Zakochaliśmy się w sobie jeszcze na studiach. Nie mieliśmy wtedy pieniędzy nawet na skromny bukiet ślubny, więc narzeczony przyniósł mi na ślub polne kwiaty. Były przepiękne, delikatne, pełne nadziei. Wyszłam za mąż już będąc w ciąży. Po weselu zamieszkaliśmy u mojej mamy. Mama bardzo nam pomagała, gdy razem kończyliśmy studia. Na początku żyliśmy z mężem naprawdę szczęśliwie. Spacerowaliśmy razem po Krakowie, wspólnie wychowywaliśmy naszego syna. Mąż bardzo angażował się w opiekę nad dzieckiem wstawał ze mną nocą, razem patrzyliśmy, jak nasz synek rośnie.
Starał się zarabiać na wszystkie możliwe sposoby. Najpierw zatrudnił się w magazynie jako pracownik fizyczny i pracował tam cztery lata. Potem postanowił założyć własny biznes osiedlowy sklep spożywczy. Nasza firma zaczęła się rozwijać, wzięliśmy kredyt i wybudowaliśmy dom pod Krakowem, kupiliśmy samochód. Niczego sobie nie odmawialiśmy. Mąż powiedział, żebym zrezygnowała z pracy i zajęła się domem. Zgodziłam się. Nasz syn ukończył potem studia na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po dyplomie mąż zatrudnił go jako księgowego w sklepie.
Lecz kilka dni później syn przekazał mi wiadomość, od której świat zawirował mi przed oczami okazało się, że mąż mnie zdradzał. Stanęłam wtedy na rozstaju: żądać rozwodu, czy udać, że nic się nie stało? Postanowiłam milczeć. Wierzyłam, że mąż w końcu przejrzy na oczy i zakończy ten romans. Jednak po dwóch miesiącach sam wyznał mi prawdę. Okazało się, że tamta kobieta spodziewa się jego dziecka. Powiedział, że nie chce rozwodu przecież razem mamy wygodne, ustabilizowane życie. Mógłby zamieszkać z nią, a mnie i naszemu synowi obiecał pomoc finansową. Zapewniał, że zawsze będzie wspierać naszego syna.
Czuję się zdradzona i opuszczona, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Moje myśli cały czas wracają do naszego pierwszego spotkania i bukietu polnych kwiatów, który kiedyś mężowi wydawał się najcenniejszym prezentem dla mnie…



