10 grudnia
Jeszcze dziś drżą mi dłonie, kiedy przypominam sobie tamten wieczór. Odczep się ode mnie! krzyknęła do mnie Iga, a łzy lały jej się po policzkach. Załóż sobie własne życie, bez niego!
Ale Marek to mój mąż, nasza córka potrzebuje ojca powiedziałam przez łzy. Nie zbudujesz własnego szczęścia na cudzej krzywdzie.
Przestań odpowiedziała tylko. To nie jest normalne żyć bez uczuć. To nie Marek porzuca dziecko, tylko ty. Nic nie mam przeciwko temu, żeby się widywał z córką.
Odwróciła się i szybko odeszła. Tamtego wieczoru Marek już podjął decyzję. Spakował rzeczy i opuścił nasze mieszkanie w Gdańsku. Błagałam go, żeby nie robił głupstw, ale już postanowił. Chciałam zrozumieć, czym ode mnie różni się ta kobieta.
Nie potrafię już z tobą żyć. Już mi na tobie nie zależy. Przy Idze znów czuję się żywy. To z nią chcę być powiedział.
Minęło kilka miesięcy. Na początku nie wiedziałam, jak poradzić sobie z samotnością. Ale musiałam żyć dalej. Ola potrzebowała mamy. Z zawodu jestem ekonomistką, więc kiedy w końcu podniosłam głowę, postanowiłam spróbować znaleźć pracę jako księgowa.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej dyrektor pan Franciszek okazał mi dużo wsparcia i sympatii. Chyba docenił moją determinację i gotowość do nauki nowych rzeczy. Na szczęście mama zgodziła się pomóc mi z Olą, żebym mogła wrócić do pracy.
Zaczęłam od podstaw, a życie uczuciowe odsunęłam na bok. Całe dnie skupiałam się na karierze i po kilku latach pracy zostałam zastępcą dyrektora. Z mężczyznami nie miałam kontaktów jedynym wyjątkiem był mój przełożony. Zawsze uprzejmy, wyrozumiały. Widziałam, że i ja mu się podobam, ale miał rodzinę żonę i dzieci. Nie chciałam być tą trzecią osobą.
Ale z czasem Franciszek zaczął mi mówić wprost, że już nie kocha żony, że ich małżeństwo to pomyłka, i że od dawna mnie kocha. Tłumaczył, że nadal będzie dbał o dziecko, choć odejdzie z domu.
Bałam się zaangażować historia z Markiem na długo zostawiła w moim sercu rysę. Przypominałam sobie swoje słowa rzucone kiedyś Idze: Nie buduje się szczęścia na krzywdzie innych.
Franciszek jednak nie rezygnował. Z czasem nasza relacja przestała być tylko zawodowa. Mówił ciągle to samo: że to nie fair względem żony, ciągnąć to dalej, że oboje się męczą, że żadne z nich nie jest szczęśliwe.
A ja wiedziałam, że jego żonie też jest bardzo ciężko. Byłam w jej sytuacji kilka lat wcześniej. Bałam się, że kogoś skrzywdzę.
Pewnego dnia, kiedy wychodziłam z pracy, zobaczyłam ją. Stojącą naprzeciwko mnie kobietę z zaciśniętymi dłońmi. Wiedziałam, że to żona Franciszka.
Ty to jesteś ta nowa, co? zapytała sucho.
Tak ledwo wykrztusiłam.
To była Iga.
Zaczęła mnie przekonywać, że miałam rację: Nie zbudujesz szczęścia na nieszczęściu drugiego człowieka. Pamiętaj, co mi kiedyś powiedziałaś!
Mylisz się, nie powinnam była zabierać ci męża, powinnam była się wycofać. Ale pamiętaj, że życie to bumerang. Masz przecież córkę, wiesz jak to boli… Nie odbieraj mi go prosiła.
Już dość! przerwałam jej i odeszłam.
Nie miałam ochoty na zemstę, nie chciałam powtarzać tych samych błędów nawet wobec Igi. Ale Franciszek nie odpuszczał.
Mario, jeśli z nią zostanę, troje ludzi będzie nieszczęśliwych: ty, ja i ona. Nic się nie zmieni. Nie kocham jej i, szczerze, nigdy nie kochałem. Pójdę własną drogą, prędzej czy później.
Myślałam dużo czyje życie stanie się lepsze, jeśli nic nie zmienię? Czy nie zasługuję też na szczęście? Nawet jeśli Franciszek zostanie z żoną, ja nie będę szczęśliwa. Może w końcu i ja mam prawo do radości?
Dziś wiem, że dałam naszej relacji szansę. Może życie czasem warto zbudować od nowa, choćby ten mur miał się długo leczyć.



