GORZKIE SZCZĘŚCIE
Czymże ci ta dziewczyna zawiniła? Przecież to porządna panna. Skromna, czysta, uczy się. Kocha cię Maria Zbigniewna spojrzała z wyrzutem na syna.
Mamo, ogarnę to sam Przemek jakby postawił kropkę w tej bezsensownej rozmowie.
Maria Zbigniewna wyszła z pokoju.
Ogarnie, on Ile to już kobiet przewinęło się przez jego życie Sam już pod czterdziestkę. Zaraz żadna nie będzie mu potrzebna. Wiecznie mu coś nie pasuje, myślała, głęboko wzdychając.
Synku, chodź na obiad! zawołała z kuchni.
Przemek z miejsca odpowiedział i z apetytem zabrał się za barszcz mamy.
Dziękuję, mamusiu. Jak zawsze pysznie.
Lepiej byś to swojej żonie kiedyś mówił, a nie mnie Maria Zbigniewna nie potrafiła się uspokoić.
Mamo Przemek dopił kompot i już miał wychodzić z kuchni.
Zaczekaj, synu. Wiesz, przypomniało mi się, jak kiedyś byłam u wróżki. Na wejściu powiedziała mi tak:
Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.
Oj mamo, nie wierz w takie rzeczy Przemek uśmiechnął się szeroko.
…Przemkowi przez różne okresy życia pojawiły się rozmaite ukochane i mniej ukochane kobiety…
…Irmina była mądra, dużo czytała, czasem aż za poważna jak na swoje lata. Potrafiła dawać sensowne rady starszemu o dziewięć lat Przemkowi.
Na początku mu się to podobało, a potem zaczął widzieć w Irminie tylko dobrego kolegę. Nic więcej. Wszystko między nimi robiło się mdłe. Rozstali się.
Polina już miała ośmioletniego synka. Przemek nie zdołał się z nim dogadać choć wydawało mu się, że Polę kocha. Ona była piękna, ale z charakterkiem. Ciężko było się z nią dogadać. Za każdym razem, gdy któryś z nich zawinił, kupował jej prezenty. Ich kłótnie były zupełnie bez sensu.
Czegoś tym relacjom brakowało. Najwyraźniej spokoju, równowagi.
Weronika była jak ideał. Takich kobiet to trzeba ze świecą szukać…
Przemek już myślał, by się z nią ożenić. Wera była poukładana, czysta, rozsądna. Z nią trzeba było rozmawiać, jak to się mówi w białych rękawiczkach.
Przemek nawet zamieszkał w jej mieszkaniu. Był gotów mieć z nią dzieci byle nie jedno.
A jednak…
Pewnego dnia wrócił z delegacji, a Weronika była w łóżku z dawnym kolegą z klasy. Klasyka…
Przemek wrócił do domu matki. Podjął decyzję dość już tej całej melodramy.
Zostanę singlem. To też niezła opcja. Najmocniejsza rodzina to ta złożona z jednego człowieka żartował do mamy.
Maria Zbigniewna tylko wzruszała ramionami i westchnęła:
Czy naprawdę nie zaznasz szczęścia, synku…
A szczęście przyszło. Niespodziewanie, jak to bywa.
Przemek ruszył w kolejną delegację. W pociągu zajął swoje dolne miejsce. Do przedziału weszła kobieta:
Młody człowieku, może zamienimy się miejscami? Odda mi pan dół?
Nie ma sprawy odpowiedział Przemek.
Oglądał ją od stóp do głów. Nic specjalnego. Ale serce mu mocniej zabiło. To ona?
Przemek wskoczył na górną pryczę. Przysnął…
Dobrze, że się pan obudził. Proszę się przysiąść, poczęstuję czymś zaprosiła nieznajoma.
Przemek zszedł, zaczęli rozmawiać.
Klaudia przedstawiła się kobieta.
Przemek. Miło mi, Klaudio.
