Zdarza się…

Tak bywało…

Rodzice bardzo oczekiwali na pojawienie się Tadeuszka. Ciąża była jednak trudna, a chłopiec przyszedł na świat wcześniakiem. Leżał w inkubatorze. Wiele narządów było niedojrzałych. Wentylacja, dwie operacje, odwarstwienie siatkówki.

Dwa razy pozwolono rodzinie się pożegnać z synkiem. Ale Tadeuszek przeżył.

Jednak szybko wyszło na jaw, że prawie nie widzi i niemal nie słyszy. Rozwój fizyczny powoli się poprawiał Tadeuszek usiadł, chwycił zabawkę, potem zaczął chodzić przy meblach. Ale intelektualny w ogóle. Rodzice początkowo jeszcze mieli nadzieję walczyli razem, potem ojciec, Michał, po prostu rozpłynął się w powietrzu, a mama Ela została sama na polu bitwy.

Znalazła jakąś dotację gdy Tadeuszek miał trzy i pół roku, założono mu implanty słuchowe. Zaczął teoretycznie wszystko słyszeć, ale uparcie się nie rozwijał. Zajęcia z logopedami, tyflopedagogiem, psychologami i kim tam jeszcze… Ela przychodziła z Tadeuszkiem do mnie wielokrotnie.

Mówiłam: a spróbujmy jeszcze tego, tamtego, owego… Matka próbowała wszystkiego. Bez efektu. Tadeuszek najczęściej siedział cicho w kojcu, kręcił jakimś przedmiotem. Stukał nim w podłogę. Grzebał zębami w ręce, czasem jeszcze w czymś. Czasem wył jednym tonem. Czasem wył falująco. Matka twierdziła, że ją rozpoznaje, woła ją jakimś swoistym gruchaniem i lubi, jak mu drapie plecy i nogi.

W końcu stary psychiatra powiedział jej: no i jaki mu tu dać rozpoznanie? Warzywo na chodzie. Pani niech podejmie jakąś decyzję i żyje dalej. Albo go pani oddaje, albo po prostu opiekuje się nim przecież już pani umie? Nie widzę sensu czekać na cud czy własne pogrzebanie się przy kojcu. To był jedyny człowiek, który powiedział jej coś stanowczego. Ela oddała Tadeuszka do specjalnego przedszkola i wróciła do pracy.

Po jakimś czasie kupiła motocykl zawsze chciała mieć. Zaczęła jeździć z paczką po Warszawie i okolicach, a ryczący silnik zagłuszał wszystkie smutki. Michał płacił alimenty, a ona wydawała wszystko na opiekunki na weekendy Tadeuszek nie był trudny w opiece, tylko trzeba przywyknąć do jego wycia. Potem jeden motocyklista, Jarek, powiedział do Eli: wiesz, mam na ciebie niesamowitą chrapkę, coś w tobie mnie pociąga, taki tragiczny wdzięk.

Chodź, pokażę ci coś odparła Ela.

Ucieszył się, myśląc, że zaprasza go do siebie i do łóżka. Ona pokazała mu Tadeuszka. Chłopak był akurat rześki, wył modulowaną falą i gruchał może poznał matkę, może zaniepokoił się na widok obcego.

O rany, niezła jazda! wykrztusił Jarek.

A co sobie wyobrażałeś? odpowiedziała Ela.

Po jakimś czasie zaczęli nie tylko jeździć, ale i mieszkać razem. Jarek nie zbliżał się do Tadeuszka (ustalili to wcześniej), a Ela tego nie chciała. Po pewnym czasie Jarek powiedział: może zróbmy sobie dziecko? Ela ostro: a jak znowu się taki urodzi? Jarek zamilkł na niemal rok, potem wrócił do tematu: nie, ja jednak bardzo chcę.

Urodziła się Małgosia całkiem zdrowa. Jarek rzucił: to może oddajmy teraz Tadka do ośrodka? Skoro mamy normalną córkę? Ela odpowiedziała: prędzej ciebie oddam. Jarek szybko się wycofał: Pytam tylko… Małgosia odkryła Tadka, gdy miała nieco ponad dziewięć miesięcy, już raczkowała.

Natychmiast się zainteresowała. Jarek się złościł: nie puszczaj jej do niego, jeszcze ją skrzywdzi! Ale Jarek wiecznie był w pracy lub na motocyklu, a Ela puszczała. Kiedy Małgosia raczkowała obok, Tadek nie wył. I wydawało jej się, że chłopiec słucha i czeka. Małgosia przynosiła zabawki, pokazywała Tadeuszowi, jak się bawić, sama składała mu palce i dłonie.

