Dwóch facetów na moim karku – czyli jak z własnego mieszkania zrobić darmowy hotel i nauczyć się sta…

Dziennik Alicji

Tak! Wybieraj: ja albo twój brat i ta cała zgraja panien! Masz mnie już dość? Najpierw wpakowałeś mi na głowę swoją rodzinę, a teraz jeszcze sprowadzasz obce dziewuchy? Wygodnie się urządziłeś, nie powiem!

Stałam pośrodku sypialni, trzęsąc się ze złości. W jednej ręce ściskałam dowód zdrady obcą, damską pończochę. Znalazłam ją przed chwilą pod łóżkiem i od razu wiedziałam: to nie moja.

Damian zamiast przeprosić albo chociaż udawać skruchę, skrzywił się, jakby to była moja wina. Nerwowo przestępował z nogi na nogę, zerkając niespokojnie w stronę przedpokoju.

Ala, przestań się nakręcać. Znowu robisz dramę o nic, burknął niechętnie Damian. To nasz gość. Mój brat, a twój szwagier, przypomnę. Przyprowadził dziewczynę raz, co ci szkodzi?

Nie chodziło o to, że mi szkoda. Czułam coś zimnego i obrzydliwego. Odrazę. Jakbym właśnie wdepnęła w błoto w moich ulubionych butach.

Widziałam, jak Damian szuka wsparcia u Bartka, który rozgościł się w naszym mieszkaniu na dobre. Ale Bartek nawet nie drgnął.

To moje mieszkanie i nie chcę tu obcych, wycedziłam, starając się nie podnosić głosu. Zresztą twojego brata również. Jak sobie kupicie mieszkanie, to możecie tam robić, co chcecie, choćby sprowadzić słonia. Ale moje proszę opuścić.

Damian wreszcie się zdziwił, choć dla mnie to był tylko logiczny koniec tej historii.

Ej, Damian, weź chodź, zawołał leniwie Bartek z salonu. Znajdziemy coś tańszego i święty spokój. Jak baba odchodzi, to już czas.

Damian jakby dostał rozkaz. Demonstracyjnie, z hukiem wywlekł z szafy torbę sportową i zaczął narzucać do niej byle jak ubrania, ładowarkę, bieliznę

Pożałujesz tego, Ala, rzucił, nawet nie patrząc mi w oczy. Komu innemu będziesz potrzebna…

Drzwi trzasnęły tak, że aż kieliszki w kredensie zadźwięczały.

Zostałam sama w nagle cichym mieszkaniu. Usiadłam na łóżku, wciąż ściskając tę przeklętą pończochę. Jak do tego doszło? Kiedy zamieniłam swoje dwupokojowe mieszkanie po babci w schronisko?

…Damiana poznałam dwa lata temu. Byliśmy kompletnie różni. Ja wycofana, nieśmiała, z trudem nawiązująca kontakty. Damian głośny, wiecznie w ruchu, wygadany. Studiowaliśmy, ale on już dorabiał jako kierowca Ubera i umiał się zachować, przynosił mi czekoladki, mówił wiersze, czasem zabrał do restauracji. Dla mnie, prymuski i szarej myszki, to był szczyt romantyzmu.

Propozycja wspólnego zamieszkania padła błyskawicznie, po dwóch miesiącach.

Nie wyobrażam sobie dnia bez ciebie, malutka szeptał, obejmując mnie. Chcę zasypiać i budzić się obok ciebie…

Wtedy zmiękłam. Po pół roku przypadkiem dowiedziałam się, że go po prostu eksmitowano z wynajmu za hałasy i musiał się szybko gdzieś podziać. Ale uznałam, że każdemu może się noga powinąć.

Żyliśmy we dwoje, skromnie ale spokojnie. Ja rano biegałam na zajęcia, wieczorami udzielałam korepetycji, żeby starczyło do pierwszego i lodówka nie świeciła pustkami. Damian coś dorzucał do budżetu. Ale po dwóch latach sprawy się skomplikowały.

Damian, mówiłeś, że twój brat chce się dostać na studia w Warszawie. Może zaprosimy go na jakiś weekend? W końcu to rodzina… zaproponowałam pewnego razu.

Jeszcze nie wiedziałam, że Bartek aż tak polubi u nas bywać. Początkowo wpadał co drugi dzień, potem co wieczór, w końcu się wprowadził. A ja, wychowana na gościnnej gospodyni, nakrywałam do stołu, sprzątałam po dwóch dorosłych facetach: zmywałam, ścieliłam, prałam. Wszystko sama, bez pomocy.
No i Bartek o studiach zaraz zapomniał.

Bartek, ty chyba dostałeś się na studia? Nie przysługuje ci akademik? zapytałam nieśmiało po trzech miesiącach takiego mieszkania.
Nie przyjęli mnie, rzucił lekko. Marne wyniki. Może spróbuję za rok.

Zamarłam z przerażenia. Już wiedziałam sam się nie wyprowadzi. Po co? Ma swój salon, gotują mu, obsługują, może spać do południa i wieczorami szlajać się po mieście.

Gorzej się zrobiło, gdy Damian nagle rzucił pracę w sklepie, gdzie siedział od roku.

Szef idiota. Wymagań kupa, pensja jak dla parobka. Nie martw się, póki co będę trochę jeździł jako kierowca, może znajdę coś lepszego.

Szukania nie wychodziły, zlecenia łapał raz na tydzień. W moim mieszkaniu godzinami leniło się dwóch dorosłych chłopów i obaj wisieli mi na karku.

