Jeśli myślisz, że marzyłem o rodzinie, to jesteś w błędzie. Nie potrzebuję żony. Zwłaszcza nie takiej jak ty.

Kilka lat temu mój przyjaciel Wojtek się ożenił. Trzeba przyznać, że wytrzymał całkiem długo na wolności miał już wtedy trzydzieści trzy lata. Zawsze był wygodnicki, żył po swojemu i otwarcie twierdził, że małżeństwo to nie dla niego. Wizyty u rodziców, cotygodniowe zakupy w Biedronce, rodzinne spotkania przy bigosie to był jego osobisty koszmar. Gdy znajomi i rodzina żartowali z jego kawalerskiego życia, Wojtek powtarzał tylko:

Mam własne mieszkanie, dobrą robotę w Warszawie, po co mi rodzina? Świetnie sobie radzę sam. Poza tym mam wiernego psa Burek to prawdziwy przyjaciel. Mieszkamy razem i żadne troski nam niestraszne. A kobiety? Dzisiaj są, jutro ich nie ma.

Ale, jak to w życiu bywa, wszystko się kiedyś kończy. Nawet kawalerska beztroska Wojtka dopadła w końcu rzeczywistość. Przegrał wojnę z kobietą. I kobieta była nie w ciemię bita Uchodziła za nieosiągalną, co tylko podsycało jego zapał do zdobycia jej serca. Dziewczyna miała imię typowo polskie Aldona, poznali się przypadkiem w kawiarni Stara Pączkarnia. Miała 29 lat na karku, była już po rozwodzie, ale dzieci jej Bóg oszczędził.

Z czasem spotkali się jeszcze raz, potem Aldona kilka razy nocowała u Wojtka, a następnie w jego szafie pojawiły się damskie swetry i to nie w jego rozmiarze. Nim się obejrzał, dzielił już z nią miskę zupy ogórkowej. Pewnego wieczoru, siedząc w kuchni przy herbacie z cytryną, Aldona zagaiła:

Wiesz, Wojtek, wspominałeś coś kiedyś o ślubie. I powiem ci, że chyba się zgodzę.

Wojtek, ile by głową o ścianę nie walił, takiego faktu nie pamiętał. Ale nie miał jak zaprzeczyć, bo Aldona już zaczęła planować wesele w remizie. Czuł, że coś mu się wymyka spod kontroli, ale nie miał już siły walczyć z losem. Przecież koniec końców trzeba się kiedyś ustatkować, a Aldona to wcale nie najgorszy wybór. I został o jednego wolnego mężczyznę mniej na warszawskiej starówce.

Pierwszy rok małżeństwa był jak sielanka z polskiej komedii romantycznej, oczywiście nie licząc drobnych kłótni, które potrafią rozładować każdą atmosferę. Aldonie nie odpowiadało, że Wojtek potrafił wrócić do domu późnym wieczorem lub, nie daj Boże, pod wpływem kilku piwek. W rewanżu Aldona czasem plotkowała przez Messengera z byłym mężem, żaląc mu się na bieżące kłopoty małżeńskie. Wojtek nie przepadał za tymi kontaktami.

Aldona broniła się twierdzeniem, że trzeba być życzliwym wobec ludzi, nawet tych byłych. Pewnego razu Wojtek świętował imieniny szefa w pracy i jak łatwo zgadnąć wrócił do domu solidnie podchmielony. Rozłożył się w pokoju obok i nawet przez drzwi usłyszał rozmowę Aldony z psem.

Ty to, Burek, masz życie. Tylko żresz i śpisz. Tylko wylegiwanie się i chrupanie karmy. Lepszy jesteś niż twój pan, przynajmniej rozumiesz, co się do ciebie mówi. Twój pan za nic nie chce zrozumieć podstawowych rzeczy. Jak ty z nim wytrzymujesz, co?

Wojtek już miał wstać i wygarnąć żonie, co myśli, ale…

I znowu wrócił pijany. Ty też nie możesz znieść tego zapachu? Upija się coraz bardziej, nie mogę już na niego patrzeć. Żałuję, że za niego wyszłam. Na początku wydawał się fajny, a tu taki ananas. Mój były był jednak lepszy nie pił, zarabiał nieźle. Dlaczego go zostawiłam? No, zdradził mnie raz czy dwa, ale to się przecież zdarza. Przynajmniej prezenty umiał dawać. Wiedział, jak przepraszać. Nadal mnie namawia, żebym wróciła. No i powiedz mi, Burek, co robić? Wszystko w twoich łapach. Daj jakiś znak.

Nagle Wojtek wszedł do pokoju, zawołał psa do siebie i rzucił w stronę żony:

Jeśli uważasz, że marzyłem o rodzinie, to się grubo mylisz. Żona jest mi zbędna, zwłaszcza taka jak ty. To ty się wprowadziłaś do mojego mieszkania. Już mnie mdli na twój widok. Masz godzinę na spakowanie się. Twój były pewnie na ciebie czeka. Albo może lecisz do kogoś nowego? A tak w ogóle jutro możesz już składać papiery o rozwód.

Aldona zamiast wyjść z godnością, wpadła w histerię, ryczała i przepraszała, by zaraz potem wyzwać Wojtka od nieczułych typów. Ale Wojtek był nieugięty i wyprosił Aldonę za drzwi. Pod klatką zamówiła taksówkę, wskoczyła do środka i zniknęła w czeluściach Warszawy.

Rate article
Fajna Tajna
Jeśli myślisz, że marzyłem o rodzinie, to jesteś w błędzie. Nie potrzebuję żony. Zwłaszcza nie takiej jak ty.