Cud pod Nowy Rok
Piotrek, wytłumacz mi, proszę, jak ty mogłeś zapomnieć?! Przecież rano ci kilka razy o tym przypominałam, nawet SMSa wysłałam! Agnieszka patrzyła na męża z wyrzutem.
A on stał w drzwiach kuchni, ze skruszoną miną, i tylko wzruszał ramionami.
No nie wiem sam, Aga… Po prostu wyleciało mi z głowy i koniec próbował się tłumaczyć Piotr.
A telefon?
Nie wyciągałem z kieszeni, więc nie zobaczyłem wiadomości od ciebie…
Agnieszka już się w środku gotowała.
Czyli nowego akumulatora do samochodu nie zapomniałeś kupić, a prezentu dla córki pod choinkę już nie dałeś rady zapamiętać?
Wyleciało… Sklep z częściami samochodowymi czynny był tylko do ósmej, to się spieszyłem i zapomniałem o całym świecie. Wybacz.
Czasami wydaje mi się, Piotrek, że ta twoja stara gruchota, która się co chwilę psuje, ważniejsza jest dla ciebie niż Marysia Agnieszka usiadła na stołku i westchnęła ciężko, spoglądając na zegarek.
Było pięć minut do jedenastej. Późno, noc za oknem, już nic nie da się naprawić. Ta bezsilność bolała jeszcze bardziej.
Aga, nie mów takich bzdur! Kocham Marysię, przecież dobrze o tym wiesz. Po prostu… zapomniałem. Każdemu się zdarza.
Mi się nie zdarza, Piotr! Agnieszka chciała krzyczeć, ale mówiła ściszonym głosem, żeby czasem córka nie usłyszała.
Mąż chciał ją objąć, żeby załagodzić awanturę, ale Agnieszka odsunęła się i odwróciła plecami…
…i zaczęła nakładać sałatkę jarzynową do miski.
Pół dnia się z tą sałatką męczyłam, żeby mu zrobić przyjemność, a on… zapomniał o prezencie dla córki!
Wiedziałam, trzeba było sama wszystko zrobić mruczała pod nosem Agnieszka. Ale nie, zaufałam tobie, Piotr. Myślałam, że jesteś odpowiedzialny.
Aga, wiem, że zawiniłem, ale pomyśl nic strasznego się nie stało powiedział Piotr. No trudno, nie będzie prezentu pod choinką. Powiemy Marysi, że…
Co jej powiemy, kochany? Że tata w wieku 35 lat już na sklerozę cierpi albo że ważniejsze było kupno akumulatora?
Może powiemy, że Święty Mikołaj w tym roku miał za dużo pracy i nie zdążył. Jutro rano kupię jej prezent i dam, powiem, że od Mikołaja.
Gdzie ty go niby kupisz?! Jutro większość sklepów zamknięta. Tylko spożywczaki otwarte. Eh, Piotr, Piotr…
Złość Agnieszki była uzasadniona.
Odkąd urodziła się Marysia, w ich rodzinie narodziła się piękna tradycja: tuż po dwunastej w Nowy Rok wszyscy szli razem do choinki i… znajdowali tam prezenty.
Najwięcej radości z tego miała Marysia, która jak wiele dzieci wierzyła w Świętego Mikołaja i noworoczne cuda. Tak szczerze się cieszyła, znajdując pod drzewkiem to, o czym od dawna marzyła.
Tyle w niej było emocji, gdy sama rozwijała wymarzone pudełko przewiązane wstążką.
Dziś Marysia już kilka razy zaglądała pod choinkę (może prezent pojawi się przed północą?) i rozmawiała z mamą o tym, jak bardzo czeka na niespodziankę od Mikołaja.
Ciekawe, co w tym roku przyniesie mi dziadek Mikołaj? rozmyślała na głos dziewczynka. Najbardziej chciałabym rower, jak ma Wojtek z drugiej klatki… Albo rolki, też byłyby super.
Agnieszka uśmiechała się do córki. W tym roku prosiła Piotra, żeby kupił Marysi rolki.
