W zeszłym miesiącu zostałam w końcu babcią. Unosiłam się z radości jak na chmurze waty cukrowej i czekałam niecierpliwie na dzień, kiedy wreszcie odwiedzimy maluszka. Ale jak się okazało nasze wizyty to raczej temat tabu. Synowa wybitnie nie pała do nas sympatią, pokazuje to aż nazbyt wyraźnie. Zawieźliśmy prezenty, upominki, nawet do koperty wpadło trochę złotówek i co? Też źle, bo na nasz widok jej mina tężeje szybciej niż galareta w lodówce. Moja siostra zresztą również nie jest zachwycona.
Czuję się po prostu dotknięta. Przecież jestem babcią z własnego powołania! Synowa była niemiła nie tylko dla mnie, ale i dla córki Kingi. A przecież Kinga, jako matka trójki rozbrykanych potworów, chciała się tylko podzielić złotą poradą. Ba! Połowę prezentów nam oddano. Bo wiecie, ponoć noworodkowi pluszaki niepotrzebne. Ależ za parę lat będą jak znalazł! Po co odsyłać, nie wiem, czy nie za bardzo się pośpieszyła.
Na naszej wizycie nie zaproponowano nam nawet herbaty o kawie nie wspomnę. Mój syn milczał i patrzył w podłogę. Wiadomo, głowy rodziny tu raczej nie przypomina. Wróciłam do domu i się popłakałam takich ciepłych uczuć się nie spodziewałam.
Od tamtej pory oglądam wnuczkę tylko na zdjęciach i nawet nie próbuję się narzucać. Zapraszam dzieci do siebie, ale synowa do mnie nie przychodzi. Prosiłam syna, czy nie wyjdą na spacer do parku z wózkiem niemożliwe. Synowa pilnuje syna na każdym kroku, nawet w kapciach nie wypuszcza.
A do tego wszystkiego przestawiła córkę na mleko modyfikowane, żeby móc się wymieniać przy karmieniach. Myśli, że ją oceniamy? Nic z tych rzeczy! Dla mnie ważne, żebym mogła zobaczyć moją kochaną wnuczkę. Krytykować nie zamierzam, bo każda mama urządza świat po swojemu.
Z synową mieliśmy dobry kontakt, podobnie z jej rodzicami. Ale od narodzin wnuczki jakby ją kto podmienił! Nie zrobiłam jej nic złego, więc skąd ta zmiana postawy? Moje koleżanki z ogródka dziwią się masz wnuczkę i tylko fotki oglądasz!?
Mama zapisała mi mieszkanie. Chciałam je sprzedać i równo rozdzielić złotówki między syna i Kingę. Ale w świetle ostatnich wydarzeń mąż się zbuntował twierdzi, że lepiej wynająć studentom niż pomagać tak niewdzięcznym dzieciom. Chyba coś w tym jest, bo na starość kto się nami zajmie? No cóż bywa i tak.



