BEZDOMNY
Nie było wtedy nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić. W tamtych czasach wszystko wydawało się pogrążone w szarości. Dwa, może trzy noce przeczekam na dworcu kolejowym Ale co potem? zastanawiała się żałośnie. Nagle przypomniała sobie coś, co tchnęło w nią odrobinę nadziei: Działka! Jak mogłam o niej zapomnieć? Co prawda ‘działka’ to dużo powiedziane Ruderka, która ledwo stoi. Ale lepsza ona niż dworzec pomyślała.
Wsiadła w pociąg podmiejski, przysunęła twarz do zimnego okienka i zamknęła oczy. Po głowie tłukły się jej ciężkie wspomnienia ostatnich lat. Dwa lata temu straciła rodziców, została całkiem sama, bez wsparcia. Na studia zabrakło pieniędzy musiała je rzucić, zaczęła pracować na targowisku.
Po tym wszystkim los się jednak odmienił i pojawiła się w nim miłość. Olek był człowiekiem porządnym, dobrym z natury. Po dwóch miesiącach znajomości pobrali się skromnie.
Mogłoby się wydawać, że wszystko zmierza ku lepszemu Ale życie przygotowało dla niej kolejne wyzwanie. Olek zaproponował, żeby sprzedała mieszkanie rodziców w centrum Warszawy i zainwestowali w własny biznes.
Tak to przedstawił, że nie miała żadnych wątpliwości. Była pewna, że mąż wie, co robi, a ich trudności skończą się raz na zawsze. Kiedy już stanie się lepiej, może pomyślimy o dziecku Tak bardzo chciałabym być matką marzyła.
Niestety, z biznesem nie wyszło. Ciągłe kłótnie o zmarnowane pieniądze przyniosły rozpad związku. Wkrótce Olek przyprowadził do domu inną kobietę i pokazał Ninie drzwi.
Początkowo chciała iść na policję. Szybko jednak zrozumiała, że nie ma żadnych narzędzi prawnych, by go oskarżyć. Sama sprzedała mieszkanie, pieniądze powierzyła mężowi
***
Po wyjściu z pociągu szła samotnie pustym peronem. Wczesna wiosna, sezon działkowy jeszcze się nie rozpoczął. Przez te trzy lata ogródek zarósł, wszystko było w opłakanym stanie. Nic nie szkodzi. Posprzątam, będzie jak kiedyś pocieszała się, choć dobrze wiedziała, że już nigdy nie będzie jak dawniej.
Szybko odnalazła klucz spod schodów, ale drzwi do domku zacięły się przez wypaczenie. Próbowała otworzyć je całą siłą, lecz bez skutku. W końcu usiadła na stopniu i zapłakała.
Wtem zauważyła na sąsiedniej działce dymek i usłyszała jakieś głosy. Z nadzieją ruszyła w tamtym kierunku.
Pani Jadwigo! Jest pani? zawołała.
W ogrodzie zobaczyła zarośniętego starszego mężczyznę aż drgnęła z zaskoczenia i lęku. Obcy rozniecił ognisko, gotował wodę w nieco zakurzonym naczyniu.
Kto pan?! Gdzie pani Jadwiga? spytała, powoli się cofając.
Nie bój się, dziecko. Proszę, nie wzywaj policji. Nikomu nie przeszkadzam, nie gramolę się do domu. Siedzę tylko tutaj, na podwórku odparł niespodziewanie łagodnym, dobrze wykształconym głosem.
Jest pan bezdomny? zapytała prosto z mostu.
Tak, masz rację odpowiedział cicho, spuszczając wzrok. Ty chyba jesteś z sąsiedztwa? Nie bój się, nie będę przeszkadzać.
Jak pan się nazywa?
Marian.
A jak pan ma na drugie? dopytywała.
Drugie? zdziwił się. Janusz.
Przyglądała się Marianowi Januszowi uważnie. Ubranie miał podniszczone, ale czyste, sam też był zadbany, jak na swoje warunki.
Nie wiem, do kogo się zwrócić o pomoc westchnęła ciężko.
Co się stało? zatroskał się mężczyzna.
Drzwi się wypaczyły Nie mogę ich otworzyć
Jeśli mogę, spróbuję pomóc zaproponował Marian.
Będę naprawdę wdzięczna! powiedziała z ulgą.
Gdy Marian grzebał się z drzwiami, Ninka siedziała na ławce i rozmyślała: Co mi daje prawo do lekceważenia go czy oceniania? Ja przecież też zostałam bez dachu nad głową, jesteśmy podobni
Ninko, sprawdź drzwi! zawołał Marian Janusz i pchnął skrzydła. A zamierzasz tu nocować?
Gdzież indziej miałabym spać? odpowiedziała zdziwiona.
Masz tam ogrzewanie?
Piec powinien być odpowiedziała, świadoma własnej niewiedzy.
A drewno?
Nie wiem westchnęła smutno.
Nic to. Wejdź, zaraz coś wykombinuję stwierdził i ruszył w stronę wyjścia.
Przez godzinę sprzątała. W domku panowała wilgoć i przenikliwe zimno. Była zrozpaczona, nie wyobrażała sobie, jak da sobie tutaj radę. Po chwili wrócił Marian z naręczem chrustu i jakimś kawałkiem drewna. Ku własnemu zdumieniu, poczuła się lżej na duszy mając obok choćby jedną życzliwą osobę.
