Przez całe 32 lata była dla mnie tylko jedną, szczęśliwą matką Jadwiga. Mieszkaliśmy razem w Warszawie, a mój syn, Tomek, pracował jako kierownik w niewielkiej firmie. Jadwiga poświęcała mi każdą wolną chwilę. W każdy weekend mieliśmy mnóstwo obowiązków przede wszystkim wspólne zakupy na targu. Mimo że Tomek nie znosił tej czynności, robił to dla matki. Ja z kolei z rozmysłem wybierałem najładniejsze warzywa i owoce, chociaż dałoby się to załatwić o wiele szybciej w zwykłym sklepie. Ale przecież sam klimat krzątania się po stoiskach razem z synem był dla mnie najważniejszy. Potem jechaliśmy na wieś i cały czas spędzaliśmy na działce w ogrodzie.
Nadchodził sezon kiszenia ogórków. Co prawda ani mnie, ani Tomkowi nie smakowały za bardzo ani ogórki konserwowe, ani kiszone pomidory, a i tak robiliśmy je, żeby potem obdarować znajomych i rodzinę. Wszystko układało się wspaniale, byłem szczęśliwy, że trzydziestodwuletni syn jest ciągle blisko mnie. I wtedy nastąpił przełom, który na zawsze zmienił nasze życie. Tomek któregoś dnia powiedział: Tato, chcę się ożenić. Jego wybranką okazała się skromna i cicha dziewczyna, dwudziestopięcioletnia Zosia. Oboje kupili mieszkanie, ale teściowa Zosi przekonała ich, by zamieszkali na razie ze mną i wynajęli swoje lokum: Przydadzą wam się te dodatkowe złotówki na nowy start argumentowała. Młodzi się zgodzili.
Jadwiga była znowu szczęśliwa jej syn znów był blisko. Ale radość była przedwczesna. Teraz Tomek spędzał już prawie cały czas z żoną. Wieczorami wychodzili razem do miasta, a niedługo potem dowiedzieliśmy się, że Zosia jest w ciąży. Jadwidze przyszło do głowy, że Tomek z pewnością będzie chciał wykorzystać te wszystkie ubranka dziecięce, które przechowywała z takim sentymentem przez lata. Ale Zosia od razu powiedziała, że te rzeczy przydadzą się tylko do sesji zdjęciowej, a dla dziecka chce wybrać wszystko samodzielnie. W końcu, gdy nazbierali wystarczająco pieniędzy, młodzi opuścili dom Jadwigi i przenieśli się do własnego mieszkania. W sercu mojej matki zrodziła się wielka przykrość, że można jej tak po prostu nie potrzebować. Wydawało się jej, że syn zamienił ojcowski dom na nową rodzinę z młodą żoną.



