Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do nowego osiedla. Wcześniej mój syn uczęszczał do szkoły na drugim końcu miasta, co stawało się coraz bardziej uciążliwe, więc uznałam, że lepiej będzie znaleźć placówkę bliżej domu.
Udało mi się znaleźć szkołę oddaloną o zaledwie półtora kilometra. Pracując zdalnie, mogłam sobie pozwolić na to, żeby odbierać syna i zawozić go rano samochodem. Nowa szkoła okazała się bardzo nowoczesna, pełna ciekawych inicjatyw i wydarzeń. Nauczyciele byli niezwykle życzliwi miałam okazję poznać ich na spotkaniach z rodzicami. Najbardziej polubiłam nauczycielkę polskiego była to pani Małgorzata, która również była wychowawczynią w klasie mojego syna.
Co ciekawe, Małgorzata mieszkała tuż obok. Kiedy mój syn przeniósł się do nowej szkoły, spotykałam ją czasem w parku, na targu czy w sklepie. Pewnego dnia, wychodząc z domu, zobaczyłam ją idącą prosto w moją stronę. Był poranek, więc domyśliłam się, że idzie do pracy. Nie miałam wyjścia zaproponowałam jej podwiezienie do szkoły.
Małgorzata, wsiadaj Piotr już prawie gotowy, to razem podjedziemy do szkoły.
Zgodziła się bez wahania. Nie było to dla mnie kłopotliwe. Pojechaliśmy razem autem, podziękowała mi i poszła do szkoły. Piotr był lekko zawstydzony, że podwozimy nauczycielkę. Czy to źle znać kogoś ze szkolnych pracowników?
Kilka razy zdarzyło się, zupełnie przypadkiem, że zawoziłam ją do szkoły. Dopiero potem zauważyłam, że pojawił się tu pewien schemat.
Jeszcze dwa czy trzy razy podwiozłam ją zupełnie przypadkowo. W kwietniu dostałam SMS-a.
Dzień dobry. Jedziesz dziś do szkoły?
To był SMS od pani Małgorzaty. Odpisałam, że tak, jedziemy. Zerknęłam przez okno już czekała przy samochodzie. Piotr nie był przygotowany na taką sytuację. Szczerze mówiąc, sama czułam się trochę zakłopotana. Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w stronę parkingu.
Bardzo się cieszę, że dziś mogłam z wami jechać. Mam trzy paczki zeszytów, są bardzo ciężkie i trudno je przenieść.
Nie, nie mogłam odmówić. Zrozumiałam jednak, że tak nie może dalej być. Musiałam podjąć jakąś decyzję. Przecież nauczycielka była nad wyraz uprzejma. Postanowiłam rzucić pomysł:
Małgorzato, może jutro spotkamy się o tej samej porze, nie będziemy na siebie czekać, po prostu razem pojedziemy?
Liczyłam na grzeczną odmowę.
Och, świetnie! To oznacza, że codziennie mogę pospać dwadzieścia minut dłużej! Tak ustalamy będę u pani o ósmej każdego dnia!
Co za układ Piotr spojrzał na mnie z niezadowoleniem, wiedziałam, że nie jest zadowolony. Teraz zastanawiam się, jak rozwiązać tę sytuację. Chyba wrócę do pracy w biurze papierniczym, bo nie mam innego powodu, żeby odmówić nauczycielce…