To ona zwykle wybierała prezent, ale dziś Piotr musiał zostać dłużej w pracy i uznała, że łatwiej będzie, jeśli po drodze do domu sam załatwi sprawę.
Piotr wrócił po ósmej, a gdy dwie godziny później Agnieszka zaczęła nakrywać stół i zaczęła spiskowo pytać o prezent, nagle Piotr sobie przypomniał, że… nic nie kupił.
Aga, nie psujmy sobie święta powiedział Piotr, nieudolnie próbując objąć żonę. Naprawdę nie zrobiłem tego specjalnie. Może sam powiem Marysi, co się stało? Pomówię z nią, zrozumie.
Agnieszka milczała. Nadal nakrywała do stołu, a po policzkach spływały jej łzy. Jak on mógł zapomnieć o prezencie dla własnej córki?!
Do samego końca wierzyła, że Piotr jednak ukrył gdzieś niespodziankę i tylko czekał, by położyć ją pod choinką.
Teraz już było za późno sklepy zamknięte, nic nie da się kupić…
Może pomóc? nieśmiało zapytał Piotr, obserwując, jak Agnieszka rozkłada talerze.
Dziękuję, już pomogłeś… Nie trzeba.
Wtedy do kuchni wbiegła roześmiana Marysia, która obejrzała chyba już wszystkie świąteczne bajki:
Mamo, tato! Do Nowego Roku zostało mniej niż dwie godziny! Zaraz Mikołaj przyniesie mi prezent!
Agnieszka rzuciła złowrogie spojrzenie w stronę męża.
Szybko się jednak odwróciła, by nie psuć córce nastroju. Już miała plan, jak wybrnąć. Po prostu włoży pod choinkę kopertę z pieniędzmi, na której napisze: Na rolki dla Marysi.
To nie to, czego dziewczynka oczekuje w sylwestrową noc, ale lepsze niż nic.
Może się uda.
*****
Gdy o jedenastej cała rodzina zasiadła do odświętnego stołu, ktoś zapukał do drzwi.
Piotrek, zapraszałeś dziś gości? zdziwiła się Agnieszka. Na pewno nie ja.
Ja też nikogo nie zapraszałem. Może sąsiedzi? Idę sprawdzić, nalejcie sobie soku odpowiedział gospodarz.
Otwierając drzwi, Piotr zobaczył przed sobą brodatego mężczyznę w czerwonej, obdartej kurtce. Na Świętego Mikołaja nie wyglądał ani trochę. Bardziej już na bezdomnego. Widać to było i po wyglądzie, i po zapachu, który nie przypominał wody kolońskiej.
Czego pan chce? Z pomyleniem mieszkania, czy po pieniądze? Uprzedzam, nie dam ani grosza, bo i tak wszystko pójdzie na alkohol.
Nie, nie, nie zamierzam żebrać, nie jest mi aż tak źle odparł z werwą nieznajomy.
Nie jest źle?! Chyba żartuje Piotr ledwo powstrzymał się od śmiechu.
Nie miał nigdy pretensji do bezdomnych, a wręcz im współczuł, ale ta odpowiedź wydała mu się rozbrajająca.
No to o co chodzi? Piotr wyszedł na klatkę i przymknął drzwi, żeby aromat się nie rozchodził po mieszkaniu.
Proszę pana, znalazłem tu kotka w bloku, popatrzcie, jaki śliczny wyjął spod kurtki puszystą kuleczkę. Może pański? Zagubił się?
Piotr parsknął śmiechem.
Gość się zorientował, że na kasę nie ma co liczyć, to próbuje wciskać kotka równie bezdomnego jak on sam.
Przepraszam, pierwszy raz tego kota widzę na oczy. Zwierząt u nas w domu nigdy nie było.
A może byście przygarnęli? Jeśli macie córkę, będzie wniebowzięta.
To jasne, wiedziałem kotek do sprzedania… Piotr pokręcił głową.
Nie chcemy, dziękuję.
Rozumiem… brodacz zwiesił głowę. No cóż, zaniosę go na śmietnik.
Już chciał odejść, chowając kotka pod kurtkę, gdy nagle Piotr chwycił go za ramię.
