Teściowa usiłuje rozbić moje małżeństwo. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój mąż mi nie wierzy.
Kiedy żeniłem się z Zofią, myślałem, że wygrałem los na loterii. Była dla mnie cudowną żoną ciepłą, troskliwą, zawsze gotową, by mi pomóc i wesprzeć. Moje szczęście jednak od samego początku było lekko podszyte niepokojem przez moją teściową, panią Jadwigę. Już przy pierwszym spotkaniu zobaczyłem, że nie jest zbyt rozgarnięta i przywykła do ustawiania wszystkim życia po swojemu.
Jadwiga kocha kontrolować i dusić swoich bliskich troską, więc od początku wiedziałem, że wspólne mieszkanie z nią oznacza katastrofę. Razem z Zofią postanowiliśmy, że wynajmiemy nieduże mieszkanie w Krakowie.
Wtedy los zadał mi potężny cios. Mój tata zachorował na raka i odszedł bardzo szybko, zostawiając mi w spadku duży dom na wsi, pod Tarnowem. Po krótkim namyśle uznaliśmy, że zamiast płacić wysokie czynsze w mieście, zamieszkamy na wsi. Zawsze ciągnęło nas do ziemi, ogrodu i własnych warzyw, więc byliśmy szczęśliwi z tej decyzji.
Mieszkaliśmy tam już kilka miesięcy, kiedy pewnego poranka dojechała do nas Jadwiga. Nie kryła się nawet ze swoimi intencjami oświadczyła, że chce ten dom dla siebie. I zaproponowała nam w zamian klitkę w bloku w mieście jeden pokój w zamian za cały dom z ogrodem! Grzecznie, ale stanowczo odmówiłem. Na to teściowa wpadła w furię, zaczęła krzyczeć, a wreszcie się obraziła i wróciła do siebie do Nowej Huty.
Myślałem, że na tym się skończy, a jednak niedługo później zadzwoniła do mnie Zofia cała roztrzęsiona. Okazało się, że Jadwiga do niej zadzwoniła i powiedziała, jakoby podczas wizyty potraktowałem ją fatalnie i podniosłem na nią głos. Żona była w szoku. Ja też nie mogłem uwierzyć i nie mam pojęcia, jak przekonać Zofię, że to tylko wymysły jej matki.
Nie wiem, co dalej robić, jak rozmawiać, żeby żona mi wreszcie uwierzyła.