Przegadali cały wieczór. Przemek od razu poczuł się przy niej tak swobodnie, jakby znał ją od zawsze. Nawet nie próbował imponować jej swoją charyzmą.
Wymienili się numerami. Tak na wszelki wypadek…
Minęło kilka tygodni i Przemek zapragnął usłyszeć głos Klaudii.
I zaczęło się…
Spotkania, pocałunki, zapewnienia…
Przemek sam nie pojmował, jak mógł kiedykolwiek żyć bez tej kobiety. Czterdziestka na karku!
Poprzednie kobiety łatwo zostawiał, a teraz… Tu już nie ma brzegów, nie ma granic.
Przemek chciał całkowicie zanurzyć się w życiu Klaudii.
Owiała go czystą miłością, opieką, zrozumieniem.
Trzy miesiące po poznaniu oświadczył się Klaudii, trzymając w dłoniach jej ręce.
Przemek, jestem starsza od ciebie o siedem lat. Mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Klaudia nie potrafiła i nie chciała kłamać. Powiedziała prawdę.
I wdowa. Klaudia, wiem o wszystkim. Widziałem twoje dzieci. Zamieszkacie u mnie. Sprawa załatwiona.
Kocham cię całą, każdy kawałek ciebie. Jesteś moim przypadkiem i ostatnią kobietą Przemek pocałował ją w usta.
Dobrze, Przemek, spróbujmy Klaudia nieco się zawstydziła.
Nie, Klaudio, my nie będziemy próbować. My po prostu już jesteśmy razem Przemek ujął ją za rękę. Słyszysz? Na zawsze.
Maria Zbigniewna, gdy dowiedziała się o planach syna, zdołała tylko powiedzieć:
No wybrałeś sobie… Najcichsza z cichych…
…Po dziewięciu miesiącach urodziło im się… dziecko słońca. Córeczka.
Przemek czuł wielką radość, ale też przeżywał, martwił się o Klaudię.
Dziecko słońca to nieskończone trudności…
…Teraz córeczka Przemka i Klaudii ma osiem lat. Cała rodzina kocha dziewczynkę miłością ogromną.
Przemek ubóstwia Klaudię.
Gorzkie, ale szczęścieWieczorem, gdy wszyscy domownicy usnęli, Przemek stał w półmroku w pokoju dziecięcym. Patrzył na małą spała z rączką pod policzkiem i lekko rozchylonymi ustami, jakby szeptała swój własny, tylko sobie znany sen.
Cicho przysiadła obok Klaudia. Położyła mu dłoń na ramieniu. Przemek, ustami na jej skroni, westchnął:
Wiesz, czasem myślę o tych słowach mojej mamy Gorzki los, gorzkie szczęście.
Klaudia uśmiechnęła się łagodnie, dotknęła jego dłoni.
Gorzka czekolada jest najsłodsza, kiedy się ją dzieli z kimś bliskim. Może o to chodziło?
Przemek milczał chwilę. Cisza domu niosła w sobie ciepło dziecięce posapywanie, oddechy, odległe szczekanie psa zza okna.
Tak, Klaudio powiedział w końcu. I wiesz co? Nie zamieniłbym tej naszej gorzkości na żadne inne szczęście świata.
Przytulił żonę mocno.
Nagle córeczka otworzyła oczy, patrząc na nich z powagą i tą dziecięcą ufnością, która potrafi stopić najtrudniejsze lody.
Tato, śniło mi się, że wszyscy jesteśmy razem w wielkim ogrodzie i świeci słońce. Nawet pani Maria była i się śmiała.
Przemek uśmiechnął się.
Wiesz, córeczko, my naprawdę jesteśmy w słońcu. Każdego dnia. Nawet jeśli czasem spada deszcz.
Klaudia przytuliła dziecko. Przemek otulił je ramieniem. I tak siedzieli we troje, jakby żadne gromy tego świata nie mogły zburzyć ich delikatnego, słodko-gorzkiego szczęścia które wreszcie umiał przyjąć i zatrzymać w sercu na zawsze.