Ej, zaraz! Co to znaczy na śmietnik? Po co małe kocię wynosić? Po prostu zostaw w bloku.
Z klatki go wyrzucą, a na śmietniku zawsze są kartony, do których się schowa… I jedzenia trochę się znajdzie.
Piotr generalnie był obojętny na zwierzęta, ale nagle zrobiło mu się żal malucha.
Wyobraził go sobie całkiem samego w mroźną noc głodny i zmarznięty…
Gdyby był czas może dłużej by się nad tym zastanawiał. Ale czasu nie było. W kuchni czekały żona z córką, a facet już miał wyjść…
Dawaj go tu! wykrzyknął Piotr, wyciągając kotka z rąk mężczyzny. Nie wyrzucaj go, proszę.
Jak pan chce mrugnął dobrotliwie brodaty. Po czym skinął głową i zniknął na schodach.
*****
Wchodząc do mieszkania, Piotr zobaczył zaniepokojone twarze Agnieszki i Marysi.
Czemu cię nie było tak długo? Stało się coś?
Nie, wszystko w porządku uśmiechnął się Piotr, chowając kotka za plecami i modląc się, żeby nie miauknął.
Gdyby Agnieszka się zorientowała, kogo wniósł do domu od razu by go wyrzuciła na zewnątrz. I niekoniecznie chodzi o kotka.
Jasne, zaraz się dowie, ale Piotr potrzebował chwili na oswojenie żony z zamiarem.
Musiał też uzasadnić, czemu chwilę przed Nowym Rokiem przywlókł do mieszkania bezdomnego kota bez pytania innych domowników.
Kto to był? Agnieszka spojrzała podejrzliwie. Czyżby coś kombinował?.
Nasz sąsiad, Wiktor. Ten z piątego piętra. Chciał porady, jaki akumulator do auta kupić.
Aaa, to rozumiem… Przecież ty jesteś ekspertem od akumulatorów. Dobra, Piotr, umyj ręce i do stołu, bo Nowy Rok za chwilę.
Już idę, pięć minut.
Gdy żona i córka wróciły do kuchni, Piotr zaczął się miotać po mieszkaniu, szukając miejsca na ukrycie kotka.
Na balkon za zimno; do łazienki niebezpiecznie, ktoś zaraz wejdzie. Pokój Marysi też nie, sypialnia odpada, zostaje salon…
Piotr, długo jeszcze?! krzyknęła zza kuchni Agnieszka. Ile można na ciebie czekać?!
Zaraz, już idę!
Bez namysłu schował kotka do dolnej półki w szafie, uchylając drzwiczki, by miał czym oddychać, i popędził do kuchni.
*****
Szczęśliwego Nowego Roku! słychać było wiwaty na zewnątrz.
Piotr także złożył życzenia żonie i córce. Tradycyjnie życzył im zdrowia i szczęścia.
W tym czasie Marysia odstawiła szklankę z sokiem i popędziła do salonu. Agnieszka przypomniała sobie, że zapomniała położyć kopertę z pieniędzmi pod choinkę, i ze złością spojrzała na Piotra. Przez ciebie wszystko…
Sam teraz ją pocieszaj!
Ale Marysia wcale się nie zasmuciła. Przeciwnie: po chwili rozległ się przeraźliwy okrzyk radości.
Tak głośno, że zagłuszyła nawet uliczne fajerwerki.
Mamo, tato! Chodźcie tu szybko! Zobaczcie, co zostawił mi pod choinką Mikołaj!
Piotr i Agnieszka wbiegli do salonu i oniemieli. Przy choince stała Marysia, a pod drzewkiem leżał mały biały kotek.
Marzyłam o kotku od dawna, a Święty Mikołaj mi go przyniósł! zapłakana z radości krzyczała córka. Nazwę go Śnieżek!
Dziewczynka przytuliła puszyste maleństwo, a Agnieszka odciągnęła Piotra na bok.
Co to ma znaczyć? Skąd on się wziął?! To twoja sprawka?
Aga, tylko się nie złość, zaraz ci wszystko wytłumaczę zaczął się tłumaczyć Piotr.
