Aż się chce wyjść za mąż! Alina bardzo pragnęła znów szczęśliwie się ożenić. Pierwsze małżeństwo z…

MAŁŻEŃSTWO NA WAGĘ ZŁOTA

Alicji bardzo zależało na tym, by drugi raz wyjść za mąż i tym razem udanie. Bo po pierwszym nieudanym już była w tej bajce. Miała syna Artura, dwudziestoletniego kawalera z wiecznym bałaganem w pokoju.

Dawno temu jej mąż dopuścił się zdrady, która zaszokowała nawet sąsiadki z bloku. Alicja wróciła z delegacji dzień wcześniej i zastała męża w samych slipkach, jak w panice próbował pościelić łóżko, a jej najlepsza przyjaciółka parzyła kawę w kuchni, ubrana w jej ulubiony szlafrok. No klasyka po polsku! Rozwód? Natychmiastowy. Przyjaciółka zbanowana wszędzie, nawet na Naszej-Klasie. Alicja nie wdawała się w brudne szczegóły. Jest wina musi być kara. Wyrzuciła męża z walizkami za drzwi, synowi zakazała kontaktów. Młoda jeszcze była wtedy, przed trzydziestką.

Minęło ponad dziesięć lat. W tym czasie Alicja zdążyła obronić magisterkę, doktorat, a nawet zdobyć tytuł profesora filologii polskiej. Kierowała katedrą na uniwersytecie pedagogicznym w Lublinie. Szanowano ją, lubiano, ba! Nawet w bufecie dostawała większy kawałek sernika. Przez te samotne lata ani razu nie uznała, że powinna już zabrać się za robienie na drutach czy haft. Co to, to nie. Przyszłości nie zamierzała wiązać z kłębkiem włóczki.

Kandydatów na wspólne życie nie brakowało, choć żaden nie osiadł na brzegu jej duszy. Jeden po pierwszej randce oświadczył, że ślub to formalność i… pożyczył od niej 500 złotych (Przecież już prawie rodzina!) i tyle go widziała. Drugi, wdowiec, szukał matki dla swojej gromadki trójka dzieci od najmłodszych po ledwo odrośnięte. Zaprosił Alicję do domu i poprosił, by ugotowała coś dobrego dla wszystkich. Podjęła wyzwanie, narobiła pierogów, dzieciaki najadły się do syta, ale potem w domu się popłakała. Było jej żal dzieci, ich ojca, całej tej sytuacji ale ciągnąć taką watahę za sobą nie byłaby w stanie. Może jestem egoistką tłumaczyła się sama przed sobą.

Opcji z każdym rokiem było coraz mniej, jak promocji na święta Bożego Narodzenia znikają w oczach. Gdy już miała ochotę postawić wykrzyknik przy temacie miłości i kupić kotkę, na horyzoncie pojawił się On.

Student z Tunezji o imieniu Wael lat 28, którego Alicja kiedyś uczyła. Po studiach został w Lublinie i otworzył… stację benzynową. Spotkała go przypadkiem przy tankowaniu auta. Okazało się, że to jego stacja. Wspominali stare czasy, pośmiali się z egzaminacyjnych wpadek. Wael wręczył jej wizytówkę, ot tak nigdy nie wiadomo. Zaczęła zaglądać do niego co tydzień na stację, niby tankować, a czasem nawet tylko żeby pogadać. Wael zaczął zapraszać ją na kolację w restauracji, na koncert filharmonii a Alicja, cała w rumieńcach, nie chciała wierzyć w intencje byłego ucznia. Grzecznie odmawiała, z przekonaniem, że przecież młody chłopak o nią zabiegać nie będzie.

Ale Wael był uparty. Ona pamiętała go jeszcze z uczelni wyróżniał się pilnością, język polski opanował w tempie, które wprawiał innych w zdumienie, a jego uroda sprawiała, że studentki wzdychały do niego jak do celebryty. Jeszcze podczas studiów podarował Alicji rzeźbioną szkatułkę. W środku było liścik: Pani Alicjo! Kocham Panią! przeczytała, pobladła, potem się zarumieniła. Rozerwała kartkę na drobne kawałeczki, wręczyła Waelowi pudełeczko z powrotem i uciekła jak nastolatka z lekcji.

Następnego dnia Wael zastukał do jej pokoju:
Pani Profesor Alicjo, przepraszam, nie chciałem Pani obrazić. Bardzo mi Pani imponuje.

Przyjęła przeprosiny i stanowczo kazała mu iść na zajęcia. Potem, do końca studiów, trzymał się na dystans tylko podkradał spojrzenia, patrząc, jakby bał się, że go zaczaruje na zawsze.

A teraz sytuacja zaczęła się powtarzać. Alicja nie wiedziała przyjąć te zaloty czy odrzucić? Teraz jestem dla niego tylko kobietą, już nie wykładowczynią. Co mi szkodzi, zobaczymy, co los przyniesie rozważała.

No i uległa. Zaczęła się przelotna romansowa przygoda, a pierwsza randka przypominała komedię romantyczną o polsko-tunezyjskiej miłości. Było śmiesznie, czule i… zupełnie inaczej niż w jej dotychczasowym życiu. Różnica wieku nie przeszkadzała im zupełnie. Alicja czuła się młodą dziewczyną, a Wael dorosłym mężczyzną z głową na karku.

