Mam na imię Sławek. Zawsze uważałem się za szczęściarza, bo udało mi się zostać ojcem i mężem. Ożeniłem się z Martyną, w której zakochałem się jeszcze w liceum. Pozostała mi wierna, gdy byłem w wojsku, a kiedy wróciłem wzięliśmy ślub.
Najpierw urodził nam się najstarszy syn Łukasz. Potem, trzy lata później, przyszedł na świat nasz drugi syn Dawid. Ale ja marzyłem o córce. Nawet kiedy Martyna była pierwszy raz w ciąży, mówiłem wszystkim, że chciałbym mieć córeczkę. Wszyscy byli tym trochę zdziwieni. Przecież faceci z reguły chcą syna! A ja nie miałem wizję córeczki. Ale los chciał inaczej. Martyna urodziła syna. A potem, po trzech latach, znów syna.
Żyło nam się dobrze, chłopcy rośli szybko. I nagle któregoś dnia Martyna oznajmia mi nowinę jest znowu w ciąży. Mało z krzesła nie spadłem. Trzecie dziecko? Tego absolutnie nie planowaliśmy. Ale i tak cieszyła mnie ta wieść zresztą jak tu się nie cieszyć, gdy żona taka szczęśliwa!
No to teraz na pewno dziewczynka! śmiała się Martyna. Tym razem już musi się udać!
Moja mama i teściowa też miały pewność po kształcie brzucha Martyny Na bank dziewczynka! Nawet na USG wszystko wskazywało na córkę. Wszyscy się szykowali na pojawienie się dziewczynki. Starsi synowie od miesięcy kłócili się, które imię będzie najlepsze dla siostry.
Kiedy nadszedł dzień porodu, pojechałem z Martyną do szpitala. Oczywiście przez całą noc oka nie zmrużyłem. Zastanawiałem się tylko, czy Martyna rodzi już córkę. Rano zadzwoniłem na oddział, a pielęgniarka oznajmia: Gratulacje, syn! Waga 3 kilo 200 gram, 54 centymetry!
Nie dowierzałem. Znowu syn!? Przecież miała być córka sama natura została wprowadzona w błąd! Ale cóż pomyłki się zdarzają, nawet na USG. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, nie tylko ja. Absolutnie nikt nie brał pod uwagę wariantu kolejnego chłopaka. Rozmowa z Martyną na telefonie była do przewidzenia:
Przypadkiem nie masz sąsiada na boku?! rzuciłem żartobliwie.
Zwariowałeś?! prychnęła Martyna. Przecież miała być córka! dodałem.
Bardzo śmieszne! i się rozłączyła.
Po paru dniach zabraliśmy Martynę i naszego synka ze szpitala do domu. Martyna rozwinęła becik spojrzałem na tego malucha, tak bardzo potrzebującego naszej opieki. Od razu go pokochałem, bez dwóch zdań.
Cztery i pół roku później uczyłem naszego trzeciego syna, Damiana, jeździć na hulajnodze. Damian wyglądał zupełnie inaczej ani do mnie, ani do Martyny był podobny tylko trochę. Za to Łukasz i Dawid to byli moi kloni.
Pewnego dnia usłyszałem, jak sąsiadki te wszystkie klatkowe babcie, ekspertki od cudzych rodzin plotkują w najlepsze:
Zauważyłyście, że ten Damian wcale niepodobny do Sławka?
A mi się wydaje, że to wykapany ten jakiś Sebastian spod czwórki! szepnęła druga.
Zabolało mnie to. Poszedłem do Martyny i pytam wprost:
Martyna, powiedz mi szczerze, czy Damian na pewno jest mój?
Znowu to zaczynasz!? Jak możesz mnie o coś takiego podejrzewać?! była wściekła. To już nawet podwózka ze sklepu z sąsiadem dyskwalifikuje matkę trójki dzieci?
Przecież Sebastian dał ci raz podwózkę, wracałaś z siatami
Dobrze wiesz, wtedy już byłam w ciąży! Rzygałam jak kot, a taszczyłam torby ziemniaków! Sebastian dał podwózkę, bo grzeczne chłopaki czasem tak robią. To nie przestępstwo!
No niby nie tylko Damian w ogóle do mnie niepodobny! burknąłem.
Pokłóciliśmy się wtedy ostro. Martyna była na mnie wściekła. Postanowiłem zrobić test DNA. Martyna kategorycznie odmówiła. Dwa tygodnie później stwierdziła, że skoro jestem taki mądry, to proszę bardzo, robimy test i od razu się rozwodzimy po wyniku. Powiem wam bałem się, że naprawdę przesadziłem. Ale test jednak mieliśmy zrobić.
Pewnego dnia wynoszę śmieci i widzę Sebastiana. Gość 35 lat, kawaler, wygląda jak typowy informatyk znad Wisły. Patrzę na niego dłużej i zupełnie niepodobny do Damiana. Żadnego podobieństwa. Pomyślałem sobie co ja, durny, właściwie robię?
Wracam do domu, siadam w kuchni, rozważam sens życia. Wtedy Damian przyleciał, wskoczył mi na kolana, uściskał i zaczął opowiadać o swoim najnowszym rekordzie na hulajnodze. Nagle przeszło mi wszystko przecież to mój syn! Czułem to całym sercem. Wziąłem chłopaka na ręce, poszliśmy do Martyny.
Nie robimy żadnych testów! mówię stanowczym tonem.
Co?! Przecież dopiero się zgodziłam, żeby ci udowodnić, że Damian jest twój! obruszyła się Martyna.
Wiem, że jest! Przepraszam cię, zachowałem się jak idiota.
Jeszcze cały tydzień musiałem Martynie wynagradzać swoje głupie podejrzenia. W końcu mi wybaczyła. Dzieci dorosły, Łukasz się ożenił, synowa była w ciąży, urodziła nam wnuczkę małą Hanię.
No i nareszcie! Doczekałem się upragnionej wnusi, którą mogę rozpieszczać do woli. Wiem na pewno będę ją kochał tak samo mocno, jak kocham moich trzech synów.



