Zdarza się i w Polsce…

Tak się czasem zdarza

Na Antka rodzice bardzo czekali. Ale ciąża była trudna, więc przyszedł na świat wcześniakiem. Leżał w inkubatorze. Wiele narządów było niedojrzałych. Respirator. Dwie operacje. Odwarstwienie siatkówki. Dwa razy pozwolono rodzinie się z nim pożegnać. Ale Antek przeżył.

Szybko wyszło jednak na jaw, że prawie nie widzi i prawie nie słyszy. Fizycznie zaczynał się rozwijać najpierw usiadł, złapał zabawkę, potem przy podporze ruszył na nogi. Ale z rozwojem umysłowym nie szło wcale. Rodzice najpierw walczyli razem, lecz tata gdzieś po cichu zniknął z ich życia, a mama, Renata, została sama na froncie.

Znalazła jakąś refundację i gdy Antek miał trzy i pół roku, założono mu implanty słuchowe. Niby wszystko słyszał, ale postępu nie było. Ciągła rehabilitacja: zajęcia z pedagogami specjalnymi, logopedami, psychologami i wszelkimi terapeutami. Renata nie raz przychodziła z Antkiem do mnie.

Proponowałam: spróbujmy tego, tamtego, może jeszcze coś… Renata próbowała wszystkiego. Nic. Przez większość czasu Antek siedział w kojcu, kręcił w dłoniach jakiś przedmiot, uderzał nim o podłogę, podgryzał sobie rękę, czasem coś jeszcze. Czasem zawodził na jednym tonie, czasami przeszedł do wariacji. Renata była pewna, że syn ją rozpoznaje, woła swoim specyficznym sposobem i uwielbia, kiedy drapie mu plecki i nóżki.

W końcu starszy psychiatra powiedział: No jakiego tu jeszcze szukać rozpoznania? Chodzący warzywko. Podejmij Pani decyzję co dalej: oddajesz go gdzieś albo opiekujesz się chyba już się nauczyłaś? Na żaden cud nie licz. Nie radzę zatracać się w tym całkiem. To był jedyny człowiek na przestrzeni życia Renaty, który powiedział jej coś wprost. Oddała Antka do specjalnego przedszkola i wróciła do pracy.

Po jakimś czasie kupiła motocykl zawsze o tym marzyła. Jeździła teraz po Krakowie i okolicach z ekipą motocyklową jak wył silnik, to wszystkie smutki i myśli ulatywały. Ojciec płacił alimenty, wszystko szło na opiekunki na weekendy Antek nie był trudny w opiece, jeśli przywyknąć do jego zawodzenia. Potem jeden z kumpli motocyklistów powiedział Renacie: wiesz, coś mnie do Ciebie ciągnie, masz w sobie coś takiego ciekawie tragicznego.
To chodź, pokażę Ci coś, powiedziała Renata.

On szeroko się uśmiechnął myśląc, że prowadzi go do siebie, do łóżka. Pokazała Antka akurat wtedy rozkojarzony wył wariacyjnie, chyba rozpoznał mamę albo nie zrozumiał obecności obcego.

No nieźle, powiem ci! wydukał motocyklista.
A czego się spodziewałeś? rzuciła Renata.

Zaczęli być ze sobą nie tylko na motocyklu, ale i w domu. Motocyklista Mirek trzymał się od Antka z daleka (ustalili to wcześniej), a Renata tego nie oczekiwała. W końcu Mirek zaproponował: Może zrobimy sobie dziecko? Renata ostro: A jak znów taki maluch się urodzi, to co? Mirek ucichł prawie na rok, potem wrócił do tematu. W końcu urodził się Staś. Na szczęście zdrowy, jak dzwon. Mirek zapytał: To co, może jednak oddamy Antka do ośrodka, skoro mamy już zdrowego synka? Renata: chyba ciebie szybciej oddam. Mirek od razu się wycofał: Pytałem tylko

Staś w okolicach dziewiątego miesiąca odkrył Antka, gdy zaczął raczkować. Od razu się zainteresował. Mirek straszył i wściekał się: Nie puszczaj go do Antka, nie wiadomo, czy to bezpieczne. Tyle, że Mirek był ciągle w pracy albo na motocyklu, a Renata puszczała. Jak Staś był obok, Antek nie wył. Miała wrażenie, że na niego czeka, że jakoś się skupia. Staś przynosił Antkowi zabawki, pokazywał jak się bawić, nawet własnymi paluszkami układał dłonie starszego brata.

Raz Mirek rozchorował się i został w domu na weekend. Zobaczył: Staś, chwiejnym jeszcze krokiem, chodzi po mieszkaniu, coś tam do siebie gaworzy, a za nim krok w krok Antek ten, co kiedyś w ogóle nie opuszczał kąta. Mirek zrobił awanturę: Zrób tak, żeby mój syn nie miał kontaktu z twoim debilem albo miej oko na nich cały czas! Renata bez słowa pokazała mu drzwi.

Wystraszył się. Pogodzili się. Renata przyszła do mnie:
Mirek to taki trochę gamoń, ale kocham go powinna się tego wstydzić, prawda?
To naturalne, kochać własne dziecko bez względu na wszystko odpowiedziałam.
Ja mówię o Mirku doprecyzowała Renata. Ale powiedz, czy Antek faktycznie stwarza zagrożenie dla Stasia?
Odpowiedziałam, że jeśli już, to Staś kieruje tym duetem, choć zawsze trzeba mieć spojrzenie z boku. Zgodziła się.