Trudno było spiąć budżet. Zakupy znikały w oczach. Kotlety na dwa dni schodziły wieczorem. Rachunki rosły, a oni nawet nie zapytali, jak mogą pomóc.

Wracałam zmęczona, uderzałam o górę brudnych naczyń, w łazience walały się ubrania, kurz w kącikach.

Pierwszy raz, gdy zaprotestowałam, Damian spojrzał na mnie z autentycznym zdumieniem.

Ala, co ty, żałujesz miski zupy dla brata? Chłopak ma trudny okres, adaptuje się do Warszawy. Bądź wyrozumiała, przecież jesteś kobietą.

Zawsze wychodziłam na zołzę, która nie pozwala innym się najeść. Zaciskałam zęby, znowu sterczałam przy garach, sprzątałam za wszystkich, milczałam, żeby nie rozwalać tej kruchej rodziny. Myślałam, że tak po prostu musi być.

Ale gdy pewnego dnia znalazłam niedopitą butelkę taniego wina i trzy kieliszki, już się zdenerwowałam. Pończocha tylko przelała czarę goryczy.

Pierwsza noc w pustym mieszkaniu była niespokojna. Dziwnie było bez chrapania Bartka, telewizora grającego w tle, kroków Damiana w kuchni.

Ale rano ulga. Otworzyłam lodówkę ser, który wczoraj kupiłam, leżał na swoim miejscu. Sok nietknięty, mleko nie wypite z butelki. Żadnych okruszków i brudnych naczyń na stole. Wreszcie czułam się panią domu.

Wieczorem dopadła mnie samotność. Pojechałam do Wiktorii, mojej przyjaciółki. Musiałam się wygadać.

Ty to masz miękkie serce, Alka, powiedziała z pobłażaniem Wika. Pewnie już do innej się przystawiają. A może to wcale nie Bartek, tylko Damian sprowadził dziewczynę. Po co się przejmować? Wykorzystali cię jak mogli. Ciesz się, że któraś zostawiła ci taki “prezent”. Inaczej do dziś utrzymywałabyś dwóch obiboków.

Wróciłam do siebie, i nie tylko posprzątałam, ale pożegnałam całe to dawne życie. Wywaliłam wszystko, co im przypominało skarpetki, śmieci, puste paczki po fajkach Podarunki też. Zmieniłam pościel, wyszorowałam podłogi. Dopiero wtedy uspokoiłam się.

Pod koniec miesiąca podliczyłam wydatki i ze zdumieniem odkryłam, że w końcu mogę coś odłożyć na czarną godzinę.

Minęło półtora roku…

Zmieniłam się. Zaczęłam pracę w prywatnej szkole, nauczyłam się mówić nie i przestałam robić wszystkim dobrze. A w moim życiu pojawił się Olek inżynier, starszy o pięć lat, z własnym (na kredyt) mieszkaniem.

Tym razem nie spieszyłam się z przeprowadzką. Przez pół roku przyglądałam się Olkowi, zanim zgodziłam się na wspólne życie. Ustaliliśmy, że zamieszkamy u mnie: moje miało lepszą lokalizację. Olek swoje wynajmował, żeby szybciej spłacić kredyt.

Było spokojnie, aż pewnego wieczora Olek, odkładając telefon, rzucił:

Ala, dzwoniła mama… Musi zrobić badania. U nas na wsi średnio z lekarzami. Będzie musiała zostać na tydzień albo dwa. Jesteś okej z tym?

Zrobiło mi się lodowato. Przed oczami stanął Bartek zalegający na kanapie, chrapanie, uczucie bycia gościem w swoim domu Serce zaczęło walić.

Spojrzałam na Olka. Czekał na odpowiedź. Miałam wrażenie, że rozstrzyga się nasza przyszłość. Przemilczeć? Zgodzić się, żeby znów być wygodna dla wszystkich, tylko nie dla siebie?

Wzięłam głęboki oddech.

Olek, zaczęłam najspokojniej jak potrafiłam. Bardzo szanuję twoją mamę, ale mam twardą zasadę: żadnych gości z noclegiem w moim domu. Ani z twojej, ani z mojej strony. Nasz dom to nasza twierdza, tylko nasza. Bez urazy, okej? Po prostu mam na tym punkcie fioła.

Zapadła cisza. Spięłam się, czekając na wybuch, zarzuty o egoizm, trzaśnięcie drzwiami. Byłam gotowa walczyć.

A Olek tylko lekko uniósł brwi i kiwnął głową.

Ależ oczywiście, odpowiedział. Rozumiem cię doskonale. Po co tłoczyć się w jednym mieszkaniu? Zawsze mogę wynająć jej coś blisko przychodni. Tak wszystkim będzie wygodniej.

Zamrugałam z niedowierzaniem i wypuściłam powietrze.

Naprawdę się nie gniewasz?

Olek podszedł, przytulił mnie i odłożył telefon.

Czemu miałbym się gniewać? Każdy ma swoje preferencje. Zawsze można znaleźć kompromis.

Uśmiechnęłam się, wtulając się w jego ramię. Nie tylko nauczyłam się mówić nie w końcu znalazłam kogoś, dla kogo moje nie nie było powodem do wojny. Od tej chwili drzwi do mojego mieszkania i serca otwierały się tylko dla tych, którzy potrafią wycierać nogi przed wejściem.

Rate article
Fajna Tajna
Dwóch facetów na moim karku – czyli jak z własnego mieszkania zrobić darmowy hotel i nauczyć się sta…