Rozpalił piec i po godzinie w domku zrobiło się ciepło.
Gotowe! Dolewaj drew po trochu. Na noc wygasz tłumaczył Marian. Do rana wystarczy.
A pan gdzie? Na inne działki?
Tak. Trochę tu jeszcze posiedzę. Do miasta nie wracam nie chcę rozgrzebywać wspomnień.
Panie Marianie, proszę, zostańmy, zjemy wspólnie kolację, napijemy się herbaty, potem pan pójdzie zaproponowała stanowczo.
Nie odmówił. Zdjął kurtkę, przysiadł przy piecu.
Przepraszam, że pytam. Jak to się stało, że mieszka pan tak? Zupełnie nie wygląda pan na kogoś z ulicy. Co z domem, rodziną?
Opowiedział, że przez wiele lat wykładał na uczelni. Oddał się nauce. Starzyść podeszła niepostrzeżenie. Kiedy się zorientował, że jest sam, było już za późno cokolwiek zmieniać.
Rok temu zaczęła go odwiedzać bratanica. Często ją wspierał, uwierzył, kiedy delikatnie poprosiła, by w zamian za spadek zajęła się nim. Był szczęśliwy, więc się zgodził.
Potem Elżbieta zaczęła coraz częściej przybywać i przekonywać, że lepiej sprzedać mieszkanie w ciasnej kamienicy i kupić dom pod Piasecznem z dużym ogrodem i altaną. Zapewniała, że wszystko załatwi za dobrą cenę.
Zawsze marzył o spokoju i zieleni. Bez wahania się zgodził. Po sprzedaży mieszkania bratanica zaoferowała założyć konto bankowe, by nie trzymać takiej gotówki w domu.
Wujku, proszę, usiądź tu na ławce, ja wszystko sprawdzę. Wezmę torbę. Różni tam ludzie się kręcą powiedziała przed wejściem do banku.
Po prostu zniknęła. Czekał godzinami. Wszedł do banku nie znalazł jej. W banku było jeszcze drugie wyjście.
Nigdy nie uwierzyłby, że ktoś z rodziny mógłby postąpić tak okrutnie. Nazajutrz poszedł do niej do domu. Drzwi otworzyła obca kobieta Elżbieta dawno tu nie mieszka, sprzedała mieszkanie dwa lata temu
Taka to smutna historia westchnął ciężko Marian. Od tamtej pory żyję na ulicy. Do dziś nie mogę uwierzyć, że nie mam już domu
Myślałam, że tylko mnie spotkało coś takiego Ja też zostałam z niczym, rzuciłam studia wyznała cicho Ninka, dzieląc się swoim losem.
Cóż, ty masz jeszcze życie przed sobą Ja już swoje przeżyłem. Ale nie trać nadziei, każda sytuacja jest do naprawienia próbował ją pocieszyć.
Dosyć tych smutków. Chodźmy na kolację! uśmiechnęła się.
Obserwując, jak Marian wcina makaron z parówkami, poczuła wielki żal. Było widać, jak bardzo był samotny i zagubiony.
Jak to straszne, zostać tak zupełnie samemu, na marginesie, gdy nikomu na tobie już nie zależy pomyślała.
Ninko, mogę ci pomóc z powrotem na studia. Mam tam dobrych przyjaciół, może uda się dostać na dzienne, na stypendium powiedział Marian nagle. Sam nie mogę się tam pokazać, wyglądam jak wyglądam. Napiszę list do rektora, mojego starego kolegi, Konstanty nazywa się. Spotkasz się i on ci pomoże.
Dziękuję! To byłoby cudowne! ucieszyła się.
Dziękuję ci za kolację i rozmowę. Pójdę już, późno powiedział, wstając.
Proszę poczekać. Zostań pan, nie idź na chłód! Mamy tu trzy spore pokoje, wybierz pan, który chcesz. Ja właściwie boję się spać sama Nie znam się na piecach, nie zostawiaj mnie w potrzebie
Nie zostawię odpowiedział pewnie.
***
Minęły dwa lata. Ninka świetnie zaliczyła sesję i z radością wracała na działkę na wakacje. Mieszkała w akademiku, ale każdy weekend i letnie miesiące spędzała na działce.
Cześć! uśmiechnęła się, rzucając się Marianowi na szyję.
Ninko! Skarbie, czemuś nie dzwoniła pytał uradowany. Zdałaś?
Tak! Prawie wszystko na piątki! pochwaliła się. Słuchaj, kupiłam ciasto, stawiaj czajnik, świętujemy!
Siedzieli przy herbacie, dzieląc się wieściami.
Posadziłem winogrona, tu zrobię altanę. Będzie pięknie, zobaczysz opowiadał Marian.
Super! To teraz jesteś tu gospodarzem, rób jak uważasz. Ja tylko przyjezdna roześmiała się.
Marian zupełnie się odmienił. Nie był już samotny. Miał dom i wnuczkę, Ninkę. Ona też wróciła do życia. Marian Janusz zastąpił jej rodzinę i wsparł, kiedy nikt inny nie był blisko. Obdarzyła go wdzięcznością losowi, że spotkała w trudnej chwili dziadka, który swoją obecnością dał jej nadzieję i rodzinne ciepło.