W półtora roku Staś nauczył Antka układać klocki wg wielkości. Sam budował już proste zdania, śpiewał Stary niedźwiedź mocno śpi i pokazywał różne zabawy paluszkowe. Ty, on to chyba jakiś geniusz! zapytała mnie Renata. Mirek kazał dopytać, bo dumą pęka jego koledzy mają dzieci w tym wieku, co z chudością mama-tata mówią.
Myślę, że dlatego, że Staś jest lokomotywą dla rozwoju Antka zaproponowałam.
No właśnie! ucieszyła się Renata. Tak powiem temu naszemu kijowi z oczami!

No i taka im się zebrała rodzinka: chodzące warzywko, kij z oczami, kobieta na motocyklu i mały geniusz. Jak Staś opanował nocnik, w pół roku nauczył tego samego Antka. Samodzielne jedzenie, picie z kubeczka, ubieranie i rozbieranie Renata postawiła przed Stasiem kolejne wyzwania.

Gdy Staś miał 3,5 roku, postawił sprawę jasno: A w sumie, co Antek ma za problem?
Po pierwsze, on nic nie widzi.
Widzi zaprotestował Staś. Tylko słabo. To widzi, tamtego już nie. I zależy od światła. Najlepiej widzi pod żarówką w łazience nad lustrem.
Okulista nie krył zdumienia, gdy mu do opisu stanu oczu brata przyprowadzono trzylatka. Wysłuchał, zlecił dodatkowe badania i dobrał skomplikowane szkła.

Staś w przedszkolu kompletnie się nie odnalazł. On jest za mądry, powinien do szkoły, a nie tu siedzieć! wkurzała się pani. Wszystko wie lepiej, nie da się go ogarnąć.
Ja byłam przeciwko wcześniejszemu posłaniu do szkoły: niech chłopak chodzi na kółka i dalej się zaangażuje w rozwój Antka. Ku mojemu zaskoczeniu Mirek przytaknął: Zostań z nimi w domu do szkoły, niech się chłopaczek nie nudzi w tej głupiej grupie. Poza tym, zauważyłaś, że Antek już od roku nie wyje?

Po kolejnym pół roku Antek powiedział pierwsze słowa: mama, tata, Staś, daj, pić i miau-miau. Obaj chłopcy poszli do szkoły tego samego dnia. Staś bardzo się denerwował: Jak on sobie tam beze mnie poradzi? Czy nauczyciele w tej szkole specjalnej są naprawdę dobrzy? Będą go rozumieć? Teraz, w piątej klasie, Staś najpierw robi zadania z Antkiem, a potem swoje.

Antek mówi prostymi zdaniami. Potrafi czytać, obsługuje komputer. Lubi gotować i sprzątać (Staś lub mama nadzorują), kocha siedzieć na ławce przed blokiem i patrzeć, słuchać, wąchać. Zna wszystkich sąsiadów i zawsze się z nimi wita. Uwielbia lepić z plasteliny, rozkładać i składać klocki.

Najbardziej na świecie kocha to, jak całą rodziną jadą motocyklami na mazowieckie drogi on z mamą, Staś z tatą i wszyscy razem drą się do wiatru na całą PolskęW ciepły, słoneczny dzień Renata siedziała z chłopcami na ławce przed blokiem, popijając herbatę z termosu. Antek delikatnie głaskał swoją ulubioną plastelinową kaczuszkę, a Staś zagadywał sąsiadkę o jej rudego kota. Mirek wrócił właśnie z przejażdżki nie pędził już po ulicach tak jak dawniej, tylko zatrzymał się i usiadł obok. Przez chwilę milczeli, patrząc na swoje nieoczywiste szczęście.

Renata czuła ciepło, które nie miało nic wspólnego ze słońcem. Gdzieś w głębi wiedziała, że najtrudniejsze lata już za nimi, a życie, nawet to pokrzywione, potrafi rozkwitać w najmniej oczekiwanych miejscach. Kiedy spojrzała na swoje dzieci takie różne, a jednak splecione ze sobą na zawsze pomyślała, że to nie cuda się czasem zdarzają, tylko ludziom daje się odwagę, by je dostrzec.

Antek nagle podniósł głowę i z właściwą sobie powagą zapytał:
Co dzisiaj na obiad?
Staś zawołał:
Może zrobimy placuszki, te co Antek umie przewracać?
Renata uśmiechnęła się i przytaknęła. I tak, razem, powoli wracali do domu na trzech różnych rytmach, z trzema różnymi światami ukrytymi w głowie, splątani miłością, która nie zna instrukcji obsługi.

A potem niebo zapłonęło fioletem zmierzchu i cisza, która kiedyś pełna była rozpaczy, zaczęła brzmieć nieoczekiwanym spokojem. W tamtej chwili Renata wiedziała jedno: życie nie wybiera tych, którym będzie łatwo, ale czasem podsuwa im pod drzwi małego przewodnika, który pokazuje, gdzie naprawdę zaczyna się świat.

Rate article
Fajna Tajna
Zdarza się i w Polsce…