Testament młodszego syna – Ostatnia wola najmłodszego z rodzeństwa

TESTAMENT MŁODSZEGO SYNA

Weronika nie odrywała wzroku od napisu Blok Operacyjny. Litery rozmywały się w oczach od wielogodzinnego oczekiwania, serce waliło jak szalone. W dłoniach nerwowo ściskała ulubioną zabawkę Karolka, jej czteroletniego najmłodszego synka: plastikowy, czerwony traktor z łyżką. Karolek oczywiście początkowo chciał niebieski traktor, jak z kreskówki, ale z czasem pokochał ten, podarowany przez kochanego tatę.

W końcu za zamglonymi szybami pojawiła się męska sylwetka, drzwi się otworzyły i w korytarzu stanął zmęczony lekarz. Weronika zerwała się z miejsca i podbiegła do niego:
Panie doktorze, i co? Jak przebiegła operacja? Jak Karolek?
Lekarz opuścił głowę, zdejmując z twarzy maseczkę:
Pani Weroniko, bardzo mi przykro Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy…

***
Weronika leżała na łóżku synka, skulona, tuląc do piersi jego poduszkę. Wciąż czuła zapach Karolka. Na lustrze wciąż widniał ślad jego małej, pokrytej ciastkiem rączki. Jak dobrze, że nie zdążyła wytrzeć tego lustra! Już nigdy go nie zabrudzi… Już nigdy nie położy swojej zmęczonej główki na tej poduszce.

Po policzku Weroniki popłynęła kolejna słona łza. Ból wypalił jej serce od środka. Zdrowe serce. Czego nie miał jej Karolek, najmłodszy synek. Starszy, Maciek, był zdrowy i już w miarę samodzielny miał osiemnaście lat i studiował na uniwersytecie. A Karolek… Jej niespodziewana, późna radość, która obróciła się w ogromny smutek. Całą ciążę badania wykazywały, że wszystko jest dobrze, dopiero tuż przed porodem przypadkiem wykryto poważną wadę serca… Podczas trudnej operacji coś poszło nie tak i teraz jej Karolka już nie ma…

***
Weronika zamknęła oczy i pogrążyła się w niespokojnym śnie. Tak jak przez ostatnie dni, śniła jej się słoneczna polana, usiana kolorowymi, pachnącymi kwiatami. W oddali stał jej Karolek, uśmiechnięty swoim charakterystycznym uśmiechem, ubrany w koszulę w autka. W ręce trzymał duży bukiet stokrotek.

Karolku! Synku! zawołała Weronika, ale Karolek jakby jej nie słyszał, zamyślony bawił się płatkami stokrotek.

Weronika biegła przez kwietną łąkę z wyciągniętymi ramionami. Niezależnie jak szybko biegła, nie zbliżała się do Karolka oddalał się coraz dalej. Zrozpaczona chciała go dosięgnąć, lecz nie mogła. Wtem Karolek spojrzał na nią, uśmiechnął się i rozmył w powietrzu. A jedynie chmurka płatków stokrotek powoli opadała na ziemię…

Weronika podeszła do miejsca, gdzie opadły płatki, i spojrzała pod nogi. Na zielonej trawie białe płatki utworzyły równy napis jakiś adres.

***
Weronika obudziła się z dzwoniącym telefonem. Spojrzała na ekran: Maciek.

Tak, synku odpowiedziała chrapliwie.
Mamusiu, dziś przyjadę. Przygotujesz mi coś pysznego?
Weronika zmusiła się do uśmiechu. Dość. Minęły prawie trzy miesiące od śmierci Karolka, ale przecież ma jeszcze starszego syna! Czas choć spróbować się pozbierać i zacząć dalej żyć.

Oczywiście, kochanie, na co masz ochotę? Może naleśniki?
Byłoby super, mamo! Już jestem w autobusie, niedługo będę!

Maciek starał się przyjeżdżać co weekend, by odciągnąć myśli rodziców od żałoby. Wiedział, jak im ciężko, sam przecież bardzo tęsknił za braciszkiem. Lecz życie trwało, a rodzinie trzeba było wspólnie nieść ten ciężar.

