Gdy byłem młody, nasza paczka była pełna namiętności i dziwacznych sympatii. Między nami funkcjonowała para, Mariusz i Dobrosława. Mariusz znany był z tego, że potrafił rozśmieszyć każdego, a Dobrosława dorównywała mu temperamentem była jak ogień na wietrze. Jednak kłócili się nawet o najbardziej błahe sprawy. Pewnego wieczoru zebraliśmy się wszyscy na mojej stancji w Krakowie impreza, ciepłe światła w kuchni i śmiech odbijający się echem od starych cegieł.
Tego wieczoru Mariusz czekał na Dobrosławę na przystanku tramwajowym przy Starym Kleparzu. Znowu się spóźniała, a on stał pod neonkami kiosku, popijając herbatę z termosu. W tłumie zobaczył dziewczynę z podobnym do Dobrosławy burzą sprężystych loków. Z uśmiechem znanym tylko najbliższym podszedł do niej, objął ją mocno i wymruczał żart do ucha. Jednak dziewczyna odwróciła się z zaskoczeniem to nie była Dobrosława. Obca dziewczyna krzyknęła, a czas nagle się rozciągnął, tramwaj zagrzmiał, a gołębie poderwały się do lotu w dziwnym rytmie.
Zaczęło się zamieszanie. Dobrosława, wiedząc tylko, że coś się stało, zadzwoniła na policję. Sny mają to do siebie, że nie wszystko się wyjaśnia nim się obejrzałem, Mariusz tłumaczył całą sytuację na komisariacie. Obok niego siedziała poznana wcześniej nieznajoma, która nazywała się Jagoda. W mętnej, nierealnej aurze przesiedzieli razem 45 minut, pijąc zimną wodę i opowiadając sobie historie, jakby już się znali. Od tego dziwacznego wieczoru rzeczy zaczęły się układać na nowo cztery miesiące później Mariusz i Jagoda wzięli ślub w kościele na Zwierzyńcu. Teraz mają dwóch synów wyższych od ojca, o oczach, które śnią się czasem wszystkim znajomym.
Dobrosława przez jakiś czas próbowała odzyskać Mariusza bywała uszczypliwa dla Jagody, czasem nawet dokuczała jej podczas spotkań. Ale w końcu odpuściła. Sny nie zdradzają, co stało się dalej tylko echo wspomnień podpowiada, że i ona znalazła swój spokój.
Mariusz, gdy już wszyscy kończą opowieści i gaśnie światło nad Wisłą, często wraca myślami do tej nocy. Mówi, że to los kapryśny jak krakowski deszcz zetknął ich drogi ze sobą. Życie czasem wygląda, jakby kierowało nami przypadek; to, co wydaje się pomyłką, jest przejściem do nowego rozdziału. Wznosimy wtedy kieliszki pełne żubrówki za te wszystkie nieoczekiwane zakręty i sny na jawie, które prowadzą nas, gdzie powinniśmy się znaleźć.



