Oszczędni znajomi zaprosili mnie na urodziny – wróciłam głodna, bo na stole było dokładnie po osiem …

Moi najlepsi oszczędni znajomi zaprosili mnie na urodziny. Wróciłam do domu no, zgadnijcie nie, nie z nową parą skarpet czy sentymentalnym polaroidem. Oczywiście głodna!

Mam takich znajomych, których śmiało mogę nazwać mistrzami oszczędzania. Oszczędzają wszędzie gdzie się da: na jedzeniu, na ubraniach, nawet na gościnności. Bynajmniej nie są ubodzy wręcz przeciwnie, jakby szeleszczą banknotami. Stać ich na niejednego schabowego. Ale jakoś tak nie mogą się przemóc, by podzielić się z innymi.

Do nich chodzę tylko w wyjątkowych okolicznościach. Zakrapiane telefony mamy na co dzień, spotkania tylko od święta. Tym razem okazją były urodziny. Poszłam, a wróciłam z żołądkiem wyjącym do księżyca.

Rano, zgodnie z planem, zapakowałam do torebki starannie wybrany prezent rzecz jasna z polskim akcentem i ruszyłam do pracy. Na imprezę zaproszono mnie na szesnastą. Jadłospis obiadowy ograniczyłam więc do kawy i dwóch kruchych ciastek, bo przecież na imprezie zgodnie z polską tradycją miało być tłusto i suto.

Oczywiście dotarłam punktualnie (tata zawsze mówił: Polak nie spóźnia się na jedzenie!). Wręczyłam prezent, złożyłam klasyczne życzenia: Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności!, zażartowałam: Przyszłam głodna jak wilk specjalnie się dziś głodziłam!. Gospodarz, z typowo warszawską miną, zapewnił mnie: Wszystko czeka, spokojnie!

Gości była ósemka, gospodarz z żoną totalnie swojsko. Wchodzę do salonu, patrzę stolik malutki jak podkładka pod śledzia, krzeseł ni widu, ni słychu. Tylko mikro sofa jakby wszyscy mieli wagę młodzieńca z Liceum imienia Mickiewicza. Myślę sobie: żartują? Gdzie ta polska gościnność?

No i bufet. Bufet to chyba było słowo klucz. Na stoliku (tak, policzyłam robota księgowej!) osiem plasterków kabanosa, osiem cienkich plastrów domowego baleronu, osiem półprzezroczystych plastrów sera żółtego. Pomidorki i ogóreczki wykastrowane do ośmiu wiórek. Całość ozdabiała mini-sałatka i zgrabnie ustawiona butelka gronowego wyrobu. Owoce? Również porcje unikatowe nic tylko śmiać się przez łzy.

Żułam ten plaster kabanosa z serem z miną nic się nie dzieje, Polacy! i autentycznie czułam pustkę w trzewiach. Nawet napić się nie miałam odwagi bez porządnej zagrychy. Gospodarz uśmiecha się: Przyniosę coś na ciepło!. Zapachniało polskim comfort food Żona wynosi talerz na każdym dokładnie jeden pieczony ziemniak i jedno kurczęce podudzie. Podejrzewam, że szacowali na kalkulatorze kaloryczność.

Tylko tort miał rozmiar godny słynnych piekarni w Poznaniu chociaż nie przesadzajmy, połowy nie starczyło na dokarmienie gości. Zabawa była przednia, śmiechu po pachy. Po półtorej godzinie wyślizgnęłam się cichcem do domu, głodna jak student po sesji.

Po drodze podskoczyłam jeszcze do Żabki, wrzuciłam do koszyka porządny chleb, twaróg i ogórki kiszone. W domu napełniłam brzuch jak Biesiada Piastowska.

Powiem Wam jedno: oszczędność to cecha godna podziwu, ale jeśli masz polską duszę, nie zapraszaj ludzi na urodziny bez solidnego kotleta. Inaczej zostaniesz zapamiętany jako bohater najskromniejszej polskiej kolacji ever!

Rate article
Fajna Tajna
Oszczędni znajomi zaprosili mnie na urodziny – wróciłam głodna, bo na stole było dokładnie po osiem …