Pewnego razu Jarek rozchorował się i musiał zostać w domu przez weekend. Zobaczył, jak Małgosia niepewnie chodzi po mieszkaniu i cicho coś papla, a za nią, niemal przykuty do niej, idzie Tadeusz (wcześniej siedział ciągle samotnie w rogu pokoju). Jarek rozpętał awanturę i zażądał: albo odizolujesz mojego dziecka od twojego głupka, albo będziesz przez cały czas go pilnować. Ela bez słowa wskazała drzwi.

Wystraszył się. Pogodzili się. Ela przyszła do mnie:

On jest jak Pinokio, ale go kocham powiedziała. Okropne, prawda?

To naturalne odpowiedziałam. Kochać dziecko niezależnie od…

Ja mówię o Jarku, poprawiła Ela. Tadek dla Małgosi jest groźny? Co sądzisz?

Powiedziałam, że biorąc pod uwagę całość, to Małgosia wiedzie w tej parze prym, ale i tak trzeba mieć oko. Tak ustaliłyśmy.

W półtora roku Małgosia nauczyła Tadeusza układać piramidkę według wielkości. Sama już mówiła zdaniami, śpiewała proste piosenki i pokazywała zabawy typu idzie rak nieborak. Moja córka jest jakaś cudowna? spytała Ela. Jarek kazał pytać. Już pęka z dumy u kolegów dzieci w tym wieku nie mówią jeszcze mama, tata.

Myślę, że to przez Tadzia domyśliłam się. Nie każdy taki maluch ma okazję być lokomotywą czyjegoś rozwoju.

No właśnie! Ela się ucieszyła. Powiem temu kłodzie z oczami.

Niezła rodzinka pomyślałam warzywo na chodzie, kłoda z oczami, kobieta na motorze i cud-dziewczynka. Gdy Małgosia nauczyła się korzystać z nocnika, poświęciła jeszcze pół roku, by nauczyć tego brata. Potem Ela już sama poprosiła córkę, by pomogła Tadeuszowi jeść, pić z kubka, ubierać się i rozbierać.

Kiedy Małgosia miała trzy i pół roku, postawiła sprawę jasno:

Co w ogóle jest z Tadziem nie tak?

Przede wszystkim nic nie widzi odpowiedziała Ela.

Widzi przecież. Tylko słabo. To widzi, a tamtego już nie. Zależy od światła. Najlepiej widzi w łazience pod lampą tam dużo widzi.

Oftalmolog mocno się zdziwił, gdy po wyjaśnienia przyszła z trzyletnią dziewczynką, ale wszystko wysłuchał i zalecił nowe badania oraz trudne okulary.

Przedszkole szło Małgosi dramatycznie źle. Ona powinna chodzić do szkoły! Taka mądra! zirytowała się wychowawczyni. Nie można z nią wytrzymać, wszystko wie lepiej.

Stanowczo odwiodłam Elę od wcześniejszej szkoły: lepiej niech Małgosia chodzi na kółka i rozwija Tadzia. Ku mojemu zdziwieniu, Jarek się zgodził: niech Ela jeszcze trochę zostanie z nimi, po co dziecku ten głupi żłobek? Zauważyłaś, że Tadek już od roku nie wyje?

Po kolejnych sześciu miesiącach Tadeusz powiedział: mama, tata, Małgosia, daj, pić, miau-miau. Do szkoły poszli razem. Małgosia bardzo się denerwowała: jak on tam sobie poradzi beze mnie? Czy tam są dobrzy specjaliści? Czy go zrozumieją? Lekcje zresztą i w piątej klasie najpierw odrabia z Tadziem, a dopiero później swoje.

Tadeusz mówi prostymi zdaniami. Umi nauczyć się czytać, korzystać z komputera. Lubi gotować i sprzątać (Małgosia albo mama nim kierują), lubi siedzieć na ławce przed blokiem i oglądać, słuchać, wąchać. Wyznaje wszystkich sąsiadów i zawsze się z nimi wita. Lubi lepić z plasteliny, budować i niszczyć konstrukcje.

Ale najbardziej na świecie uwielbia, kiedy całą rodziną jadą motocyklami polnymi drogami poza Warszawą on z mamą, Małgosia z tatą, i wszyscy razem zawodzą coś do wichru w uszach…

Rate article
Fajna Tajna
Zdarza się…