Weronika z trudem wstała i poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę, przejrzała półki i ze smutkiem odkryła, że nie ma mleka. Jej mąż, Witold, siedział przy stole i lutował jakąś płytkę w laptopie. Podniósł na żonę wzrok i spytał:
Coś potrzebujesz? Iść do sklepu?
Maciek zadzwonił. Jedzie, poprosił o naleśniki odparła spokojnie Weronika. Skończyło się mleko. Ale pójdę sama, przyda mi się ruch.

Witold podniósł brwi ze zdziwieniem. Pomału wraca do życia pomyślał z nadzieją.

Weronika powoli się ubrała i wyszła z domu. Lekki, wiosenny wietrzyk muskał jej twarz. Śpiewały ptaki, gałązki drzew stawały się coraz bardziej zielone. Przyroda budziła się do życia po zimie. Weronika westchnęła: Ach, Karolek nie zobaczył swojej piątej wiosny. Potrząsnęła głową i odgoniła posępne myśli, ruszając w stronę sklepu.

***
Włożywszy do koszyka mleko, ulubione cukierki Maćka, chleb i kurczaka, Weronika ruszyła do kasy. Nagle z sąsiedniego rzędu za regałami dobiegł ją znajomy śmiech. Serce zamarło z tęsknoty tak śmiał się jej Karolek. Pobiegła w tamtą stronę, lecz dojrzała tylko umykającą dziecięcą sylwetkę. Mimo wiedzy, że to niemożliwe, ruszyła za dzieckiem, po drodze przewracając kartonową reklamę jakiegoś produktu.

Schyliła się, by ją podnieść aż zamarła. Na białym tle czerwonymi literami widniał ten sam adres, co w snach.

Karolku, co chcesz mi powiedzieć? szepnęła Weronika.

Wracając do domu, czuła, że wszystko to dzieje się nie bez powodu. Karolek próbuje jej coś przekazać. Ale co? Trzeba sprawdzić ten adres w internecie. Ale nie dziś dziś przyjedzie jej jedyny syn, musi go dobrze przyjąć, postarać się trzymać w ryzach smutek.

***
Wieczór minął zaskakująco ciepło. Weronika nawet umiała się uśmiechać, słuchając studenckich opowieści Maćka. Chłopak pałaszował domowe jedzenie, a Weronika z Witoldem z czułością na niego patrzyli ich pierworodny, i teraz jedyny syn. Wreszcie wszyscy rozeszli się do pokojów, zapanowała nocna cisza.

Zmęczona dniem, Weronika bardzo szybko usnęła. Nad ranem śniło jej się, jak z łazienki dobiegają ciche dźwięki śpiewania. Serce jej zadrżało, oddech ścisnęło: głosu Karolka nie sposób pomylić. Śpiewał swoją ulubioną piosenkę z kreskówki o niebieskim traktorze…

Z trudem przełknęła ślinę, wstała z łóżka i boso podeszła do łazienki, starając się robić jak najmniej hałasu. Ostrożnie otwarła drzwi nikogo nie było, oczywiście. Łzy same popłynęły z oczu.

Czego się spodziewałam? Że Karolek naprawdę tam będzie? Karolka już nie ma! To tylko moja wyobraźnia Weronika złościła się na siebie.

Podeszła do umywalki, puściła wodę, żeby się obmyć. Nie! Czas przestać się dręczyć! Dla Witolda, dla Maćka! Weronika spojrzała w lustro: patrzyła na nią wychudzona twarz z podkrążonymi oczami. Ze złości namydliła dłoń i przeciągnęła pianą po lustrze, sama nie wiedząc po co. Strużki piany zaczęły spływać, układając się zanim się zorientowała w litery… z tym adresem. A za plecami poczuła nagły chłód. Prześlizgnął się przez pokój cienki głosik:

Czekam na ciebie, mamo

***
Nie śpisz jeszcze? Witold uniósł się w łóżku, rozbudzony światłem laptopa.
Weronika siedziała w fotelu z komputerem na kolanach, wpatrzona w ekran.
Witek, chodź Jeśli poczujesz to samo co ja, to wszystko, co się ze mną działo w ostatnich dniach, to nie szaleństwo

Witold wstał i podszedł do żony. Zobaczył na ekranie zdjęcie małego chłopczyka, miał może cztery lata.
Napisało: Egon Kwiatkowski, 4 lata. Rodzice Egona zginęli w wypadku samochodowym trzy lata temu, opiekowała się nim babcia. Od pół roku w domu dziecka, bo babcia zmarła.

