Minęło już 15 lat, odkąd wyszłam za mąż za Macieja. Od samego początku teściowa dała mi jasno do zrozumienia, że nigdy nie zostaniemy przyjaciółkami. Nasz ślub odbył się mimo sprzeciwu z jej strony, a ja i Maciej długo nie mogliśmy doczekać się dzieci. Czekaliśmy aż dziesięć lat, zanim los obdarzył nas córeczką i synkiem.
Maciej radził sobie świetnie był dyrektorem w dużej warszawskiej firmie, dzięki czemu mogłam poświęcić się opiece nad dziećmi w trakcie urlopu macierzyńskiego. Bardzo mi to odpowiadało.
Moja mama mieszkała daleko, w Gdańsku, więc nie mogła mi pomagać, a teściowa przez wszystkie te lata nie zmieniła do mnie nastawienia. W jej oczach byłam nikim, zwykłą dziewczyną ze wsi, która przywłaszczyła sobie jej syna. Zawsze marzyła o lepszej synowej dla Macieja. Ale to mnie wybrał.
Moje szczęśliwe życie rozpadło się w jednej chwili.
Pewnego dnia wróciłam z dziećmi ze spaceru i od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Na stoliku nocnym leżała kartka. Idąc przez mieszkanie zauważyłam, że rzeczy Macieja zniknęły. Porzucił nas, a w liście nabazgrał niedbale: Przepraszam, zakochałem się w innej. Nie szukaj mnie, wiem, że dasz sobie radę… Uwierz mi, tak będzie lepiej.
Natychmiast do niego zadzwoniłam, ale nie odebrał. Cisza. Maciej zniknął z naszego życia, zostawiając mnie samą z dziećmi. Nie wiedziałam nic: gdzie jest, z kim jest. Ze łzami w oczach zadzwoniłam do teściowej.
To tylko twoja wina powiedziała z satysfakcją. Przecież ostrzegałam, że tak to się skończy. Czego się spodziewałaś?
Byłam kompletnie rozbita. Za co jestem winna? Przecież starałam się jak mogłam Trudno było to przyjąć do wiadomości, a jeszcze trudniej myśleć o przyszłości. Maciej nie zostawił ani złotówki, praktycznie bez środków do życia.
Nie mogłam wrócić do pracy, bo nie miałam z kim zostawić dzieci. Przypomniałam sobie jednak, że kiedyś miałam pracę dorywczą pisałam teksty naukowe. To pozwoliło mi ledwo przetrwać następne pół roku. Przez te wszystkie miesiące nie miałam żadnego sygnału od męża.
***
Któregoś jesiennego wieczoru ktoś zapukał do drzwi. Pomyślałam, że to sąsiadka, ale zobaczyłam w progu zapłakaną teściową. Wpuściłam ją do środka. Z łzami wyznała, że nowa dziewczyna Macieja okazała się oszustką i zostawiła go praktycznie z niczym. Teraz ledwo wiążą koniec z końcem. Teściowa błagała, żebym pozwoliła jej u nas zamieszkać.
Nie wiem, co mam zrobić. Czy ją przebaczyć? Czy powinnam zrobić tak, jak oni niedawno ze mną wyrzucić ją z naszego życia?



