiga?!
Powiedziałam. Wyjdź. Nikogo tu nie interesujesz.
Kłamiesz. Widzę po oczach. Oczy nie kłamią.
Już zdecydowałałam. zakończyła stanowczo.
Tata wyszedł po chwili. Zobaczył mnie w korytarzu.
Podsłuchujesz? No, no, daleko zajdziesz.
Ale nie przejąłem się tym. Wszedłem do pokoju, pewny, że mama załamana siedzi i płacze. Zamiast tego uspokajała Krzysia, poprawiała grzywkę i układała sztućce na stole. Jak prawdziwa zaradna Polka.
Uff, o mało święta nam nie zepsuł wymamrotała z półuśmiechem. No, gdzie oni wszyscy?
Krzysio już zapomniał o płaczu i przesuwał krzesło, szczęśliwy, że nikt mu nie przeszkadza.
Wyszedłem na podwórko. Zosia z Jankiem siedzieli po drugiej stronie ulicy, w parku. Trzymała go mocno za rękę, głowę miała opartą o jego ramię, jakby bała się go puścić. Podszedłem cicho od tyłu, patrząc na nich. Tak bardzo chciałem to powiedzieć. Obszedłem ławkę, spojrzałem Jankowi w zmęczone oczy:
Tato, chodź już z nami do domu. Mama woła.
Janek zadrżał, a Zosia natychmiast ułożyła swoje dłonie na jego rękach. Odsunęła głowę, spojrzała na niego:
Chodź, naprawdę, tato?
Poszliśmy razem. Przecież mieliśmy dziś święto. Skończyłem szkołę.
Dziś wiem, że w życiu czasem najważniejsze jest to, kto od lat jest obok ciebie, a nie ten, kto raz na jakiś czas rzuci prezent czy słowo. Family to nie tylko krew rodzina to ludzie, którzy zostają, kiedy inni już dawno odeszli.



