Zuzanna wychowała się w zamożnej rodzinie. Ojciec zawsze spełniał jej zachcianki, kupował wszystko, czego zapragnęła. Mimo to, rzadko dzielił z nią czas. Skupiony na prowadzeniu własnej firmy, większość dni spędzał w pracy. Kiedy wracał do domu, nie czynił tego dla córki, a raczej dla swoich kochanek. Szeptano, że był związany z kobietą starszą od samej Zuzanny o kilka lat.
Zuzanna dostała się na Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, choć ojciec marzył, by została stomatologiem. Jednak nie zgodziła się ustąpić. Postawiła na swoim.
Dorastając, coraz bardziej odrzucała finansowe wsparcie ojca żyła wyłącznie z własnego stypendium. Latem, zamiast skorzystać z kosztownych wakacji, które ojciec chciał jej zafundować za granicą, przyjęła staż w dziecięcym obozie letnim pod Zakopanem tylko dlatego, że naprawdę kochała dzieci.
Był wieczór, gdy do ośrodka przyjechał autokar z dziećmi z domu dziecka. Maluchy zaraz zajęły swoje miejsca w domku, ale jako ostatnia wysiadła cicha, drobna dziewczynka. Jej oczy były za poważne jak na dziecko. Wkrótce dzieci zaczęły się skarżyć na dziwny zapach unoszący się po pokoju.
Winowajczynią była właśnie ta dziewczynka. Zuzanna weszła sprawdzić, co się dzieje. Odkryła, że dziewczynka chowała po kolacji schabowe pod poduszkę te jednak już się zepsuły.
Dziewczynka, zawstydzona, patrzyła na Zuzannę i wyszeptała:
To miało być dla mojego brata.
A gdzie jest twój brat? zapytała łagodnie Zuzanna.
On jest w domu dziecka.
Tego wieczoru Zuzanna natychmiast zadzwoniła do ojca, prosząc go o pieniądze.
W końcu moja córka prosi mnie o pomoc… Pewnie się obraziła, że długo z nią nie rozmawiałem pomyślał ojciec, podsłuchując jej ciche słowa.
Zuzanna, po co ci tyle pieniędzy? Chcesz nowy samochód? spytał podejrzliwie.
Nie, tato. Chcę kupić jak najwięcej jedzenia dla dzieci z domu dziecka.
Masz wielkie serce, Zuzanno powiedział ojciec i pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechnął.



