Stopniowo udało nam się doprowadzić wodę do domu cioci, a z czasem także gaz. Potem zajęliśmy się wszystkimi potrzebnymi udogodnieniami. Kiedyś natrafiłam na ogłoszenie o domu cioci Danuty na jednej z polskich stron dotyczących nieruchomości.
Moja siedemdziesięcioośmioletnia ciotka ma dwie siostry jedna to moja mama. Ciocia Danuta wyszła za mąż co najmniej dziesięć razy. Jej ostatni małżonek, pan Marian, zmarł dziesięć lat temu. Nigdy nie mieli dzieci. Przez cały ten czas mieszkali w bardzo starym, wiejskim domu dwa małe pokoje i wychodek na podwórku.
Pan Marian był człowiekiem pełnym energii, znanym w całej wiosce. Odwiedzaliśmy ich często. Druga siostra cioci mieszkała od lat w Gdańsku, a trzecia od dawna wyjechała do Szwecji. Utrzymywały kontakt głównie telefonicznie.
Po śmierci pana Mariana musieliśmy coraz częściej odwiedzać ciocię. Z własnych oszczędności kupowaliśmy dla niej węgiel i drewno na opał. Pomagaliśmy także w porządkowaniu ogrodu czy podczas sadzenia warzyw. Nigdy nie braliśmy od niej żadnych pieniędzy. Wiele razy zapraszaliśmy ją do nas, ale zawsze odmawiała uważała, że nie potrafiłaby żyć w mieście.
Z biegiem czasu udało nam się podłączyć do jej domu bieżącą wodę oraz gaz. Wyremontowaliśmy łazienkę i położyliśmy nowy dach, aby ciocia żyła wygodniej na wsi. W podziękowaniu ciocia Danuta powiedziała, że po jej śmierci dom przekaże naszym dzieciom.
Jeździliśmy do niej na każde wezwanie. Aż pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że wyjechała do Szwecji, zamieszkać ze swoją młodszą siostrą, Henryką. Zawsze były ze sobą w kontakcie, chociaż nie zawsze się dogadywały. Nagle pojawiła się między nimi prawdziwa siostrzana więź. Ale co z domem? Ciocia powiedziała, żebyśmy go zostawili, przynajmniej na razie.
Zastanawiałam się, czy może jeszcze wróci do Polski. Przecież siostra Henryka ma swoją rodzinę męża oraz dorosłą córkę Zofię. Mieszkają razem w jednym domu, w okolicach Sztokholmu.
Pewnego dnia pojechałyśmy z mamą do domu cioci, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Okazało się jednak, że nasz klucz nie pasuje zamki były wymienione, a na płocie pojawił się napis: Na sprzedaż wymalowany białą farbą.
W domu, przeglądając internet, znalazłam ogłoszenie o sprzedaży domu cioci. Zadzwoniłam pod numer do biura nieruchomości. Usłyszałam, że dom został niedawno sprzedany za prawie 200 tysięcy złotych. Długo nie mogłam się zdobyć na rozmowę z ciocią byłam na nią bardzo zła.
Gdyby nie my, ten dom nie byłby wart nawet ułamka tej sumy. Miesiąc później ciocia zadzwoniła do mnie i powiedziała, że sprzedała dom, a pieniądze przekazała swojej siostrzenicy Zofii, córce Henryki ze Szwecji. Teraz nie wiem, jak spojrzeć w oczy mojemu mężowi, bo przecież włożył w ten dom równie dużo pracy i pieniędzy co ja.
Zrozumiałam jednak, że czasem dobre serce nie zawsze spotyka się z wdzięcznością. Nasze działania powinny być podyktowane chęcią pomocy, nie oczekiwaniem na coś w zamian. Prawdziwa wartość tkwi w uczynkach, nie w doczesnych rzeczach czy obietnicach.