Złościć? O czym ty mówisz?!
Agnieszka spojrzała na córkę.
Popatrz tylko, jaka Marysia szczęśliwa. Powinieneś mi tylko powiedzieć, że szykujesz niespodziankę powiedziała, przytulając męża i całując go w policzek.
Piotr stał zdziwiony, nie mogąc uwierzyć, że tak łatwo uszedł z życiem.
Widać, co prawda, że w Nowy Rok dzieją się prawdziwe cuda. Córka szczęśliwa, żona już nie ma gniewu.
A wszystko to przez śnieżnobiałego kotka i…
Nagle Piotr przypomniał sobie o bezdomnym.
Słuchaj, Aga… Sprawa jest taka…
Nachylił się, coś jej wyszeptał na ucho, a ona spojrzała zdziwiona i kiwnęła na zgodę.
*****
No to, Władek brodaty mężczyzna poklepał kolegę po plecach. Wszystkie kociaki znalazły dom, chwała Bogu. Możemy wracać do piwnicy, zanim ktoś zamknie wejście na noc.
Udało się nam świetnie, Staś. Dobra miałeś myśl z tą śmietnikiem uśmiechnął się drugi.
Myślisz? Bałem się, że wyleją mnie na schody za takie słowa.
Ryzyko było. Ale tylko ktoś, komu naprawdę los kota nie jest obojętny, zabierze go do domu, byle nie dopuścić, by znalazł się na śmietniku.
Właśnie…
Dobrze więc, że kociaki w dobrych rękach, będzie im lepiej. Mądrze wymyśliłeś.
Bezdomni siedzieli na ławce pod blokiem, gdzie dzisiaj udało im się rozdać czwórkę małych kociąt, znalezionych rankiem w piwnicy.
Ludzi na ulicy było sporo, ale nikt ich nie przeganiał, jak to często bywało,
Niektórzy nawet życzyli im zdrowia i szczęścia. Mężczyźni dziękowali, życząc także wszystkiego najlepszego.
Nagle drzwi klatki się otworzyły i wybiegł Piotr. Rozejrzał się dookoła, zauważył ławkę i zamachał ręką, po czym pobiegł do nich.
Czego on chce? Zmienił zdanie, kotka chce oddać? zdziwił się Staś, rozpoznając Piotra.
To ten? Zaskakujące…
Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! zawołał Piotr, podbiegając do nich z torbą. Przygotowaliśmy z żoną dla was noworoczny poczęstunek.
Dziękujemy. Szczerze, nie spodziewaliśmy się uśmiechnęli się Władek i Staś.
A to ode mnie osobiście podał brodatemu butelkę szampana. Żeby nie było za sucho, jak to się mówi.
No to, Staś, teraz i my świętujemy jak ludzie. Cuda naprawdę się zdarzają ucieszył się Władek, zacierając ręce.
Piotr już chciał odejść, ale zatrzymał się i odwrócił.
Gdzie zamierzacie świętować, jeśli wolno spytać?
W tej piwnicy, niedaleko. Ciepło, sucho, kartony do spania…
A wiecie co? Chodźcie ze mną.
Po pięciu minutach trójka podeszła do garażu. Piotr otworzył bramę i gestem zaprosił w środku.
Rozgośćcie się. Jest tu tapczan, grzejnik, stół, nawet trochę naczyń. Będzie wam wygodniej niż w piwnicy. Samochód wyjadę na podwórko.
Zmieścimy się, nie ma potrzeby chciał zaprotestować Staś z Władkiem.
Ale Piotr pokręcił głową.
Niech stoi na zewnątrz, nic się nie stanie. I proszę, nie upijajcie się tutaj za bardzo.
Nie ma mowy, my tylko symbolicznie, dla uczczenia okazji zapewnił Staś.
Dobrze. Wierzę wam. Jutro zajrzę, pogadamy, może będę mógł wam pomóc znaleźć jakieś miejsce.
Niespodziewane… wymamrotał Władek.
Nie mów… przytaknął Staś.
Taka to była noc. Prawdziwie noworoczna… i cudowna.



