Mamo, pobieram się! z entuzjazmem oznajmił syn.
Bardzo się cieszę odpowiedziała Danuta Kwiatkowska, bez większego uniesienia.
Mamo, dlaczego tak bez emocji? zdziwił się Marek.
A co tu dużo mówić… Gdzie zamierzacie mieszkać? spytała, mrużąc oczy.
Tutaj, przecież nie masz nic przeciwko, prawda? Mamy trzy pokoje, spokojnie się pomieścimy! rzucił syn.
A mam alternatywę? odparła.
Przecież nie będziemy wynajmować mieszkania, to są straszne ceny… Marek posmutniał.
No tak, jak zwykle wyboru nie mam powiedziała Danuta, rezygnując.
Mamo, dziś wynajem to koszmar. Gdybyśmy mieli jeszcze płacić czynsz, to na jedzenie by nie starczyło tłumaczył Marek. My tu nie na stałe, tylko do czasu, aż odłożymy na własne lokum. To będzie szybciej.
Danuta wzruszyła ramionami:
Obyście mieli rację… powiedziała. Skoro już wprowadzić się macie, to mam dwa warunki: rachunki za media dzielimy na trzy osoby i nie jestem tu sprzątaczką.
Zgoda, mamo. Jak powiesz od razu przytaknął Marek.
Młodzi skromnie zawarli ślub i zamieszkali w mieszkaniu razem z Danutą Kwiatkowską: Marek oraz jego żona Ludmiła.
Od pierwszego dnia ich wspólnego mieszkania, Danucie nagle zaczęło przybywać nagłych spraw. Młodzi wracali do domu po pracy, a tu ani mamy, ani obiadu, ani porządku; mieszkanie wyglądało dokładnie tak, jak je zostawili wszystko leżało tam, gdzie zostało rzucone.
Mamo, gdzie byłaś? pytał Marek wieczorami.
A wiesz, Mareczku, zadzwonili z Domu Kultury, zaprosili mnie do zespołu pieśni ludowych! Przecież wiesz, że mam głos… rozpromieniła się Danuta.
Naprawdę? zdziwił się syn.
No pewnie! Zapomniałeś już? Mówiłam ci przecież kiedyś! Tam spotykam innych emerytów, śpiewamy razem, czas leci miło. Super atmosfera! Jutro znowu idę!
Jutro też chór? zapytał Marek.
Nie, jutro mamy wieczór literacki będziemy czytać Mickiewicza. Wiesz przecież, jak kocham jego poezję.
Chyba zapomniałem… westchnął syn.
Jaki ty nieuważny dla własnej matki! rzuciła z lekkim wyrzutem Danuta.
Ludmiła milczała, lekko odsunięta na bok, nie wtrącając się do rozmowy.
Od chwili ślubu syna Danuta odżyła: zaczęła bywać na wszelkich spotkaniach dla emerytów, z dawnymi koleżankami dołączyły nowe; często całą wesołą gromadką wpadały w gości, okupowały kuchnię do późna, popijały herbatkę, zajadały kupione po drodze pierniki i grały w bingo. Czasem wychodziła na spacery, innym razem ekscytowała się serialem tak mocno, że nie słyszała, jak młodzi witają ją wracając do domu.
Obowiązków domowych Danuta zasadniczo się nie tykała cała praca spadła na syna i synową. Na początku nie narzekali; potem Ludmiła zaczęła krzywo patrzeć, później po cichu oboje się żalili, w końcu Marek głośno wzdychał. Danuta jednak kompletnie nie zwracała na to uwagi, wiodąc aktywne życie jak nigdy.
Pewnego razu wróciła do domu wyjątkowo rozpromieniona, nucąc pod nosem Szła dzieweczka do laseczka. Wchodząc do kuchni, gdzie młodzi w milczeniu konsumowali świeżo ugotowany żurek, wykrzyknęła:
Dzieci, możecie mi gratulować! Poznałam wspaniałego pana, jutro jedziemy razem do sanatorium! Prawda, że cudowna wiadomość?
Tak, rzeczywiście przytaknęli zgodnie Marek i Ludmiła.
A to coś poważnego? ostrożnie spytał Marek, obawiając się kolejnego domownika.
Jeszcze nie wiem, po sanatorium będzie jasne Danuta nalewała sobie zupę z apetytem, a zaraz poprosiła o dolewkę.
Po powrocie z sanatorium, Danuta była rozczarowana: stwierdziła, że Wiesław nie jest jej poziomem, rozeszli się. Ale od razu dodała, że jeszcze wszystko przed nią. Dalej intensywnie udzielała się w kółkach, spacery i spotkania z koleżankami trwały nieprzerwanie.
W końcu, gdy młodzi po raz kolejny wrócili do nieposprzątanego mieszkania, a w garnkach i lodówce była pustka, Ludmiła nie wytrzymała. Rąbnęła pustym drzwiczkami lodówki i wybuchnęła:
Pani Danuto! Mogłaby się pani zająć też domem? Mieszkanie w bałaganie, w lodówce nic, wszystko na naszej głowie! Dlaczego wszystko musimy robić my?
A czemuż to takie rozdrażnione jesteście? Danuta była szczerze zaskoczona. Gdybyście mieszkali sami, kto by wam sprzątał i gotował?
Ale pani tu mieszka… wytłumaczyła Ludmiła.
A nie jestem tu żaden Kopciuszek! Już się w życiu napracowałam, wystarczy! Zresztą, Marek wiedział, że nie będę służyć, bo taki był mój warunek. A to, że ci nie powiedział, to nie moja wina podkreśliła Danuta.
Myślałem, że żartowałaś… Marek poczuł się zagubiony.
Czyli chcecie tu żyć wygodnie, a mnie zepchnąć do roli domowej służby? Nie! Powiedziałam, że nie będę i nie będę! Jak wam coś przeszkadza możecie spokojnie mieszkać gdzie indziej! oświadczyła Danuta i zniknęła w swoim pokoju.
Następnego ranka, jakby nigdy nic, nucąc pod nosem Była sobie dziewczyna…, założyła elegancką bluzkę, starannie pomalowała usta czerwoną szminką i wyruszyła do Domu Kultury, gdzie z niecierpliwością czekał już na nią chór pieśni ludowych.