Ten adres śni mi się i pojawia od kilku dni, wyjaśniła Weronika. To przesłanie od Karolka…

Weronika opowiedziała Witoldowi o snach, o sklepie i o łazience. Witold po krótkim namyśle stanowczo powiedział:
Weronika, jedziemy tam.

***
Ewa Zawadzka, dyrektorka domu dziecka, prowadziła Weronikę i Witolda jasnym, długim korytarzem, próbując tłumaczyć sytuację:
Gdy Egon do nas trafił, myśleliśmy, że ktoś go szybko adoptuje. To chłopiec inteligentny, spokojny, wychowany dobrze, choć przez babcię. Trzy razy próbowano go adoptować lecz na widok przyszłych rodziców zamyka się w sobie i nie nawiązuje kontaktu. Tłumaczy, że po niego przyjdą jego mama i tata i że ich rozpozna. Od paru miesięcy ma wyimaginowanego przyjaciela, którego nazywa Karolek. Ten Karolek miał mu niedawno powiedzieć, że mama i tata już niedługo przyjdą.

Weronika i Witold spojrzeli na siebie z poruszeniem. Czyżby ich zmarły syn chciał pomóc temu samotnemu chłopcu?

Nie wiem, proszę zobaczyć, może wy zdobędziecie jego serduszko powiedziała Ewa Zawadzka, otwierając drzwi do sali zabaw.

Weronika od razu go rozpoznała. Chudy, drobny chłopczyk, siedział po turecku wśród innych dzieci, budując z klocków wieżę i śpiewając piosenkę o niebieskim traktorze Egon się odwrócił, puścił klocki, podskoczył i wybiegł im na spotkanie z okrzykiem:
Mamo, tato! Wiedziałem, że przyjdziecie!!!

***
W procesie adopcyjnym bardzo pomogła Ewa Zawadzka. Była wzruszona, że Egon wreszcie nawiązał kontakt z rodziną Weroniki i Witolda. Kiedy dowiedziała się o śmierci ich syna, jeszcze bardziej się otworzyła. Już po miesiącu Weronika, Witold i Maciek przyjechali po Egona, by zabrać go do domu. Przed wyjściem Egon nagle wysunął dłoń z ręki Weroniki:
Mamo, poczekaj! spojrzał w głąb korytarza. Tam jest Karolek, chce się z nami pożegnać!

Serce Weroniki znów ścisnęło się z bólu, tym razem jednak był to ból pełen spokoju pogodzona ze stratą, wiedziała już, że musi żyć dalej. Teraz odpowiadała za szczęście delikatnego Egona, który wpuścił ją i Witolda do swego serca. Swojego Karolka nigdy nie zapomni zawsze będzie go kochać. Ale właśnie zyskała kolejnego syna, dla którego musiała być silna.

Egon podbiegł do okna na końcu korytarza, chwilę tam postał, potem wrócił z uśmiechem do mamy, taty i starszego brata. A za oknem poderwał się nagle z okapu piękny, biały gołąb. Zakrążył nad budynkiem, zatoczył krąg nad ich głowami.

Czasem, gdy tracimy coś bardzo ważnego, los daje nam szansę, by otworzyć serce na nową miłość. Nawet po największej stracie możemy znaleźć w sobie siłę, aby pomóc innemu człowiekowi odnaleźć rodzinę i razem nauczyć się na nowo szczęścia.

Rate article
Fajna Tajna
Testament młodszego syna – Ostatnia wola najmłodszego z rodzeństwa