Nie wiem, może tylko ja mam taki problem. Ostatnio zaczęłam dzielić jedzenie z mężem równo na pół. Inaczej się nie da. Jeżeli nie podzielę od razu, mąż zje moją porcję i koniec końców zostaję z niczym, czyli głodna jak wilk.
Żeby było jasne: jesteśmy z Antkiem po ślubie już trzy lata. Na razie dzieci nie planujemy jeszcze się zdążymy nacieszyć wolnością. Oboje pracujemy, zarabiamy podobnie, więc sprawiedliwość powinna być prosta jak drut. Kiedy się pobraliśmy, kompletnie nie zwracałam uwagi na jego dziwny zwyczaj. Facet lubi dobrze zjeść, no trudno, niech ma!
Ale z czasem zaczęło mi świtać, że te wszystkie zakupy, które robimy razem, czy potrawy, które przygotowuję w większości zjada Antek. Mi przypada kawałeczek, taki na spróbowanie albo czasem nawet mniej. I tak przez cały rok.
Na przykład: upiekłam kurczaka dla mnie została końcówka skrzydełka. A ja też przecież lubię udka i chrupiącego schabowego. Całe życie na suchym filecie z kurczaka albo żuciu kości to żaden luksus! Słodycze, ciastka czy czekoladki podobnie. Uda mi się złapać jedną czy dwie sztuki, to już sukces. Oczywiście po równo, bo mąż swoje już pochłonął.
Na początku starałam się tłumaczyć Antkowi, że też lubię słodkości i dobry kawałek kurczaka. A on się śmiał:
Gotujesz tak dobrze, że zanim się obejrzę, wszystko znika. Ale proszę, nie gniewaj się, nie wiedziałem, że też chcesz. Trzeba było mówić.
Obrażona nie byłam, ale entuzjazmu też nie poczułam. Przysłowiową kroplą, która przelała czarę goryczy, były moje urodziny. Wieczorem przygotowałam sałatki i upiekłam naszego ukochanego kurczaka, żeby następnego dnia się nie namęczyć wystarczyło podgrzać i mieliśmy mieć domową ucztę.
Jak na złość, Antek zawsze wracał z pracy wcześniej ode mnie. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że zje wszystko, co znalazł. Wyjadł sałatki, zostawiając po łyżeczce każdej. Kurczaka został mi kawałek skrzydła.
Byłem taki głodny, nie mogłem czekać, oznajmił radośnie.
Ciasta też podzieliliśmy: pół dla mnie, pół dla Antka. I wtedy miarka się przebrała. Skończyło się nie mam już cierpliwości. Dobry nastrój po drodze do domu kompletnie wyparował.
Słuchaj, koniec tego, mam dość! Przez cały ten czas znosiłam, ale teraz basta. Od dziś robimy tak: idziemy na zakupy, wszystko dzielimy na pół. Kurczak na pół, słodycze każdy dostaje swoją paczkę, owoce po równo. Masz ochotę możesz zjeść całą swoją część od razu, możesz rozłożyć na kilka dni, twoja sprawa. Mam dość jedzenia resztek i zaglądania do pustej lodówki. Nawet nie pytasz, czy możesz zostawić trochę dla mnie. Albo dzielimy wszystko, albo każde kupuje sobie to, co chce.
Antek się nie awanturował, po prostu przytaknął. Teraz wszystko rozdzielamy sprawiedliwie dla mnie i dla niego. Dzięki temu nikt nie chodzi głodny, a pokój ma się całkiem dobrze.