Na polską modłę ochrzciła Waela imieniem Witek, a on nazywał ją czasem Alinką. Alicja była wniebowzięta pierwszy raz poczuła się kobietą, za którą ktoś tęskni i zabiega. Ogień zapłonął na całego.

Wael jednak nie proponował ślubu. Planował wrócić do Tunezji, rodzina czekała z wybraną panną 17-letnią, porządną dziewczyną z dobrego domu. Alicja nie chciałaby i tak emigrować: zostawić syna, mamę, polskie realia na rzecz nieznanego świata? Nierealne. Rodzina Witka raczej nie zaakceptowałaby wiekowej panny młodej z Polski i jej dorosłego już syna. Byłoby niezręcznie, jak sałatka jarzynowa na sushi party.

Alicja postanowiła dać całe swoje niewykorzystane uczucia Witelowi. A potem co ma być, to będzie. Ile jeszcze kobiecego szczęścia mnie czeka? Pewnie w sam raz na kufel piwa i tabliczkę czekolady! Ale kochać go będę tak, że się chłopak zadławi od tej miłości! śmiała się Alicja w rozmowie z mamą.

Mama była oburzona:
Aluśka! Po co ci ten Tunezyjczyk? Naszych, porządnych, brakuje? Matczynego błogosławieństwa nie dostaniesz! Twój były, Darek, znowu krąży i zabiega, nie widzisz? Przebaczyłabyś mu i znów mielibyście rodzinę. Przecież macie syna! biadoliła mama.

Mamo! Darek mnie zdradził, zapomniałaś? odbiła piłeczkę Alicja.

O Boże! On już sto razy przeprosił! Sama go zaniedbałaś ciągle z tymi doktoratami. Facet bez opieki to jak pasztet bez soli zaraz ktoś się skusi. Przekonywała.

Mamo, a czemu ty swojemu tacie nie przebaczyłaś? On też przepraszał! Alicja nie dawała się tak łatwo.

To, córciu, nie to samo! Twój ojciec uciekł jeszcze przed twoim urodzeniem, narobił dzieci na boku, wrócił obejrzeć córę, a ja miałam go przygarnąć z pakietem obcych dzieciaków? A twój Darek od dziesięciu lat chodzi samotny, czeka aż go przyjmiesz z powrotem. Artur bardzo go lubi! kończyła mama.

Mamo, i tak nie wyjdę za Witka. Jestem dla niego za stara. Poczekam, aż sam mnie zostawi. Sama nie potrafię. Potem się zobaczy… mruknęła Alicja.

Ehh, córko, każdej starej klaczy soli się zachciewa… wzdychała mama.

Po trzech latach Witek się pożegnał. Będę się odzywał, kochanie tylko tyle powiedział. Alicja była na to przygotowana, ale i tak dołek w sercu był głęboki. Zwłaszcza gdy pomyślała, że oddaje Witka młodziutkiej, tunezyjskiej narzeczonej. W prezencie dostała od niego tę samą szkatułkę sprzed lat, a w środku niezwykły pierścionek z dwoma aniołkami trzymającymi diamentowe serce.

Zostawiam ci moje serce, Alinko pocałował ją Witek na pożegnanie.

Odpłynął, jakby to była grecka tragedia na Motławie.

Po roku przysłał pocztówkę ślubną: Moja żona Amina. Po kolejnym roku kolejne zdjęcie: Moja druga żona Samira. Tłumaczył Alicji, że w Tunezji można się żenić wielokrotnie.

Alicja nie czuła nawet cienia zazdrości zaglądając w raporty z życia uczuciowego Witka. Myślała sobie: co wy wiecie o tej prawdziwej, słodkiej miłości, młode cacka? Smucił ją tylko smutny wzrok byłego kochanka na zdjęciach. Może wciąż tęsknił? Chociaż… Stara miłość rdzewieje, gdy włożyć ją do piwnicy obok roweru.

Nowy rozdział zaczął się, gdy syn Artur założył rodzinę. Gdy na świat przyszła jego córka, Alicja poprosiła, by nazwali ją Alinka chciała, żeby historia jej włoskiej miłości przetrwała. Byłego męża, Darka, wybaczyła a może raczej po prostu… zrobiło jej się go szkoda. Darek próbował wrócić przez mamę Alicji, a ta, używając wszystkich babcinych argumentów, namówiła ją na pojednanie:

Przecież już żałuje. Kto z nas bez grzechu? Grzech po ludziach chodzi, nie po lesie. Nie każdy potrafi sobie poradzić z pokusami filozofowała mama.

Alicja i Darek znów mieszkają razem, starając się trzymać blisko. Alicja zapisała się nawet na kurs robótek ręcznych i dzierga małej Alince skarpetki z tunezyjskimi wzorami. I tyle z wielkich miłości niby zwyczajnie, a jednak swojsko… po polsku.

Rate article
Fajna Tajna
Aż się chce wyjść za mąż! Alina bardzo pragnęła znów szczęśliwie się ożenić. Pierwsze małżeństwo z…